Do braci post-oazowych

Do braci post-oazowych

Zastanawiasz się czasem gdzie nastąpił błąd? Kto zawiódł albo gdzie Ty zawiodłeś?

Rozsiadłam się wygodnie w Oazie – ciepło tu i wygodnie. Pamiętasz, marzyliśmy by zasiedzieć się tu na zawsze?

Ale tymczasem Ciebie tu już nie ma. I mniejsza właściwie gdzie jesteś. Ważne jednak dlaczego Cię tu nie ma? Co się stało – kto zawiódł? Bo przecież chyba nie Pan Bóg – co do tego raczej będziemy zgodni, prawda? Co poszło nie tak – to była kwestia zbyt dużych wymagań czy raczej jakiejś zadry, której nie udało się na czas wyciągnąć i zaleczyć?

Pobiegłam dalej, możliwe że nawet nie zauważyłam zajęta kolejnym bardzo ważnym oazowym zadaniem. Rekolekcje, grupy, diakonie – niekończąca się litania ważnych spraw. A Ty niezauważalnie odszedłeś. Może nie zdążyłeś za mną, a może właśnie w pretensji czy buncie odwróciłeś się na pięcie, by pomaszerować w swoją stronę?

Wszystkie te moje zadane pytania dowodzą tylko jednego – nie poszłam Cię szukać. I teraz nie wiem, czy u Ciebie wszystko dobrze? Okazuje się, że bez Ciebie w Oazie jest wciąż ciepło i wygodnie. I to jest straszne!

Jeśli gdzieś tam jesteś mój post-oazowy przyjacielu – to bądź mądrzejszy i pierwszy daj znak!

m.

P.S. Jeśli budowane latami relacje są prawdziwe, jeśli dawane obietnice coś znaczą a spędzone wspólnie godziny miały znaczenie – nie może ich zatrzeć fakt, że ktoś już nie jest w Oazie, prawda?

Zdjęcie (modyfikowane/cropped) Antique Floral Envelope (CC BY-NC 2.0) Parée

komentarzy 21

  1. Robert · 17 września 2015 Odpowiedz

    Yo, siostro umiłowana 🙂

    Też kiedyś miałem jakieś takie podobne pytania w głowie…
    Tyle tylko, że ja tam się czuję mimo wszystko ciągle częścią Oazy 🙂
    I sam nie jestem pewien, czy te pytania są do mnie 🙂
    Jeśli chodzi o jakieś tam zaangażowanie, to teraz dla mnie głównie AUK (czyli anonimowi-siecioholicy.org) i MSJ (czyli http://mezczyzni.net)
    Czasu na Oazę już nie przeznaczam, może tylko Arkę czasem przeczytam…

    No, a tak bardziej na serio w temacie, to różni ludzie w różny sposób odchodzą ze wspólnot…
    Często jest to, niestety, jakoś tam powiązane z częściowym (albo i całkowitym) odejściem od Boga…
    A czasami tylko z jakimiś sprawami „technicznymi” tylko – np. wyjazd do pracy za granicę…
    Mi się kiedyś włączało takie myślenie – że jak ktoś odchodzi ze wspólnoty, to że to pewnie jest „złe”… a potem zacząłem powoli myśleć, że tak właściwie to przecież wcale tego nie wiem, to wie tylko Bóg.
    W 2 Tm 2,19 jest coś jakby:
    „Tymczasem położony przez samego Boga fundament jest nienaruszony, a na nim widnieją, jakby pieczęć, słowa: Zna Pan tych, którzy należą do Niego oraz: ojtam, ojtam, zaraz jakieś wymagania, po co komu wymagania…”

    No, mniej więcej jakoś tak 🙂
    W każdym razie chodzi mi głównie o pierwszą część 🙂

    Ja tam zupełnie nie czuję, że ktoś zawiódł czy ja zawiodłem…
    „Ciebie tu już nie ma” – no, to rzeczywiście niby o mnie… Nie ma mnie tak fizycznie, ale sercem to chyba jestem cały czas 🙂
    A jak gdzieś tak z półtora roku temu pojechałem z Julią na OMSA do Choszczówki, tylko na samą mszę, to ona to do dziś wspomina (taki fajny kościół w lesie, gdzie ładnie śpiewali).
    No i może się kiedyś znowu wybierzemy 🙂

