Kamil Karzyński

Bałkany

„Pod powierzchnią czułości i tkliwej namiętności […] rodzą się i czekają swojej godziny huragany spętanej i skondensowanej nienawiści”

W ramach przygotowań do zwiedzenia Bałkanów planowaliśmy z Karoliną dowiedzieć się nieco więcej o historii tej krainy. Cytowany powyżej fragment pochodzi z Listu z 1920 roku Ivo Andrića, który został umieszczony w Bałkańskich upiorach – ogólnym zarysie sytuacji historyczno-gospodarczej narodów zamieszkujących Półwysep Bałkański. Zdobyliśmy książkę i zaczęliśmy ją czytać (także w trakcie wyprawy autostopowej), jednak nie dane było nam jej skończyć… Być może stało się tak dlatego, byśmy mogli chłonąć każdą historię i każdy widok jak gąbka, a dopiero później starali się zrozumieć… o co chodzi z tymi Bałkanami.

Współczesne Bałkany są trochę inne niż te z XIV, XIX lub końca XX wieku – na razie nie ma tam wojny. Jednak część osób nadal myśli i postępuje jakby żyła w XIV, XIX lub – co gorsza – pod koniec XX wieku. Żyją w nienawiści do sąsiednich narodów, bo kiedyś któryś z nich dokonał rzezi na ich mieszkańcach, albo byli ciemiężeni przez dłuższy czas. Tylko jak można normalnie funkcjonować bez przebaczenia?

*

Nie zapominajcie też, że nikt nie potrafi przebaczać innym, jeżeli najpierw sam nie zaznał przebaczenia.

*

Po upływie godziny i czterdziestu minut wylądowaliśmy w Salonikach. Od teraz byliśmy skazani na siebie i na Pana Boga. Nigdy nie zapomnę pierwszego wrażenia po dojechaniu do miasta: bliskości Zachodu, a jednocześnie nieuchwytności i tajemniczości Wschodu. Współczesna Grecja to bardziej dziecko Bizancjum i tureckiego despotyzmu niż peryklejskich Aten.

Po upływie dwóch dni wyruszyliśmy na północny-zachód, by wrócić do Polski przez osiem krajów: Grecję, Macedonię, Albanię, Czarnogórę, Chorwację, Bośnię i Hercegowinę, Węgry i Słowację. Wracaliśmy przez 15 dni w sumie robiąc 2309 kilometrów łapiąc 25 stopów i zatrzymując się w trzech stolicach – Tiranie, Sarajewie, Budapeszcie – i niezliczonych pomniejszych miejscowościach. Jechaliśmy na pace pick-up’a, z kierowcą ciężarówki Romanem, z szalonym Włochem po krętych drogach Macedonii, samochodem Mini, którego prowadził Tony; razem z bośniackimi Serbami, z albańskim ‚mafioso’ białym mercedesem i tak dalej, i tak dalej…

Mimo iż zadawałem dużo pytań o historię, kulturę i wzajemne relacje to nie zauważyłem skondensowanej nienawiści, ani tkliwej namiętności. Zamiast tego byłem świadkiem ogromu miłosierdzia, które objawiało się w prostych gestach i słowach: dzielenie się z nami jedzeniem, stawianie kawy, pomoc gdy byliśmy całkowicie zdezorientowani, podwożenie do granicy bośniacko-chorwackiej, gdy kierowca w ogóle nie miał zamiaru tam jechać.

*

Oczywiście, że pokochałem Bałkany, przede wszystkim za ich kontrastowość, za częste sprzeczności i sytuacje, w których krew się gotuje. Bezpośredniość Albańczyków i ich wszędobylskie śmieci, lenistwo Greków i ich tanie frappe, niejasna sytuacja Macedończyków, wzniosłe i przepiękne monastyry, czarnogórski mariaż Adriatyku z górami, gdzie Rosjanie inwestują grube pliki pieniędzy, przereklamowany niemiecki przyczółek jakim jest Chorwacja wraz z majestatycznym Dubrownikiem, bośniacki smutek, w którym jest nadzieja, ‚rany’ odniesione w Sarajewie, Srebrenicy, Jasenovacu; a także bazar Baščaršija, który urzekł mnie swoją bliskością islamu zupełnie innego niż ten w Jerozolimie.

*

Zdaję sobie sprawę, że tylko dotknęliśmy wierzchołka góry lodowej, że 15 dni to za mało, żeby poznać i doświadczyć ogromu Półwyspu Bałkańskiego z jego wielokulturową tradycją, szalenie trudną historią i niepewną przyszłością. W obliczu wysłuchanych niezmierzonych ludzkich historii, kontaktu z prostymi ludźmi, którzy dawali nam serce zrozumiałem czym jest miłosierdzie… Zrozumiałem, że ci którzy dostąpili miłosierdzia, będą miłosierni.

Zdjęcie (edytowane/cropped): Dubrovnik (CC BY-NC 2.0) Devin Poolman

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.