Kamil Karzyński

Demencja dźwięku

Człowiek, który traci pamięć w procesie postępującej demencji staje się kimś innym. Bardziej przypomina żółwia, który chowa się we własnej skorupie utkanej ze wspomnień z dawnych lat; żyje każdą minioną chwilą jak w zapętleniu. Wciąż przeżywa to, co pamięta dodając nowe wątki zaczerpnięte z pamięci krótkotrwałej w taki sposób, że często dochodzi do przedziwnych, a zarazem zafałszowanych kombinacji wspomnień i rzeczywistości.

Nadszedł taki moment w moim życiu, że odczułem potrzebę zrozumienia tego co się dzieje w głowie mojej babci. Postanowiłem zagłębić się w to, co aktualnie przeżywa; w pewien sposób chciałem skonfrontować się z Alzheimerem. Zamiary co prawda były szlachetne, ale z góry skazane na porażkę. Zadałem sobie pytanie: jak zrozumieć kogoś, kto żyje w postrzępionej rzeczywistości, która trzyma się dosłownie na kilku nitkach – jedno mocniejsze szarpnięcie i cała pamięć zniknie. Jak wniknąć w ten inny świat? Jak walczyć z coraz bardziej postępującą chorobą, która nie ma litości dla tego co minęło i tego co jest?

Odpowiedź przyszła z nieoczekiwanej strony: a gdyby tak spróbować zrozumieć demencję za pomocą muzyki? Skoro można modyfikować dźwięk w praktycznie nieskończonym zakresie (poprzez odpowiednią modulację i nakładanie kolejnych jego warstw), to tym bardziej można dokonać jego dezintegracji. Istnieje potencjalna możliwość zredukowania muzyki do minimum – do statycznego szumu. Przecież podobne zjawisko zachodzi z pamięcią babci – też dochodzi do jej dezintegracji. W pewnym momencie trafiłem na projekt muzyczny Jamesa Leylanda Kirbiego (alias The Caretaker), który koncentruje się na opisie demencji przez pryzmat dźwięku (a więc to czego szukałem!). Każda z sześciu płyt, pod wspólnym tytułem Everywhere at the end of time, uwypukla inny aspekt postępującej choroby: od pamięci, która jest nader dobra, przez pogłębiającą się chorobę, aż do utraty świadomości problemu i całkowitego zatarcia się pamięci. Co ciekawe, w projekcie pojawiają się utwory z poprzednich albumów Kirbiego, tak jakbyśmy sami musieli zmierzyć się z własnym zanikiem pamięci. Zostajemy zaproszeni do porównania tego co zapamiętaliśmy z oryginalnego utworu i jaki wpływ na naszą pamięć ma jego modyfikacja.

Pierwsza płyta opisuje początkowy etap utraty pamięci, w którym chory nie jest świadom problemu. Czasami coś zapomni, ale generalnie żyje złotymi latami swojego życia. Jest to swoista kwintesencja najlepszych momentów życia:

Druga płyta to kolejny krok do całkowitej utraty pamięci. Człowiek zdaje sobie sprawę, że jednak coś jest nie tak, ale nie chce przyjąć do siebie tej wiadomości. Skupia się na tym, by wspomnienia trwały dłużej, mimo pogorszenia ich jakości. Ogólne samopoczucie człowieka jest gorsze niż w pierwszym etapie:

Trzecia płyta akcentuje ostatnie momenty samoświadomości chorego. Część wspomnień jest nadzwyczaj żywa, jednak w przeważającej większości pozostałe wspomnienia są uszkodzone i poważnie zniekształcone – tak jakby nie należały one do chorego. Dezintegracja pamięci postępuje.

Czwarta, piąta i szósta płyta (ostatnie dwie mają zostać wydane do 2019 roku) to stan głębokiej choroby i braku świadomości, że demencja zatacza coraz szersze kręgi zniszczenia. Zostaje tylko mgła i szum:

***

Będąc zanurzonym w oparach dźwięku, który ulega powolnemu zniszczeniu, zrozumiałem, że walki z chorobą nie wygram. Jedyne co mogę zrobić to sprawić, że aktualna rzeczywistość babci będzie jak najlepsza. I będę o niej pamiętał.

A nawet, gdyby ona zapomniała,
Ja nie zapomnę o tobie. (Iz 49, 15b)

Zdjęcie: Love is a wonderful trip (CC BY-NC-ND 2.0) Peng Zhang

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.