    Robert Kowalczyk

  2. Magda Szostakowska · 17 września 2015 Odpowiedz

    Robert – chyba a nawet na pewno – nie miałam na myśli Ciebie 🙂 Ale fajnie, że się odzywasz i koniecznie wpadajcie z Julką na OMSA 🙂

  3. Radek · 17 września 2015 Odpowiedz

    Kto zawiódł? Ks. Blachnicki tak definiuje ten problem:
    „Ruch Światło-Życie posiada już całościowy i realny program ratunku i odnowy wspólnot lokalnych Kościoła czyli parafii. Proboszcz, który zechce przyjąć ten plan, zaakceptuje go i który będzie chciał posłużyć się tą diakonią oraz proponowanymi pomocami i środkami dla odnowienia swojej parafii, znajdzie rzeczywistą pomoc. Ale od razu trzeba sprawę odwrócić i powiedzieć również konsekwentnie, że jeżeli proboszcz nie podejmie tego programu w całości, nie będzie do niego przekonany i nie będzie go firmował swoim autorytetem i zaangażowaniem, to praktycznie nie ma szans, żeby Ruch Światło-Życie mógł tę swoją diakonię wypełnić. Powstaje pytanie, czy w ogóle ma sens zaczynać jakąkolwiek pracę w parafii, jeżeli nie ma zapewnionego zaplecza ze strony proboszcza, który zaakceptuje nie tylko przeprowadzenie rekolekcji ewangelizacyjnych, ale także wszystkie konsekwencje wynikające z tego, a więc powstanie grup, które trzeba będzie prowadzić, następnie rekolekcje oazowe, potem katechumenat i wszystkie dalsze etapy formacji. Jeżeli tego wszystkiego nie zaakceptuje, to prędzej czy później dojdzie do momentu pewnego konfliktu i powstaną problemy, których ludzie będący dopiero na drodze formacji, zwłaszcza ludzie młodzi, nie będą mogli sami rozwiązać.”
    Przestańmy w końcu obwiniać siebie nawzajem!

    • Robert · 17 września 2015 Odpowiedz

      Hej, Radek 😉
      Nie jestem pewien, czy dobrze zrozumiałem… 🙂
      Nie obwiniajmy siebie nawzajem, obwiniajmy proboszczów – czy to o to chodziło? 🙂

    • Rafał · 18 września 2015 Odpowiedz

      Mówiąc o winie, zawodzie, rozumiem, że „nie rozwinięcie się” RŚŻ w parafii, było co najmniej czynem złym –> grzechem 😀

      Ks. Blachnicki opracował super formację, jak ktoś się zagłębi i wejdzie w to – i jedyne co nim będzie kierować to Miłość – to Krościenko nie jest mu do zbawienia koniecznie potrzebne, łaska Boża wystarczy.

      To, czy proboszcz sam wejdzie w ducha Oazy, czy tylko coś zaczerpnie z niej – to pokaże swoim wiernym bogactwo chrześcijaństwa.

      Wiele osób spełnia się, żyjąc w Ruchu i chwała Bogu, bo po to takie rzeczy do życia powołuje.

      To, czy ktoś jest – nie jest w Oazie, chociaż przeszedł jakąś drogę formacyjną w Ruchu, nie może być rozpatrywane na zasadzie błędu. Każdy ma swoje miejsce w Kościele, a Oaza jak każdy ruch, nie jest i nigdy nie będzie idealnym miejscem do rozkwitu. Po pierwsze to Bóg i Kościół.

      Dalej jest już całe bogactwo 2000 lat i na Oazie się nie zaczyna i na Oazie się nie skończy.

      Przebyłem kawałek drogi w RŚŻ, rozwinął pewne sfery w moim życiu, ja swoją posługą coś wniosłem dla innych, ale to nie było to. Zrezygnowałem z formacji w Ruchu.

      Dzisiaj jesteśmy z żoną w Domowym Kościele, super sprawa że możemy dzielić się z małżeństwami o podobnych problemach, przeżyciach, wrażeniach i czuję, że to już całkiem inna specyfika niż ta podstawowa formacja w RŚŻ. Inaczej żyje się obecnością par w DK.

      Poza tym, cytowanie ks. Blachnickiego nie zawsze jest ponadczasowe. Inne czasy, inna specyfika społeczna, zarówno w ramach Państwa jak i samego Kościoła. Kościół dziś bardzo się zmienia, tego nie da się nie zauważyć. Kiedyś jak była przy parafii Oaza, to młodzi garnęli się tam, bo nie było dla niej żadnej praktycznej alternatywy.

