Ks. Bartłomiej Kopeć

Czerwone Trzewiki

Drzwi do pokoju otworzyły się lekko. Kasia podnosząc wzrok znad podręczników ujrzała górującą nad otoczeniem postawną sylwetkę ojca, który skrywał coś za plecami. Jego uniesione delikatnie w górę kąciki ust zdradzały jakąś niespodziankę.

– A cóż to tak chowasz z tyłu tatku? – Zapytała dziewczyna, zadziornie przekrzywiając głowę i mrużąc oczy niczym policjant uważnie studiujący przesłuchiwanego. Ojciec uśmiechnął się szerzej i ukazał córce parę pięknych czerwonych trzewików. Kasia aż poderwała się z miejsca z zachwytu. – Są przepiękne! – Wykrzyknęła i rzuciła się ojcu na szyję. – Dziękuję, dziękuję, dziękuję! – Na zmianę powtarzała i całowała darczyńcę. Oderwała się od niego dopiero po dłuższej chwili, wzięła prezent i z namaszczeniem postawiła go na półce, obok pluszowego tygrysa i szklanej kuli z zamkniętym w środku wiejskim krajobrazem. – Będą stały na honorowym miejscu, obok innych twoich prezentów.

– Nie jestem pewien, czy to odpowiednie miejsce dla butów. – Próbował oponować ojciec.

– Nie butów, tylko trzewików! – Dziewczyna upozorowała gniewną minę, która szybko ustąpiła miejsca szczeremu uśmiechowi. – I do tego otrzymanych od ciebie tatku!

Mężczyzna postanowił nie wchodzić w dalsze dyskusje. Zrobił swoje i dalszy los trzewików nie zależał już od niego.

Kiedy następnego dnia wszedł do pokoju dziewczyny, buty wciąż pięknie się prezentowały na dobrze wyeksponowanym miejscu. Mężczyzna poczuł jednak jakiś bliżej nieokreślony niepokój.

– Córeczko – zaczął nieśmiało – chciałem z tobą porozmawiać o tych trzewikach.

– Och tatusiu – Kasia odłożyła długopis, jednym ruchem poderwała się na równe nogi i podskoczywszy do ojca, ucałowała go w lewy policzek – jesteś najcudowniejszym tatą na świecie! Ciągle obsypujesz mnie prezentami. Dziękuję! – Jeszcze raz pocałowała ojca, tym razem z prawej strony, po czym wróciła do biurka, kontynuując sporządzanie jakichś notatek. Mężczyźnie nie pozostawało nic innego jak tylko rzucić ostatni raz spojrzeniem na błyszczące nieskazitelną czerwienią buciki i najciszej jak to możliwe wyjść z pokoju.

Także kolejnego dnia jego próba nawiązania do błyszczących nowością trzewików nie poszła najlepiej.

– Tak tato – Kasia oderwała na chwilę wzrok znad studiowanego z najwyższą uwagą atlasu, jednak nie podnosząc się z miejsca – są piękne. – Po czym uśmiechnęła się promieniście i powróciła do swoich zajęć. Tak więc również tym razem ojciec poczuł się zobowiązany do dyskretnego wycofania się z pokoju.

Jednak czwartego dnia postanowił nie poddać się tak łatwo, bo sprawa zbyt mocno nurtowała jego ojcowskie serce. Zaczął więc stanowczo od razu po przekroczeniu progu: – Kasiu, musimy porozmawiać o tych butach.

Córka tym razem nawet nie oderwała wzroku od podręcznika. – No przecież już ci mówiłam, jaka jestem wdzięczna.

– Tu nie chodzi o wdzięczność. – Głos ojca stracił gdzieś swoją zwyczajową łagodność graniczącą z pobłażliwością, co zaniepokoiło dziewczynę i nakłoniło do oderwania się od obowiązków.

– Są piękne – zaczęła – i zobacz jak ślicznie się prezentują na półce.

Oczy mężczyzny prześliznęły się szybko po nieskazitelnie czystych trzewiczkach aby za chwilę znów skoncentrować się na dziewczynie.

– Tak skarbie – rzekł poważnym głosem, w którym pobrzmiewała nutka żalu – ale dałem ci je nie po to aby stały na półce, ale abyś w nich chodziła…

Zdjęcie: Red shoes (CC BY-NC 2.0)  Michael Becker 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.