Cisza

Cisza

Na dzisiaj krótka refleksja odkryta już w Oktawie Wielkanocy, chociaż z natury swojej – wielkopiątkowa.

Ostatnio miałam wielkie i bardzo zaskakujące szczęście być w Jerozolimie. W JEROZOLIMIE. I było absolutnie niesamowicie. Chodziłam po mieście jak zaczarowana, a to co widziałam, właściwie przekraczało moje wszystkie wyobrażenia. Oliwki, które (podobno!) pamiętają czasy Chrystusa, kościoły, wyrosłe w miejscach w których DZIAŁO się chrześcijaństwo, przemili, zagadujący bez końca ludzie, wszechobecna (uwielbiana przeze mnie) atmosfera i realność bazaru… I wreszcie coś, na co moi towarzysze i ja w głębi ducha czekaliśmy od początku, choć nie oczekując dużo, w związku z zasłyszanymi historiami o panującym tam gwarze i nieporządku – Bazylika Grobu Świętego. I rzeczywiście: półmrok, mnóstwo ludzi, bardzo głośno, trochę brudno. Nic nie wskazuje na świętość tego miejsca, wyznawaną przez miliardy ludzi na całym świecie. Stoimy w kolejce już do samego Grobu (udało się, tylko pół godziny!) w różnonarodowym i wielojęzycznym tłumie, rozmawiającym i przeglądającym przewodniki. I my wymieniamy uwagi, ospale przesuwając się do przodu. Wreszcie, jesteśmy już bardzo blisko i kiedy w przypadkowej trójce zostajemy wpuszczeni do środka – czas się zatrzymuje.

Zapada cisza.

Gwar obecny w całej bazylice znika.

Cisza, nieporuszona wobec tajemnicy śmierci Chrystusa.

Trzy minuty później, jakby z oddali, słychać głos pilnującego wejścia Kopta: next, please. I wracamy do rzeczywistości.

*  *  *

Podobna sytuacja miała miejsce w Wielki Piątek, kiedy w czasie liturgii w kościele ucichły nawet kołatki. Nic nie zakłóciło ciszy, która zapadła po śmierci Boga. Czułam się wtedy tak, jakby ktoś uderzył mnie czymś ciężkim w głowę. Albo podciął nogi, żebym straciła grunt pod nogami. Totalne wytrącenie z równowagi.

*  *  *

To żadna nowość, że Pan Bóg jest w ciszy. Działa w ciszy, mówi w ciszy. Że cisza jest środkiem do Niego.

Ale powiem Wam, że czuję tę ciszę także teraz, w radości po Zmartwychwstaniu. W tym czasie, kiedy głośno cieszymy się, że Pan jest znowu z nami. I teraz, kiedy przyszła wiosna, jest zielono, ptaki śpiewają, ludzie spędzają więcej czasu na powietrzu, śmieją się i rozmawiają, tyle dzieje się na mieście! Mimo to  – przy odrobinie wysiłku, można odnaleźć ciszę.

Jest parę miejsc, które są stworzone do celebrowania ciszy. Dla mnie to jest sanktuarium w Gietrzwałdzie. Pewne francuskie opactwo, które swego czasu miałam okazję dobrze poznać. Grota Grobu Pańskiego i Góra Oliwna w Jerozolimie. I mnóstwo miejsc jeszcze nieodkrytych!

Na co dzień, szukam ciszy u mnie w domu, bardzo późno, kiedy już wszyscy śpią. Albo w trakcie zabieganego dnia, kiedy pomiędzy wykładami a pracą wpadam na chwilę z hałaśliwego Krakowskiego Przedmieścia do kościoła Świętego Krzyża. W lesie, dwa kroki od mojego domu. I też wtedy, kiedy przychodzę dużo wcześniej na Mszę Św. do mojego parafialnego kościoła, kiedy jeszcze jest niewiele osób.

Tam znajduję ciszę.

A w ciszy jest Pan Bóg.

Zdjęcie: Jesus’ tomb (CC BY 2.0) Guillaume Paumier

komentarzy 5

  1. Kamil Karzyński · 24 kwietnia 2016 Odpowiedz

    Będąc w Jeruzalem, najbardziej uderzyło mnie to, że nazwa ‚Grób Święty’, czy też ‚Grób Pański’ nie od razu wskazuje na zmartwychwstanie Chrystusa. W pewien sposób przecząc obrazowi Chrystusa Zmartwychwstałego, który znajduje się tuż nad wejściem do niego.
    To zaskakujące, ale uczestnicząc we Mszy świętej w Bazylice Grobu Świętego (był wtedy Wielki Post) cały czas radowaliśmy się ze zmartwychwstania (!)

    Wracając do tematu to moje miejsce ciszy znajduje się w Grocie Mlecznej w Bethlehem.

  2. Ania · 25 kwietnia 2016 Odpowiedz

    Ostatnio odkryłam piękne i niebanalne miejsce ciszy: Kościół Najświętszego Zbawiciela. Świątynia w centrum miasta, zawsze otwarta, a przez to niesamowicie żywa – rano kilkugodzinny maraton mszalny, żywy różaniec modli się chyba ze cztery razy dziennie, do tego msze w ciągu dnia i inne nabożeństwa. Trwają remonty ołtarzy i kaplic, a jak stary tramwaj przejeżdża przez plac Zbawiciela, to nie dość, że słychać, to klęczniki się trzęsą. Ciągle ktoś wchodzi i wychodzi, nierzadko trzaskając drzwiami. Nie brzmi zbyt spokojnie, a jednak! Zawsze potrafię odnaleźć tam tę Bożą ciszę, ten spokój. Może to kwestia wystawienia Najświętszego Sakramentu? Nie wiem, ale dzielę się, bo myślę, że warto, a nuż ktoś wpadnie.

  3. Mar · 27 kwietnia 2016 Odpowiedz

    Mnie też fascynuje Kościół Zbawiciela. Z całym jego rozgardiaszem jest naprawdę morzem ciszy. Nawet froterowanie podłogi nigdy nie jest tak absolutnie pełne ciszy jak TAM!

  4. Agnieszka Majcher · 3 maja 2016 Odpowiedz

    Mi jednak te tramwaje w Zbawicielu za bardzo przypominają, że tuż za drzwiami jest środek Warszawy:) Wiec Freta zdecydowanie wygrywa… zwłaszcza to zejście w dół zaraz za drzwiami. Jakby się schodziło do innego świata.

  5. Artur Przybyszewski · 27 maja 2016 Odpowiedz

    Przy Zbawicielu i Freta mogę postawić ♡
    W obu mam poczucie, że ich mury są przesiąknięte modlitwami i radością.

Dodaj komentarz