DOM

DOM

Jest późno. Ciemna noc. Samotnie jadę samochodem z Tarchomina do Józefowa. Ulice są już prawie puste. Wracam do domu. Już wkrótce święta, a z głośników sączy się miły i ciepły głos Chrisa Rea, który z nutką nostalgii wypowiada moje myśli: „I’m driving home for Christmas”.

Dom od zawsze był dla mnie prawdziwą oazą. Nigdzie nie odpoczywałem i nie odpocznę tak, jak w domu. Jest to miejsce wyjątkowe. Nie ze względu na układ i styl architektoniczny. Nawet nie dlatego, że położony jest w malowniczym, podwarszawskim miasteczku. Głęboko wierzę w to, że ta szczególna atmosfera została zbudowana dzięki miłości moich rodziców. Ich miłość wypełniła nasze cztery ściany obecnością Boga.

***

Z czym kojarzy mi się dom? Jednym z takich symbolicznych wspomnień, do którego lubię powracać, jest porządek. Całe szczęście nie panowała u nas dyktatura „muzeum czystości”, ale w gruncie rzeczy wszystko było uporządkowane. Szczególnie widać to było, gdy jako mały chłopak wracałem z wakacji. Mama z jeszcze większą pieczołowitością dbała wtedy, żebym mógł wrócić do wysprzątanego domu. To tak, jakby chciała mi powiedzieć: „u nas w porządku, możesz poczuć się spokojny”.

***

Usłyszałem kiedyś od moich rodziców, że do domu mogę wrócić zawsze – nawet, gdybym zrobił coś wyjątkowo głupiego i wpadł w niewyobrażalne tarapaty. Na szczęście do tej pory nie musiałem weryfikować autentyczności tej niezwykle poważnej obietnicy. Rodzice nie musieli też jej nigdy powtarzać. Całkowicie im uwierzyłem. „Bo dom to… dom. Nie ma drugiego takiego.” – powiedziała ze łzami w oczach moja mama.

***

Wciąż jadę samochodem. Jest jeszcze później. Koniec drogi jest jeszcze daleki. Myślę o adwencie, którego ostatnie godziny przesypują się niczym drobniutkie ziarenka piasku w ogromnej klepsydrze życia. Najwyraźniej przez jakąś pomyłkę komputera z głośników radia znów słyszę Chrisa. Nic nie szkodzi. Lubię tę piosenkę. Ale co z tym adwentem? Ten czas przecież nie wróci, a ja mam poczucie zmarnowanego okresu. Chris wciąż jedzie do domu. Ja też jadę dalej. I też do domu. Nie tylko samochodem, do domu rodzinnego. Moje życie to powrót do domu Ojca. Tam jest bezpiecznie. Tam dobry Tata razem z Mamą posprzątali i przygotowali dla mnie miejsce. To będą wieczne Święta. Zawsze bezpieczne. To zawsze będzie mój dom. A adwent? Mimo, że jest już po świętach, trwa dalej – jestem przecież człowiekiem adwentu.

***

I’m driving home for Christmas

Oh, I can’t wait to see those faces

I’m driving home for Christmas, yea

Well I’m moving down that line

And it’s been so long

But I will be there

I sing this song

To pass the time away

Driving in my car

Driving home for Christmas

 

It’s gonna take some time

But I’ll get there

Top to toe in tail-lights

Oh, I got red lights all around

But soon there’ll be a freeway

Get my feet on holy ground

 

So I sing for you

Though you can’t hear me

When I get through

And feel you near me

I am driving home for Christmas

Driving home for Christmas

With a thousand memories

Zdjęcie: Family warmth (CC BY-NC-ND 2.0) ArTeTeTrA

 

komentarze 4

  1. Radek · 29 stycznia 2016 Odpowiedz

    „Bóg przychodzi do człowieka. To jest podstawowy wymiar naszej wiary. Żyjemy wiarą, gdy otwieramy się na <>, gdy trwamy <>.” JPII
    „Świętość polega na zstąpieniu Boga ku ludziom, a nie wznoszeniu się człowieka ku Bogu.” xfb
    To nie my mamy „jechać” do Boga, ale to Bóg „przyjechał” do nas – „i zamieszkał między nami”.
    „W świętych znakach obecny Bóg z nami
    W prostym słowie i geście zwyczajnym
    Poprzez ludzi i rzeczy codzienne
    Spełnia się posłanie
    Twoje Jezu się spełnia posłanie” (piosenka roku 1996)
    …właśnie w rodzinie – domowym kościele i w Kościele, liturgii…

  2. Radek · 29 stycznia 2016 Odpowiedz

    errata:
    „Bóg przychodzi do człowieka. To jest podstawowy wymiar naszej wiary. Żyjemy wiarą, gdy otwieramy się na przyjście Boga, gdy trwamy w adwencie.” JPII

  3. Jan Sędek · 29 stycznia 2016 Odpowiedz

    Niewątpliwie to Bóg wykonuje ruch jako pierwszy, ale domaga się On mojej odpowiedzi, dlatego ja również zmierzam w Jego stronę. Jest to wyraz mojej otwartości na Jego łaskę – nie mogę przecież siedzieć z założonymi rękami. Dzięki, Radku, za – jak zwykle – cenne cytaty!

  4. Radek · 29 stycznia 2016 Odpowiedz

    Współpracę z łaską najlepiej wyjaśnił mi xfb:
    „Łódź (motorowa) posuwa sie naprzód i wiadomo, że to właśnie śruba, która się kręci, sprawia to posuwanie się naprzód. Niech ta śruba wyobraża naszą wolę, nasze współdziałanie. Wiemy jednak, że ta śruba nic nie znaczy, jeżeli nie porusza jej motor, który gdzieś tam jest ukryty. Oczywiście, jest to tylko porównanie, które zawsze troche kuleje. Ale możemy sobie tak to przedstawić, że w naszej skażonej naturze jest taki motor, który nas porusza. Ten motor to Duch Święty, łaska Boża. Dlatego nam się wydaje, że my działamy, że my podejmujemy wysiłki naszą wolą, naszym rozumem. Oczywiście, że tak jest. Tak musimy robić. Ale też zawsze musimy mieć świadomość, że cokolwiek dobrego nam się uda, to tylko dlatego, że porusza nas ten motor, to znaczy Duch Święty, Jego łaska. Dlatego nie wolno nam się chlubić przed Bogiem, bo jakiekolwiek dobre uczynki są właśnie owocem łaski Bożej, działania Ducha Świętego.”

Dodaj komentarz