      Dziś w Kościele jest wiele miejsc rozwoju duchowego i myślenie w sposób, że złem jest, nie zależnie po której stronie stawianym – opuszczenie Oazy – moim zdaniem jest najzwyklejszą w świecie Pychą i Próżnością.

      W ogóle Madziu serdecznie pozdrawiam, zawsze miło wspominam rekolekcje w Lubomierzu 🙂

  4. Radek · 17 września 2015 Odpowiedz

    Robercie, gratuluję czytania ze zrozumieniem!
    Dlatego lepiej nie czytaj poniższego tekstu, żeby nie stracić wiary. Jego autorem jest… Kard. K. Wojtyła:
    „(…)ta parafia, ten Kościół lokalny, któremu ruch oazowy chce służyć (chce służyć właśnie w zakresie apostolstwa świeckich, kształtując, formując świeckich), ta parafia jest często temu ruchowi przeciwna, przeciwna z powodu jakichś tam założeń, jakichś tam przesłanek, z powodu jakichś tam skłonności, dyspozycji czy antydyspozycji tkwiących zwłaszcza w duszpasterzach. Bardzo często nie jest przeciwny, ale nie dość efektywnie z nią współpracuje, owszem nawet daje swoich ludzi, godzi się, aby młodzież szła, nawet i starsi, ale potem nie umie tych ludzi wykorzystać.
    Parafia tradycyjna, ta potrydencka, to parafia o jednym centrum, o jednym podmiocie odpowiedzialności, a więc Kościół aktywny, Kościół nauczający, Kościół pasterzujący i to w szerokim kręgu wiernych pasywnych, biernych, słuchających. Przetwarzanie tego modelu w kierunku wspólnotowego jest oczywiście zadaniem naszych czasów.”( rok 1976)

  5. Bartek Chudzik · 18 września 2015 Odpowiedz

    Wiesz co Szośka… Znów przez Ciebie nie będę mógł zasnąć…;)

    Dzięki!

  6. Magda Szostakowska · 18 września 2015 Odpowiedz

    Czasem nie spać w dobrej sprawie warto 🙂 cmok

  7. Mr. G. · 18 września 2015 Odpowiedz

    „Ale tymczasem Ciebie tu już nie ma. I mniejsza właściwie gdzie jesteś. Ważne jednak dlaczego Cię tu nie ma? Co się stało – kto zawiódł? Bo przecież chyba nie Pan Bóg – co do tego raczej będziemy zgodni, prawda? Co poszło nie tak – to była kwestia zbyt dużych wymagań czy raczej jakiejś zadry, której nie udało się na czas wyciągnąć i zaleczyć?

    Pobiegłam dalej, możliwe że nawet nie zauważyłam zajęta kolejnym bardzo ważnym oazowym zadaniem. Rekolekcje, grupy, diakonie – niekończąca się litania ważnych spraw. A Ty niezauważalnie odszedłeś. Może nie zdążyłeś za mną, a może właśnie w pretensji czy buncie odwróciłeś się na pięcie, by pomaszerować w swoją stronę?”

    Przyjaciółko Oazowa,
    faktycznie mnie już tu nie ma, poszedłem gdzieś indziej, innymi ścieżkami. Gdzie zajdę? Czy dojdę do celu? Bóg to raczy wiedzieć… w Nim przecież moja nadzieja.

    Co jednak poszło nie tak? Dlaczego nie płyniemy wciąż na jednej łódce, choć pozostajemy w tej samej flotylli?

    Już spieszę Ci z odpowiedzią, moja wspaniała Oazowa Przyjaciółko: tak samo jak Ty i inni nasi przyjaciele żyliśmy w pełnym biegu, w natłoku spraw pilnych. Dziś ewangelizacja, jutro spotkanie formacyjne, w niedzielę spotkanie animatorów, w piątek OMSA, w kolejny weekend Dzień Wspólnoty (na który musisz zmusić wspólnotę), musisz dopilnować obstawienia niedzielnej mszy, na której jest wspólnota, a i jeszcze pamiętaj proszę o OMie (czy na pewno zaklepałem miejsce w Tłuszczu?). Po kilku latach dochodzisz do momentu gdy lwią część czasu zajmuje Ci Wspólnota, gdy lwią część znajomych stanowią ludzie ze Wspólnoty, gdy lwią część rozmów prowadzisz na temat Wspólnoty. I nagle zadajesz sobie pytanie: gdzie w tym wszystkim jestem ja? Przecież można inaczej. Wcale nie łatwiej, ale inaczej.

