Agnieszka Majcher

Czekam czy nie czekam? A jeśli czekam, to na co?

Adwent, opcja 1:

Tyle do załatwienia! Siadam na początku grudnia, otwieram kalendarz i planuję. W najbliższą sobotę – rano zakupy w Auchan, potem mycie okien u babci na drugim końcu miasta (bo babcia z niewiadomego powodu lubi myć okna w grudniu), potem szukanie prezentów w galerii handlowej albo dwóch (część pierwsza). W niedzielę nadrabianie pracy zawodowej, żeby jakoś przetrwać kolejny tydzień. W ciągu tygodnia – roraty, może i tak, ale w sumie nie wiem, czy jest sens – bo potem zmęczenie i niewyspanie w pracy bierze górę, a kazanie i tak zwykle jest skierowane do dzieci. W kolejny weekend – w piątek spotkanie świąteczne w pierwszej pracy, w sobotę zakupy (część druga), szukanie przepisu na bigos (bo przecież obietnica, że zrobimy, to obietnica!)  i pieczenie świątecznych pierniczków. W niedzielę dekorowanie upieczonych dzień wcześniej pierniczków i – trzeba posiedzieć przy komputerze nad pracą, ale tak, żeby zdążyć na Mszę Św. o 18:00 – jak się nie uda, to ok, bo u dominikanów jest jeszcze o 21:30. Za trzy tygodnie – w sobotę impreza świąteczna w drugiej pracy, zakupy (uff, mam nadzieję, że już koniec!), no i ten nieszczęsny bigos. Oby do świąt, może wtedy trochę odpocznę.

Adwent, opcja 2:

Grudzień zawsze mija tak szybko! A szkoda, bo przecież atmosfera jest wspaniała. Choinki i dekoracje świąteczne w sklepach, gwiazdkowe hity w radiu, świąteczne spotkania, z każdym dniem coraz bardziej czuje się Boże Narodzenie! Roraty codziennie rano są super, bo świeży śnieg skrzypi pod butami, lampion rozświetla ciemności budzącego się poranka, a ciemny kościół tak pięknie wygląda z tłumem ludzi ze światłami w rękach, ach – i te wyjątkowe pieśni! Zresztą, dobrze jest zacząć dzień Eucharystią. Kurczę, tylko znowu zapomniałem/-am kupić kalendarz adwentowy dla małego Jasia! To taki świetny pomysł: codzienna czekoladka przypominająca, że Gwiazdka coraz bliżej.  Już nie mogę doczekać się Wigilii, dwunastu potraw na stole, rodzinnego spotkania (wszyscy są wtedy tacy… inni!), pierwszej gwiazdki i prezentów! Potem całą rodziną pójdziemy na pasterkę – atmosfera tej Mszy jest wyjątkowa, uwielbiam kolędy. Chętnie zobaczę też żłóbek, chociaż to przecież atrakcja głównie dla dzieci. Ciekawe, czy będzie ten śmieszny osioł, który był tam w zeszłym roku…?

Adwent, opcja 3:

Prawda jest taka, że muszę wziąć się w garść. Co roku Adwent przychodzi tak nagle, listopad to przecież intensywny miesiąc, w pracy dużo się dzieje. Potem grudzień mija na robieniu zakupów, gotowaniu i świątecznych eventach – co też jest ważne, ale zawsze chciałem/-am spędzić ten czas, koncentrując się na czymś innym. No właśnie, tylko na czym? Na co właściwie czekam? Pamiętam, że w Kościele zawsze mówiło się o tym, że czekamy na przyjście Pana Jezusa – skromnego, w żłóbku, małego, bezbronnego. Zaraz, zaraz, ale zwykle pada też słowo „powtórne” – powtórne, czyli rok później? A może wcale nie chodzi o roczną cykliczność, ale… o to prawdziwe przyjście, na końcu czasów? Ostatnio czytałem/-am też gdzieś, że czekać można tylko na to, czego się nie ma, czego się pragnie, za czym się tęskni… Tak, chyba trochę tęsknię za Bogiem. Ostatnio nie robiłem/-am Mu za dużo miejsca w moim życiu. Tak, Adwent to dobry moment. To dobry moment, żeby wziąć się w garść.

 

 

NA CO CZEKASZ?

Zdjęcie: Waiting (CC BY-NC 2.0) Tom Woodward

1 komentarz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.