Adwentowa czułość

Adwentowa czułość

Adwent to dla mnie szkoła czułości. W tym roku mam refleksję, o tym jak mądrze pomyślany jest rok liturgiczny. A w nim czas zwykły i czas specjalny  – Adwent czy Wielki Post. Czas normalności i czas przełomów. Każdy z tych okresów specjalnych wymaga od nas innej refleksji i na poziomie intelektu i ćwiczenia się w innym wymiarze człowieczeństwa.

Myślę, że to nie przypadkowo Bóg postanowił że pojawienie się Jezusa na tym świecie zacznie się od narodzin małego dziecka. Wobec dziecka właśnie – jego delikatności i bezbronności – musimy się jakoś opowiedzieć. Wyśmiać i utrzymać gardę albo odszukać w sobie zapomniane na co dzień pokłady czułości i tkliwości.

Nie chodzi mi o to, żeby ten czas przeżywać sentymentalnie (w domyśle banalnie), ale o to, że wymagane jest od nas spotkanie z Bogiem, który nie każe nam ćwiczyć się we wstrzemięźliwości, hartować ducha (co jest domeną Wielkiego Postu), a raczej prostować ścieżki, czyli odzierać się ze wszystkich schematów, naleciałości świata. Odwracać się ku temu co proste i czyste. Zapominając o wyrafinowaniu tego świata. Tak widzę Adwent – jako drogę doskonalenia się w czułym, łagodnym spojrzeniu, by tak wydoskonalone spojrzenie mogło się spotkać ze wzrokiem małego dziecka i w nim ujrzeć Prawdę.

Zdjęcie: Jump (CC BY-SA 2.0) Michael Carian

Dodaj komentarz