    Droga Oazowa przyjaciółko, faktycznie zgubiliśmy się w naszym biegu, w natłoku spraw ważnych, ale nie dlatego, że Ty tego nie zauważyłaś, ale dlatego, że ja już po prostu nie chciałem tak biec.

    Czy była to kwestia zbyt dużych wymagań? Nie, moment gdy wspólnota stawia Ci wymagania, a nie Ty sama stawiasz je sobie, to moment kiedy do tej wspólnoty faktycznie już nie należysz.

    Czy to była kwestia zadry, której nie da się zaleczyć? Też raczej nie, to kwestia indywidualnych wyborów.

    Czy zostały kontakty z Oazowymi Przyjaciółmi i POST Oazowymi Przyjaciółmi? To oczywiste, że tak. Może niektóre są słabsze, może niektóre zanikły, ale za to inny mają się jeszcze lepiej niż za oazowych lat. Jak to bywa w życiu.

    Spoglądając za siebie widzę, że zostawiłem po sobie kilka osób, które mocno współtworzą ten Ruch. Cieszy mnie to, może to ich droga? Nie mi to osądzać. Raduje mnie jednak nadzieja, że ma się ktoś od czasu do czasu za mnie modlić.

    Z Panem Bogiem moja Oazowa Przyjaciółko.
    Mr. G.

  8. Magda Szostakowska · 18 września 2015 Odpowiedz

    Panowie 🙂
    To chyba jakieś nieporozumienie albo zbyt piętrowa prowokacja z mojej strony 🙂 Skoro jednak owocuje tak cudownymi wpisami, jestem zadowolona.
    Nie chciałam w nikim wzbudzać poczucia winy, nie musicie mnie też przekonywać, że poza Oazą nie ma zbawienia!
    Pisząc ten tekst myślałam raczej, by w przewrotny sposób poruszyć wrażliwość obecnych Oazowiczów 🙂

    Ale niech ten festiwal dobrych wspomnień wciąż trwa. Cudownie się czyta to, co napisaliście. Może tylko lepiej by było pod nazwiskiem? 😉 Rafał dał mi już na szczęście wskazówkę ale Mr. G wciąż tajemniczy…. (mam hipotezę, ale…)

    Uściski dla każdego z Was
    Magda

  9. Mr. G. · 20 września 2015 Odpowiedz

    Jak uczy Apostoł: Bóg nie ma względu na osoby… ale jednak, jak widać, Szośka ma 😉
    Pod Mr. G. ukrywa się Gotowiec, którego przygnało tu polecenie tekstu przez dawnego uczestnika.

    Generalnie, odnosząc się jeszcze do tematu, mam wrażenie, że problem POST oazowców to też poniekąd wina wspólnoty, Dlaczego wspólnoty parafialne np raz do roku nie wystosują do swoich byłych już członków zaproszenia na spotkanie? Oczywistą kwestią jest to, że nie wszyscy skorzystają, jednak pewnie znajdą się i tacy, którzy chętnie przyjdą. Taki to mam wniosek do Sióstr i Braci Oazowych.

    Pozdr
    Gotowiec

  10. Magda Szostakowska · 21 września 2015 Odpowiedz

    Marcinie 🙂

    Szośka ZAWSZE ma wzgląd na osoby – inaczej być nie może 🙂

    A co do tematu, który poruszyłeś to zgadzam się z Twoim postulatem całym sercem. W mojej wspólnocie robiliśmy to zresztą wiele lat temu i na każdą wspólnotową Wigilię zapraszaliśmy naszych POST i rodziców i wszystkich świętych z parafii. To podtrzymywało serdeczne i dobre relacje ale też uwrażliwiało nas na te osoby, które ze wspólnot odeszły. Bardzo bym chciała zaszczepić takie wzorce we wspólnotach… stąd ten mój tekst!
    Ściskam Magda

  11. Mr. G. · 21 września 2015 Odpowiedz

    Raz, że nie napisałaś czy trafiłaś z przypuszczeniami? Co jest mocno ciekawskie 😉

    Dwa, szczytny plan, trzymam kciuki!

