Co się wydarzyło w pewnym lesie…

Co się wydarzyło w pewnym lesie…

 Z dedykacją dla wszystkich animatorów oazowych,

w podziękowaniu za ich ciężką i często niedocenianą pracę

 

– Co to ma znaczyć?! – ryknął rozgniewany Lew, a jego głos wstrząsnął wszystkimi pobliskimi drzewami – Co to za śmietnik w moim lesie?!

Lew wskazywał walające się między drzewami sterty łupin od orzechów, zgniłych liści i resztek jedzenia. Zgromadzone wokół zwierzęta patrzyły po sobie ze strachem. Prawdą było, że w ostatnich dniach coraz trudniej było wędrować pomiędzy drzewami, bo sterty odpadków rosły w bardzo szybkim tempie.  I to w każdej części lasu!

– Czyja to sprawka? – Król lasu przebiegł po zebranych gniewnym spojrzeniem. Kilka par oczu mimowolnie powędrowało w dół.  Lew podszedł do gromady skruszonych wiewiórek.

– Te łupiny po orzechach – zaczął groźnie – coś mi się wydaje, że to wasza sprawka.

– nnnno… tttttaak… – wyjąkał najodważniejszy z rudzielców. Nie śmiał jednak oderwać wzroku od swoich kosmatych łapek.

– Czemu nagle zaczęliście rozrzucać wszędzie resztki jedzenia i zanieczyszczać nasz dom?

– ale… – zaczęła nieśmiało inna wiewiórka – my zawsze tak robiliśmy… – dokończyła nieśmiało, zdając sobie nagle sprawę jak głupio to brzmi.

– A te porozrzucane wszędzie skorupki jaj? – Przenikliwe spojrzenie Króla przeniosło się na zbite ciasno gromady ptaków – Czemu zrzucacie je z gniazd prosto na ziemię?

– No przecież zawsze tak było! – rozległ się świergot kilku oburzonych jaskółek – Co innego mielibyśmy z nimi robić?!

– Skoro zawsze tak było, to czemu nagle zaczął się robić taki bałagan? – Lew nie rezygnował z poszukiwania winnych. – Czemu sterty śmieci nagle zaczęły piętrzyć się pod niemal każdym drzewem?

Zwierzęta wymieniały zdziwione spojrzenia. Trudno było nie przyznać racji Królowi. Z jakiegoś powodu ich dom zamieniał się w śmietnik, choć przecież wszystko wydawało się po staremu. Jeszcze kilka pytań ujawniło fakt, że każdy mieszkaniec lasu wyrzucał śmieci wprost przed swoje mieszkanie i nigdy nie przejmował się, co się z nimi dalej dzieje. Gwar zdziwionych głosów rósł coraz bardziej, aż przerwał go stanowczy głos Sowy:

– Gdzie jest Stary Dzik? – początkowo jej głos usłyszeli tylko najbliżsi.

– Gdzie jest Stary Dzik? – powtórzyła głośniej i teraz już wszystkie zwierzęta rozglądały się w poszukiwaniu najstarszego z mieszkańców lasu. Jednak Dzika nigdzie nie było widać.

– A po co nam on? – zainteresował się Lew lekko poirytowany zmianą tematu.

– Coś czuję, że on może znać odpowiedź na naszą zagadkę – zahuczała Sowa – Chodźmy do jego jaskini.

I nie czekając na opinię pozostałych poderwała się z gałęzi i pofrunęła we wskazanym kierunku, sprawnie manewrując między konarami drzew. A że Sowa cieszyła się w społeczności nie lada autorytetem, wszyscy podążyli za nią. Nawet Lew, nie widząc innego rozwiązania pomaszerował za resztą, mrucząc tylko pod nosem jakieś krytyczne uwagi.

– Halo Dziku! Jesteś tam?! – nawoływały zwierzęta, gdy już znalazły się przed obszerną jamą w porośniętej grubym mchem skale. Jednak nie było żadnego odzewu. Przez zbity tłum wreszcie przedarł się Lew i korzystając ze swojego autorytetu postanowił wejść do środka. Za nim niezgrabnie poczłapała Sowa i jeszcze kilka innych co śmielszych leśnych stworzeń.

Widok, jaki się im ukazał nie był zbyt ciekawy. Stary Dzik leżał na stercie liści i gałęzi i ciężko sapał. Wyglądał tragicznie – skóra obwisła na kościach, a wielkie góry mięśni, które niegdyś były dumą Dzika, teraz gdzieś wyparowały. Oczy miał lekko uchylone i zwierzęta mogły dostrzec, że tli się w nich jeszcze resztka życia. Ale nie na długo…

– Umieram – wydyszał z trudem gospodarz widząc pytający wzrok przybyszów.

Długą ciszę przerwał w końcu Król – Tak nam przykro. Jeśli możemy ci jakoś pomóc…

– Nie możecie – przerwał mu Dzik i znów zaczął głośno dyszeć.

– A czy mógłbyś nam jeszcze pomóc rozwiązać pewną tajemnicę? – wtrąciła się Sowa. Dzik nie odpowiedział. Wpatrywał się tylko w Sowę wyczekująco. Czując, że nie ma czasu do stracenia, ptak przeszedł do konkretów:

– Ostatnimi czasy w naszym lesie zaczął się robić okropny bałagan. Nie wiemy dlaczego! Niby wszystko jest po staremu, wszyscy robią to, co zwykle, a jednak nasz kochany las coraz bardziej zaczyna przypominać wysypisko!

Na pysku umierającego pojawił się ledwo zauważalny uśmiech – To przez moją chorobę – wychrypiał.

– Jak to? – zdziwił się Lew – Chcesz powiedzieć, że jeśli ty chorujesz, to choruje też i nasz las? Czy to jakaś magia?!

Uśmiech na pysku Dzika stał się jeszcze wyraźniejszy – Żadna magia. Każdej nocy… gdy wy szliście spać… ja chodziłem po lesie… – okropny kaszel przerwał wypowiedź. Po dłuższej przerwie na złapanie oddechu Dzik kontynuował – Chodziłem po lesie i… sprzątałem.

Zwierzęta zrobiły wielkie oczy. Nikt z nich o tym nie wiedział. Nikt nawet nie zastanawiał się, co działo się nocą ze śmieciami, które w dzień wszyscy tak beztrosko wyrzucali z gniazd i nor.

– Ale gdy zachorowałem… – kontynuował Stary Dzik – przestałem. Teraz musicie wziąć sprawy… we własne ręce.

I wydając z siebie jeszcze kilka rzężących dźwięków, odetchnął po raz ostatni…

Zdjęcie: Squirrels on a Lovely Spring Day (CC BY-NC-SA 2.0) Corey Seeman

Dodaj komentarz