Dokładającym cegły

Dokładającym cegły

Internet jest jak współczesna agora, z tym że nie ma żadnego ograniczenia dostępności jak jej grecki odpowiednik. W starożytności tylko człowiek wolny mógł przemówić w sprawie państwa. Sieć natomiast umożliwia nam powrót do pierwotnego układu kultury, gdzie każdy może być odbiorcą i nadawcą. Tylko zamiast plemiennych spotkań przy ognisku, mamy te przy klawiaturze, a jedyne, co nas ogrzewa to laptop leżący na udach.


Komentarze, opinie, rankingi, ankiety. To wszystko dzisiaj stało się podstawą opisywania rzeczywistości. Ostatnio „Przegląd Sportowy” doniósł o „ochleju i wyżerce” między meczami reprezentacji. Bach! Ankieta, kogo powinien wywalić z kadry trener Nawałka! Wpadka piosenkarki na koncercie? Portal publicystyczny serwuję nam galerię zdjęć „Zobacz inne podobne żenady”. Tytuły krzyczą do nas dzisiaj półprawdami i mocno nas irytują. Ale klikam, bo może ten jeden raz zobaczę coś normalnego, czego nie pożałuję.

Zjawiskiem, które najbardziej kłuje mnie w oczy są komentarze. Wojny polsko-polskie o to, kto i kiedy miał rację. Argumenty nie mające pokrycia i logiki. Opieranie się na autorytecie liderów opinii. Wyzywanie się, nadawanie politykom okrutnych przydomków. Mamy okazję to czytać przy każdym kryzysie światopoglądowym w naszym kraju. Czy to z dziedziny polityki, religii, idei, mody czy sportu. Najgorzej jest i tak, gdy bohaterem filmiku na Youtube czy artykułu jest kobieta. Wtedy wylewający się hejt nie sprawia nawet pozoru eksperckiej wypowiedzi. Fantazjowanie na głos na temat bohaterki czy wskazywanie jej niewiedzy na siłę – gwarantowane.

Staram się zazwyczaj tego nie czytać. Zwyczajnie szkoda mi na to czasu, a doświadczenie podpowiada, co tam może na mnie czekać. Czasami jednak niestety ciekawość bierze górę i… psuję sobie humor od czytania całego tego syfu. Trzy wydarzenia w ciągu ostatniego roku były w tej materii przegięciem, totalnym dnem. Czarny protest (a właściwie cały kryzys wokół ustawy aborcyjnej), który przeniósł się do internetu z siłą, jakiej wcześniej nie zaobserwowałem. Dwie pozostałe sprawy związane są z wykorzystywaniem mediów społecznościowych i dotyczą koleżanek zespołu Rae Sremmurd, które spędziły z muzykami noc, i szybko, w dość niewybrednych słowach, postanowiły się tym dokonaniem pochwalić na swoim Snapchacie oraz chłopaka, który na Youtube opublikował film z instrukcją wykonania makijażu do szkoły dla chłopców.

Zostawmy na chwilę na boku to, co o każdej z tych rzeczy sądzę. Muszę tylko napisać, że mam duże poczucie zażenowania faktem, że zwłaszcza w sprawie ustawy antyaborcyjnej wiele osób z „mojej strony barykady” przekroczyło granicę przyzwoitości dyskusji o kilkaset kilometrów. W tych przypadkach to nie była mowa nienawiści, lecz „język śmierci”. Widziałem setki komentarzy, które nie tylko gorszyły czy poniżały jedną ze stron, ale były po prostu jawnym życzeniem zgonu, domaganiem się czyichś cierpień, chęcią pokazania, kto jest silniejszy, ofertą zorganizowania czyjejś emigracji za pomocą kopniaka czy armat. Nie będę tu niczego cytował – albo sam wiesz, jak to wygląda, bo czytałeś, albo sprawdź. Dobrym wyjściem może być uwierzenie na słowo. Jestem wściekły gdy widzę, ile złorzeczenia, przeklinania drugiego człowieka wywołuję inne zdanie, odmienność czy skandaliczne zachowanie. Po tym, co przeczytałem nie wyobrażam sobie usiąść do rozmowy twarzą w twarz z którąkolwiek z tych osób, które ze swych słów uczyniły śmiercionośną broń.

A nawet jeśli musiałbym, to mógłbym powiedzieć tylko tyle: nie możesz pisać o kimś, że chcesz jego śmierci! Kimkolwiek jest ta osoba i cokolwiek zrobiła, nie możesz jej złorzeczyć, żądać jej cierpienia i poniżenia. Pewnych spraw nie rozwiążą proponowane przez Ciebie szokowe rozwiązania. Nie możesz pisać, że masz nadzieję, że ktoś będzie tępił drugiego, że ktoś kiedyś spotka ją w ciemnej bramie, że ojciec tej osoby przyjdzie do niej w nocy. Że ktoś jest prostytutką i należy z nią robić to, co robi się z prostytutkami. Nie możesz pisać o kimś, że chcesz by cierpiał. Rozumiesz? Dlaczego? Bo tymi słowami dokładasz cegłę do czyjegoś grobu! Nie wbijasz nikomu noża w plecy, ale powodujesz, że śmierć zagościła w Twoim ustach, a właściwie palcach. Domagasz się czyjegoś cierpienia, bo uważa inaczej, bo źle się zachował, bo sam zatracił swoją tożsamość. Twój brak szacunku i nienawiść pozwoliły Ci kogoś zabić słowami! Nawet jeśli ktoś inny domaga się śmierci, to czemu Ty wchodzisz z nim w dyskusję śmiercią epatując?

Wiecie, kogo przypominają mi ci komentujący? Taki tłum, który wystawił kobietę cudzołożną na środek przed Jezusem. „Zobacz, kim ona jest. Zabijmy ją, bo jest nikim, bo zdradziła męża”. I mam do tego pewną myśl. Kiedy w podstawówce kmini się na katechezie ten fragment z Ewangelii, to dzieci zgodnie odpowiadają, że tłum nie powinien się tak zachować i że nie ma prawa chwycić za kamienie.

Zdjęcie: Ghost Writer (P365-336) (CC BY-NC-ND 2.0) Steve Petrucelli

1 Komentarz

  1. Radek · 22 listopada 2016 Odpowiedz

    Niestety na katechezie dzieci muszą potem „zakuć” grzechy cudze
    (1. Namawiać kogoś do grzechu.
    2. Nakazywać grzech.
    3. Zezwalać na grzech.
    4. Pobudzać do grzechu.
    5. Pochwalać grzech drugiego.
    6. Milczeć, gdy ktoś grzeszy.
    7. Nie karać za grzech.
    8. Pomagać do grzechu.
    9. Usprawiedliwiać czyjś grzech),
    które rozgrzewają obrońców moralności do białości. W tym ogniu smaży się potem niejeden grzesznik. Jednak „kiedy osoby religijne w kółko rozpamiętują grzech innych, można podejrzewać, że to wgłębianie się daje im więcej przyjemności niż grzesznikowi”

Dodaj komentarz