Bo my się chcemy śmiać

Bo my się chcemy śmiać

Karolina Korwin-Piotrowska postanowiła niedawno określić dzisiejszych dwudziestolatków mianem pokolenia beki. I mimo, że to nie pierwsza nazwa na określenie mnie i moich rówieśników, to tym razem naprawdę się obruszyłem… a potem się z tym zgodziłem.

Dzisiejsi dwudziestolatkowie kręcą bekę ze wszystkiego i wszędzie. W szkole, pracy, w klubokawiarni, kinie i kościele. Z kolegi, serialu, polityka, mema, nauki. Najlepiej cisnąć bekę z osób, które nie wiedzą, że są obiektem takiego żartu. Czasem nawet ociera się to o hejt, ale kosztem innej osoby poprawiamy sobie humor. Brutalne, lecz często prawdziwe.

I tak sobie myślę, że robimy to na okrągło. Śmiejemy się z byle czego. Nie wchodząc w szczegóły, jest to nasza reakcja obronna na świat. Hipis organizował demonstracje i nosił kolorowe ciuchy. Punk farbował irokeza i demolował Londyn, bo nie podobał mu się system. Blokers siedział pod blokiem i jarał zielsko, bo dał sobie wmówić, że lepiej mu już nie będzie. I tak w kółko. A my ciśniemy bekę z „człowieka przegrywa” i Miley Cyrus na kuli. Co pokolenie, to inna subkultura i jej forma wyrazu. Z ogromnego kalejdoskopu możliwości wykrzyczenia opinii i przekazywania niezadowolenia, my wybraliśmy zaśmiewanie się ze wszystkiego. Produkujemy swój kod, czyli memy. Są one powszechne i zrozumiałe dla dużej części ludzi będących pod wpływem zachodniej cywilizacji.

Zawsze chciałem być członkiem jakiejś subkultury, do czegoś należeć i z czymś się identyfikować. Być członkiem jakiejś grupy, być w kontrze i wyróżniać się. Być „innym”, a jednocześnie do kogoś podobnym. Ja znalazłem to w Ruchu.  Co prawda oazowiczów jest całkiem sporo, ale nie na tyle, żeby było nas spotkać wszędzie. Tak samo jest ze wspomnianymi już punkami czy na przykład lekko zapomniani już emo albo kibolami. Natomiast ciśnięcie beki jest zbiorowe, bardzo powszechne i solidarne. Beka nie jest niczym elitarnym, jest ponad podziałami, a jej źródłem są mass-media. Czyli jakby nie patrzeć instytucja, jaka nie podobała się ani hipisom, ani rastafarianom i straight-egde`owcom i wielu, wielu innym. Czy my jesteśmy jakoś od nich lepsi, bo znaleźliśmy sposób na wpływy czwartej władzy? Nie wydaję mi się. My się z nią też nie do końca zgadzamy, ale próbujemy żyć obok.

Korwin-Piotrowska wsadziła moje pokolenie do jednego wora. Uczyniła z nas szarą masę. Można odnieść wrażenie, że mówi nam ona tak: was nie interesuje świat, jakiego nie można wyśmiać. A ja mówię: rzeczywiście nam pasuje wyśmiać świat, bo inaczej byłby on nie do zniesienia i musząc w nich trwać wolimy obrócić go w żart niż szukać o nim prawdy. Wolimy się trochę pooszukiwać niż sromotnie przegrać konfrontując się z rzeczywistością, której w telewizji nie ma. Nasi rodzice zderzali się z rzeczywistością budowania nowego rynku i nowej rzeczywistości, dziadkowie mierzyli się z realiami socjalizmu, a my ścieramy z wolnością, w której coraz mniej wartości jest stałych (płeć, rodzina, wierność etc.), trochę oszukując się, że sobie z nią radzimy.

Nie chcę tu nawoływać tu do powrotu czasów mnogości kontrkultur, czy ich walki o dominację. Wysnuję za to, może zbyt daleko idącą, hipotezę, że z taką sytuacją nie będziemy mieli już do czynienia. Boję się, że m. in. przez tak dużą dostępność dóbr i informacji (niekoniecznie tych pożytecznych) będą nam rosnąć pokolenia skoncentrowane na budowaniu swojego kolorowego i zawiłego „ja” w swojej odrębności tak podobnego do reszty.

Niecałą dekadę temu Cool Kids of Death nagrał „Generację Nic”. Kuba Wandachowicz (autor tekstu) wraz z kumplami z zespołu roztaczał przed słuchaczem wizję młodzieży pragnącej buntu, ale kompletnie pozbawionej predyspozycji do niego, znającej układ świata, pielęgnującej wyobrażenie, że jak nie znaczą nic teraz, tak nie będą. Ten nihilizm egzystencjalny przeraża. Dekadę temu młodzi ludzie zostali opisani w ten sposób. Oni pragnęli agresji i wyjścia na ulicę mimo wszystko, a my po prostu mimo wszystko chcemy się śmiać.

Brak buntu jest, moim zdaniem, jednym z pierwszych oznak zepsucia cywilizacji. Brak kontestacji jasno wskazanych wartości jest dla mnie informacją, że jakaś formuła się wyczerpuję. Brak buntu to brak potrzeby zmiany świata. Od zawsze młodzież negowała mechanizmy świata, w którym była zmuszona wchodzić w dorosłość. Najczęściej ten okres był dla nich bolesny, a my chyba rzeczywiście chcemy przejść obok niego wybuchając od czasu do czasu śmiechem.

Zdjęcie: The Carnival Audience 2012 (CC BY 2.0) Martin Terber

Dodaj komentarz