    M.

  12. Magda Szostakowska · 21 września 2015 Odpowiedz

    Raz, nie trafiłam 🙂
    Dwa, dzięki 🙂

    m

  13. ups · 24 września 2015 Odpowiedz

    czasem pustke duchowa wypelnia ucieczka w aktywizm, nadmierna gonitwa za kolejnymi akcjami dla Pana Boga a zapominamy ze On sobie sam poradzi a chodzi o to by z Nim byc najlepiej w uciszonym spokoju i modlitwie sam na sam

  14. Elwira · 25 września 2015 Odpowiedz

    Wypowiem się jako była oazowiczka. Nie ma mnie wśród Was, bo kiedyś wspólnota się o mnie nie upomniała. Znalazłam się na zakręcie drogi oazowej, w trudnej sytuacji, z którą nie potrafiłam sobie poradzić. Nie pojechałam na rekolekcje wakacyjne, nikt nie zapytał, dlaczego. Nie pojawiłam się na pierwszych spotkaniach, zero zainteresowania. Ale przygnało mnie poczucie odpowiedzialności i moja grupa. Bo byłam animatorką. Kiedy więc się pojawiłam, na przełomie września i października, okazało się, że po prostu nie mam już grupy. Przejął ją ktoś inny. Tak po prostu. To mi pokazało, że nie jestem za bardzo potrzebna mojej wspólnocie. I zniknęłam.
    Kilka miesięcy później pojawiłam się z zaproszeniem na ślub. Nikt z mojej wspólnoty nie zaszczycił nas obecnością w tym bardzo ważnym dla nas dniu. Nie wiem, dlaczego. Nikt nawet nie zadzwonił, żeby złożyć życzenia. Później się dowiedziałam, że osoby, których nie było na spotkaniu, kiedy zapraszaliśmy na naszą uroczystość nic o niej nie wiedziały. Zupełnie jakby nigdy nikt nie planował przybycia jako wspólnota. Zapewne więc nikogo nie dziwi, że skoro mnie nie chciano, ja też za bardzo się do oazy nie pchałam.
    Pewnie gdyby moja deklaracja zgłoszenie do Stowarzyszenia nie zaginęła w tajemniczych okolicznościach (ach, dlaczego akurat moja?), nadal byłabym w Ruchu. Mąż wielokrotnie namawiał mnie do tego. Nawet niedawno powstawał nowy krąg Domowego Kościoła. Nie chcę. Nie pcham się tam, gdzie nie jestem proszona. Mam tylko nadzieję, że niewiele osób ma doświadczenia podobne do moich.
    Mimo wszystko jednak przeżyłam w Ruchu dużo wspaniałych chwil i zawsze będzie mi on bliski. Dlatego staram się czasem zerkać, co tam słychać u dawnych znajomych.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę wielu łask Bożych.
    Elwira

    • Ks. Tomasz · 2 października 2015 Odpowiedz

      Droga Elwiro!
      Rozumiem Twoje rozczarowanie, choć niedługi czas jestem księdzem, niejednokrotnie mogłem usłyszeć ze strony młodzieży podobne doświadczenia( na zasadzie: w pewnym momencie okazało się, że nie jestem potrzebny/a – ogólnie temat rzeka, ale kwestia bardzo ważna) Choć tu widać różnicę, bo Ty wcześniej, o czym sama wspominasz, bardzo mocno angażowałaś się w sprawy Ruchu.
      W tym miejscu, odnosząc się do Twego wpisu oraz artykułu, chciałbym wspomnieć, przytoczyć pewne słowa, które w ostatnim czasie mocno poruszyły moje serce, a które można łatwo odnieść do Oazy.
      Pierwsze stwierdzenie pochodzi z tekstów konferencji bpa Grzegorza Rysia do alumnów: Biskup ten wspomina o fakcie, iż wielu kapłanów porzuca poranną medytację, która jest w każdym seminarium codziennie rano. Autor stwierdza, że jeśli ktoś (alumn) żył czymś (medytacja poranna), a potem porzuca to znaczy, że grał tylko rolę. Stwierdzenie kapitale, które mnie przekonało do systematycznej, porannej medytacji. Jak możemy odnieść do Oazy? nie chcę upraszczać, gdyż powodów odejścia jest, jak wiemy, wiele. Ale może czasem ktoś też grał tylko rolę… może Twoi znajomi, droga Elwiro, wobec Ciebie tak się zachowywali – tylko pewna rola i nagle koniec filmu. Nie mnie oceniać ani Ciebie, ani Twoich znajomych. Chcę tylko zaznaczyć, że to słowa oraz fragment homilii bł. ks. J. Popiełuszki umocniły moją miłość do Chrystusa także w Oazie 🙂 (Bł. ks. Jerzy – „Nie można kształtować dziejów bez dziejów”). Odniesienie 2 stwierdzenia do Oazy jest bardzo proste – NIE MOGĘ KSZTAŁTOWAĆ KAPŁAŃSTWA, BEZ TEGO, CO TE KAPŁAŃSTWO UKSZTAŁTOWAŁO – a wiele właśnie zawdzięczam Ruchowi Światło – Życie (rozeznanie i umocnienie powołania) .Choć wiele mógłbym napisać o tej wyjątkowe, oazowej przygodzie, która trwa do dziś, chcę tylko wspomnieć, że aktualnie przebywam za granicą, a połowę swojego urlopu w Polsce poświęciłem właśnie na rekolekcje oazowe z młodzieżą. Decyzja: 10/10 – warto było. I za to Chwała Panu. Życzę błogosławieństwa Tobie i Twojej rodzinie!

