Autor: Kamil Karzyński

Z każdym łykiem

Z każdym łykiem

Horacio Oliveira i Claude Lévi-Strauss różnią się zasadniczo. Pierwszy jest fikcyjnym bohaterem, a drugi prawdziwą postacią. Horacio to chłopiec, który grając w klasy zdąża do nieba, a Claude już jest w niebie (mam taką nadzieję). O jednym mówią marzyciel i kronopio. O drugim, że filozof i etnograf.  Jedna rzecz jest im jednak wspólna.

Matero powinno być wypełnione nawet w trzech czwartych suszonymi listkami, które spoczywają pod odpowiednim kątem. Wkładamy bombillę do środka. Zalewamy odrobiną zimnej wody, a następnie wodą o temperaturze od 70 do 80 stopni Celsjusza. Nie mieszamy. Pierwszy łyk, który jest najmocniejszy, możemy splunąć na ziemię, ale lepiej wypić. W ten oto sposób otrzymaliśmy gorzkie złoto – mate. Przy niej mijały długie dni i noce w Paryżu i Buenos Aires dla Horacia. Claude Lévi-Strauss raczył się nią codziennie odkrywając plemiona zamieszkujące Brazylię. Obaj podkreślali jej mocny, gorzki i intensywny smak, który później przechodził w słodycz.

Mate, poza mnóstwem dobroczynnych właściwości, jest także optymalnym rozwiązaniem na nudę: można ją pić samemu (jak Horacio), albo wspólnie z całą wioską plemienia Nambikwara czy Tupi-Kawahibów (Claude). Przy niej czas staje się żwawszy, w ciele zaczyna krążyć szybciej krew, a procesy myślowe odurzają swoją trzeźwością. Osobiście raczę się mate każdego ranka – tuż po Namiocie Spotkania i zaplanowaniu dnia z Szefem. Wieczorami, po całym dniu pracy, także popijam mate.

Powyższe nazwiska to tak naprawdę wybieg służący przemyceniu Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. Zdajecie sobie sprawę, że nasz założyciel Ruchu był w Boliwii w 1982 roku? To właśnie wtedy sformułował dziesięć wielkich charyzmatów Ruchu Światło-Życie. Wtedy spotkał się tam z powstającym Movimento Luz-Vida, który został przeszczepiony z Polski za sprawą o. Rufina Oreckiego i innych polskich misjonarzy. I tak też od 1977 roku są prowadzone rekolekcje, Ruch Światło- Życie w Boliwii został oddany Niepokalanej, Matce Kościoła – w takiej samej formie jak w Krościenku. A nawet doszło do poniższej sytuacji:

W drugim dniu pobytu w Cochabamba pojechaliśmy z o. Rufinem do małej miejscowości Tolata (…) W pewnym miejscu skręciliśmy w bok od szosy – w kierunku wysokiej, majestatycznej góry, otwartej wąwozem (podobnym do wąwozu Homole). (…) Od wylotu wąwozu widok na wielką równinę z jeziorem, otoczoną wieńcem gór. Przepiękne miejsce, prawdziwa oaza wybrana przez Boga. Nazywa się Rinconada – to znaczy zakątek. (…) Przypomina bardzo Krościenko – chociaż w skali powiększonej przynajmniej 1:10. Jeżeli? – to tu! Lepszego miejsca nie znajdziemy chyba w całej Boliwii.

(F. Blachnicki, List z Boliwii. Kraków 2017, s. 21-22)

Zastanawiam się, czy ks. Blachnicki, będąc w Boliwii, został uraczony świeżą mate? To by dopiero było! Tak czy inaczej, od teraz mate kojarzy mi się z Boliwią, a każdy łyk jest jakby łykiem charyzmatu Ruchu Światło-Życie. Mocnym, orzeźwiającym i pobudzającym do działania!

Zdjęcie (modyfikowane/cropped) Mate (CC BY 2.0)  Marcos Cousseau
Psalm Coltrane’a

Psalm Coltrane’a

Kiedy noc otula mnie swoim aksamitnym ciepłem, a pierwsze promienie księżyca wdzierają się przez uchylone okno, mam w zwyczaju obcować z Najwyższą Miłością i jednocześnie patrzę na wolno przesuwające się gwiazdy, które zaczynają swoją wędrówkę gdzieś w okolicy Nowego Orleanu, a kończą na Nowym Rembertowie.

