Co Cię nie zabije, to Cię… wzmocni?

Co Cię nie zabije, to Cię… wzmocni?

… serio?

* * *

Uczucie porażki – wyjątkowo paskudne. Sprawia, że tracimy wiarę w siebie i wszystkiego nam się odechciewa. Niebo jest mniej niebieskie, a ludzie w autobusach jeszcze bardziej smutni. Ale otoczenie nie jest najgorsze. Najbardziej obezwładniające jest to, co dzieje się w środku – natłok galopujących myśli: dlaczego się nie udało, gdzie zawiniłam, czego nie dopilnowałam,  jak bardzo jestem słaba i na pewno już to się nigdy nie zmieni, a plama na honorze i wstyd przemożny zostanie na wieczność. Wielokrotne rozpamiętywanie tej sytuacji. Brak energii do czegokolwiek, a zwłaszcza do modlitwy i pisania tekstów pod Tamaryszkiem. Odwarkiwanie rodzinie, czepianie się chłopaka. Słowem… nędza.

* * *

Pan Bóg nie wkurza się, że znowu nam nie wyszło. Przygarnia nas do siebie z uśmiechem, jakbyśmy co najmniej odkryli rad i polon. Jedna porażka, druga, ani nawet trzydzieści kolejnych w Jego oczach nie zaważy na całym naszym życiu. Ostatnio w Krakowie Franciszek mówił o tym, że boli go widok młodych idących ze smutną twarzą, jakby ich życie nie miało żadnej wartości – a przecież ma tak wielką! Pomimo niepowodzeń, tych drobnych i tych większych. One wzmacniają, choćby brzmiało to najbardziej nieprawdopodobnie! Takie sytuacje uczą i budują doświadczenie, które jest potrzebne, żeby z pomocą marzeń, pragnień, żywiołowości i kreatywności młodego człowieka zmieniać rzeczywistość. Tak, możemy zmienić rzeczywistość – odpowiadaliśmy Franciszkowi na krakowskich Błoniach. My, którzy nie wszystko robimy perfekcyjnie i jeszcze długo nie będziemy. I jeszcze jedno franciszkowe powiedzenie – o tych alpinistach, co to śpiewają, że we wspinaniu nie chodzi o to, żeby nie upadać, ale żeby nie pozostać w upadku. Choćbyśmy się czuli hipernędznie, to się da zrobić. Mamy przecież wiernego Kibica!

Zdjęcie: Climbing (CC BY 2.0) Marcus Hansson

komentarzy 5

  1. Radek · 8 sierpnia 2016 Odpowiedz

    Z tego co powiedział Franciszek na Błoniach wywnioskowałem, że Jezus (wspomniany ponad 30 razy w przemówieniu!) jest raczej naszym Trenerem niż Kibicem oraz Inspiratorem wszelkich zmian rzeczywistości:
    „(…)nie ma nic piękniejszego niż podziwianie pragnień, zaangażowania, pasji i energii, z jaką wielu młodych ludzi przeżywa swoje życie. To jest piękne. A skąd się to bierze, to piękno? Kiedy Jezus dotyka serca młodego mężczyzny czy młodej dziewczyny, to są oni zdolni do naprawdę wielkich dzieł. (…)Jezus Chrystus jest tym, który potrafi obdarzyć prawdziwą pasją życia (…)To Jezus Chrystus pobudza nas do podniesienia wzroku i do wzniosłych marzeń. (…)Jeśli jesteś słaby, jeśli upadasz, to popatrz trochę do góry, a tam jest ręka Jezusa, gotowa, która Ci powie „powstań, chodź”.”

    • Magdalena Bogucka · 9 sierpnia 2016 Odpowiedz

      Radku, a czy to ma jakieś większe znaczenie, w tym kontekście, czy jest naszym trenerem czy Kibicem? Ważne, że nie jesteśmy w tym sami, bo obok jest Chrystus, który nam pomaga i pragnie naszego zwycięstwa 🙂

      • Radek · 9 sierpnia 2016 Odpowiedz

        A pamiętasz „krzesełka”? Człowiek zmysłowy – Jezus obok, cielesny – u podnóżka (kibic), duchowy – na tronie(trener). Chyba jest różnica…

        • Magdalena Bogucka · 9 sierpnia 2016 Odpowiedz

          „Krzeselka” to rzeczywistość prywatna każdego człowieka – w tym kontekście nie możemy nikomu „nakazać” by Chrystus był u niego na tronie, bo może duchowo nie jest na to gotowy, może cię stara, ale jednak wciąż mu nie wychodzi, a może boi się tego i jednak wciąż pozostawia Jezusa u podnóżka.
          I tak naprawdę to nie ma znaczenia, czy dopiero dojrzejemy do tego, by Chrystusa na tym naszym krzesełku posadzić, czy wciąż czeka u podnóżka – liczy się to, że jest obok i dostrzegamy to, słuchamy Go, poddajemy się Jego słowom. Szukanie rozróżnienia, czy jest kibicem czy trenerem, to już trochę faryzeizm i czepianie się jakiś szczegółów, które w ogólnym przekazie tekstu nie mają znaczenia.

  2. Agnieszka · 9 sierpnia 2016 Odpowiedz

    Ależ zupełnie nie o to mi chodziło! Dla mnie Pan Bóg jest Panem i Zbawicielem, Władcą świata, Pocieszycielem, Przyjacielem, Prawdą, Drogą, Życiem, Miłością, Słowem, Królem, Światłością, Uzdrowicielem, Wiecznością, Pasterzem, Skałą, Nauczycielem, Mistrzem, Inspiratorem, Trenerem i Kibicem – tym wszystkim jednocześnie. Ale w tym tekście mój wybór padł na Kibica – bo lubię w Nim to, że tak jak prawdziwy, najbardziej zagorzały Fan, motywuje mnie, zagrzewa do walki i wierzy w sposób absolutny. To określenie podkreśla moją rolę do odegrania we wstawaniu po porażce – przecież nie chodzi o to, żeby bezczynnie czekać na poprawę sytuacji?

Dodaj komentarz