  15. Magda Szostakowska · 25 września 2015 Odpowiedz

    Elwiro kochana, bardzo mi przykro z powodu tego co piszesz. Jednocześnie też się cieszę i dziękuję Ci, że to napisałaś. W gruncie rzeczy gdzieś miałam na myśli takie historie – znam ich więcej. Nie ma co roztrząsać przypadków, gdy ktoś z Oazy poszedł w świat bo znalazł inne miejsce, Oaza była dla niego etapem drogi lub furtką do nowego świata. Tylko możemy się cieszyć ze wspólnego czasu. Interesują mnie te sytuacje, gdy o kimś zapomnieliśmy, nie został zaopiekowany, przyjęty. Nie daliśmy mu wtedy szansy na rozwój, pójście gdzieś w głąb – wreszcie nie daliśmy może szansy na pokochanie Boga i Kościoła. I tu mam nerw … tu mam obawę … tu chciałabym zwrócić naszą uwagę byśmy byli czujni i uważni. Właśnie uważni! Kto mnie zna wie, że bardzo cenię sobie to słowo!

    • Elwira · 25 września 2015 Odpowiedz

      Madziu, nie chciałam, żeby było Ci przykro. Nie jesteś za to odpowiedzialna. Nie należałyśmy nawet do jednej wspólnoty 🙂 Wszyscy jesteśmy ludźmi i popełniamy błędy. Nie chcę oceniać ani wyciągać może zbyt pochopnych wniosków. Wtedy byłam do tego skora, teraz już nie. Nie warto, skoro żadna z zawartych we wspólnocie znajomości nie przetrwała. Wszystko było powierzchowne, trwało tak długo, jak długo o to zabiegałam. Spotkania wspólnoty, spotkania animatorów, co miesiąc OMSA, dni wspólnoty, OMy, inne wydarzenia. Szmat czasu spędzony z ludźmi, dla których nic nie znaczyłam. Teraz nawet jak spotkam kogoś z Oazy na ulicy czy przystanku, to oni udają, że mnie nie poznają. Po co szukać winnych? Wszystko na ziemi ma koniec. Zostałam mądrzejsza o doświadczenia, mniej ufna, już nie angażuję się całą sobą. Egoistycznie dzialę mój czas między ludzi, którzy będą ze mną zawsze, a innym ofiarowuję tylko to, co mi zbywa. Ale mam nadzieję, że moja obecność w Ruchu dała Komuś coś ważnego, że nie poszła na marne.
      Elwira

  16. Magda Szostakowska · 30 września 2015 Odpowiedz

    Elwiro, nie mówię o osobistej odpowiedzialności, jednak gdy czytam, że w zetknięciu z Oazą człowiek pozostaje mniej ufny i otwarty – to bardzo mnie to martwi. Może jednak posłuchaj męża i daj szansę bo to są przecież inni ludzie 🙂

  17. krzewa · 16 lutego 2016 Odpowiedz

    Jesteśmy w innych wspólnotach, neokatechumencie np. Oaza była tylko jakimś etapem.

Dodaj komentarz