Słowo o Słowie

Słowo o Słowie

W niedzielę 30 kwietnia w całej Polsce po raz pierwszy obchodziliśmy „Narodowy Dzień Czytania Pisma Świętego”.  Jesteśmy też w trakcie kolejnego Tygodnia Biblijnego. W związku z tym chciałbym się zastanowić nad ideą tej inicjatywy i jej realizacją.

Tamaryszek Poleca: Architektura VII Dnia

Tamaryszek Poleca: Architektura VII Dnia

W Polsce w czasach socjalizmu realnego viribus unitis wybudowano 3780 (!) kościołów. Tylko w latach 80. zainicjowano budowę ponad tysiąca świątyń. Jest to imponująca wartość, jeżeli weźmie się pod uwagę wymiar nadprzyrodzony tego dzieła: tworzenie wspólnoty ludzi, którzy protestując przeciwko ówczesnej władzy, budują swoje kościoły.  Zainwestowali w nie swoje pieniądze, swoimi siłami wznieśli sakralne budowle i poświęcili ogrom swojego czasu.

Książka, o której piszę to „Architektura VII Dnia” – prawdziwa perła crowdsourcingowa. To znaczy, że nie tyle książka, ale cały projekt jest tworzony przez ludzi: proboszczów, parafian, aktywistów, architektów, księży i ludzi, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do powstania kościołów. Co więcej projekt (architektura7dnia.pl) ma na celu zebranie wszelkich wspomnień, zdjęć i historii związanych z danych kościołem.

Jest to nie lada gratka dla każdego katolika, który chce dowiedzieć się więcej o swoim kościele, do którego uczęszcza. Jednocześnie autorzy książki zadają ważne pytanie o rolę architektury kościelnej we współczesnym krajobrazie Polski.

A czy Ty znasz swój kościół od podszewki?

Zdjęcie: Church at Blonduos (CC BY-NC-ND 2.0) donoshsugi
Sztuka narzekania

Sztuka narzekania

Uwielbiam kiedy wszystko idzie po mojej myśli. Wtedy, gdy przygotowany z samego rana plan dnia wypełniam co do joty. Podczas wieczornej modlitwy rozpiera mnie duma i wdzięczność, że wszystko wypełniłem co do kreseczki niczego nie dodając i niczego nie ujmując. Jednak takie wieczorne podsumowania zdarzają się coraz rzadziej… Pan Bóg lubi krzyżować moje plany (i jest w tym bardzo dobry!).

Hiperrealizm

W moim życiu jest dwóch ukochanych, ochrzczonych, Żydów. Pierwszy: Jezus Chrystus, mój Pan i Zbawiciel.
Drugi: Roman Brandstaetter.

Nie wdając się w szczegóły, przedstawiam wam fragment mojego ulubionego rozdziału z książki pt.: Jezus z Nazarethu.
Można w nim znaleźć nawiązanie do Nowego Człowieka, psychomachii, powrotu do starego, miłosierdzia Jezusa Chrystusa, motywu drogi i wielu innych rzeczy. Jednakże sami odnajdźcie głębię tego fragmentu.

Uzdrowienie ślepego od urodzenia

Epistolografia

Epistolografia

W codzienności i rutynie rzadko zdarza się, aby coś wybiło mnie z rytmu; przyspieszyło bicie serca, sprawiło, że jestem zaintrygowany, a jednocześnie niepewny tego co za chwilę się zdarzy… zostaję sam na sam z czymś całkowicie nieznanym, ale jednocześnie pociągającym.

Tempus fugit

Tempus fugit

– Czekałem wiele lat.
– Jak… jak długo?
– Teraz to będzie…
(Upłynęły dwadzieścia trzy lata, cztery miesiące, osiem dni)

Niedawno miałem przyjemność uczestniczyć w porekolekcyjnej nocy filmowej. Moją szczególną uwagę przykuł „Interstellar”, gdyż od dłuższego czasu byłem szalenie ciekawy fabuły i chciałem skonfrontować własne wrażenia z nieprzychylnymi recenzjami, które czytałem. Nie wspomnę o tym, że oficjalny soundtrack przesłuchałem od góry do dołu kilkanaście razy i byłem nim zachwycony. Skoro muzyka sama w sobie bez kontekstu fabularnego potrafi tak wybrzmieć, to o ileż bardziej zadziała razem z obrazem!