Michał Grzybowski

Cienie dobrobytu

“To wielka szkoda, że nie podają tego znakomitego ciasta na deser po obiedzie.” Faktycznie, trudno mi się z tym nie zgodzić, a więc przytakuję. Ale z ogromną łatwością umyka uwadze fakt, że to znakomite ciasto podają na deser zarówno po śniadaniu jak i po kolacji. A w dodatku stoły uginają się pod nadmiarem wykwintnego jedzenia w restauracji tego czterogwiazdkowego hotelu. Kawa nie jest tu żadnym rarytasem, pije się ją jakby zamiast wody. Minęło raptem parę dni od naszego przyjazdu, wiele osób to ludzie młodzi. Moja radość z pierwszego dnia, że nie muszę przyrządzać posiłków samemu i zmywać po sobie – jaka to wygoda! – zaskakująco szybko zdążyła wyblaknąć. „What a difference a day makes” – jak śpiewała Dinah Washington.

Odświętność nie może być codzienna bo wtedy byłaby sprzecznością samą w sobie. Gdyby złota było na świecie dużo, byłoby tanie i przestałoby być przedmiotem pożądania wielu. Najwykwintniejsze danie jedzone codziennie wreszcie spowszednieje.

Może warto czasem w pełni świadomie i dobrowolnie odmówić sobie jakiejś małej przyjemności? Innym razem łatwiej będzie ją docenić. Albo uświadomić sobie, że wcale jej nie potrzebuję. Luksusy znieczulają, kreują sztuczne potrzeby i potrafią uzależniać. Dostatek jest wygodny i łatwo się do niego przyzwyczaić. Umiarkowanie, a tym bardziej post i praktyki ascetyczne, pozwalają docenić rzeczy małe i czerpać z nich radość. A jednocześnie pozwalają zobaczyć, że z otaczających mnie zbytków potrzeba mi do życia naprawdę niewiele: tlenu, wody, miejsca do spania, coś do zjedzenia, ubrania, dobrych ludzi wokół i przede wszystkim – Boga.

Zdjęcie: WF (CC BY-SA 2.0) Michael Stern

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.