O Głupim Drzewie

O Głupim Drzewie

„Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść”

                                                                                                                                                                             1Kor 6, 12

Przy pewnej wiejskiej drodze rosły sobie dwa młode dęby, które powoli lecz zdecydowanie pięły się w górę ku słońcu. Z podziwem patrzyły na rosnące wkoło starsze drzewa i, z całą drzemiącą w ich sokach siłą, starały się im dorównać.

Z zachwytem patrzyły na biegające po nich wiewiórki, zbierające orzechy i ukrywające je w licznych dziuplach i poskręcanych korzeniach wielkich buków i topoli. Z radością przysłuchiwały się śpiewom ptaków, w licznych gniazdach poukrywanych w wysokich, rozłożystych konarach. Stare drzewa nie tylko były piękne i dostojne ale też pożyteczne – dawały pokarm i schronienie wielu gatunkom okolicznych zwierząt.

I dwa młode dęby pragnęły być takie jak one!

Dokładały więc wszelkich starań, aby jak najszybciej piąć się w górę i wspaniałą rozłożystością swych gałęzi wabić do siebie rozśpiewane ptasie rodziny. Ich żołędzie, które zaczynały coraz liczniej pojawiać się pomiędzy liśćmi, nabierały kształtu i smaku, który ściągał zwierzęta nawet z drugiej strony lasu. Życie wokoło młodych drzew kwitło, a one patrzyły na to z wielką radością i dumą.

Droga przy której rosły dęby nie była zbyt popularna, ale co jakiś czas przemierzali ją wioskowi chłopi. Spieszyli do swoich codziennych zajęć, maszerując to w jedną, to w drugą stronę. Początkowo żaden z dębów nie zwracał na nich wielkiej uwagi – ot, kolejne stworzenia z bogatego leśnego zwierzyńca. Jednak po pewnym czasie jedno z drzew zaczęło przyglądać się wędrowcom z coraz większym zainteresowaniem. Aż pewnego dnia wyznało, że też chciałoby tak jak ludzie powędrować przed siebie, a nie tylko stale tkwić w jednym miejscu. Wyznanie to posłyszał przelatujący wiatr. Zakręcił się więc pomiędzy konarami i zaczął energicznie namawiać drzewo do realizacji pragnienia. Nęcił je i kusił barwnymi opowieściami o odległych krainach i żyjących tam fantastycznych stworzeniach. Drugi dąb próbował przekonywać, że wędrowanie nie leży w naturze drzew i że ich zadaniem jest piąć się w górę, a nie przemieszczać na boki; że korzenie, które wiatr nazywa kajdanami, to ich źródło życia, a miejsce w które wrastają, to ich dom!

Jednak jego argumenty pozostawały bezskuteczne wobec dziwnego pragnienia przyjaciela, podsycanego jeszcze przez namowy świszczącego w konarach wiatru – hulaki. I gdy ten w pewnej chwili zawiał mocniej, młody dąb nastawił wszystkie liście, napiął mocno konar i wyszarpnął z ziemi korzenie!

Nareszcie był wolny i ogromna radość przenikała jego najdrobniejsze nawet gałązki,  najmniejsze nawet listki. Jednak nagle radość zamieniła się w przerażenie – pozbawiony stabilności, jaką dawały korzenie, dąb zaczął przechylać się na bok i już po chwili wielki huk wstrząsnął okolicznym lasem, kiedy drzewo runęło na drogę. Wiatr zaśmiewał się w głos z głupoty młodego buntownika. Zakręcił się jeszcze kilka razy wśród okolicznych konarów i popędził dalej, szybko zapominając o nieszczęśniku.

Dąb leżał wzdłuż drogi bezskutecznie próbując korzeniami zagłębić się z powrotem w życiodajną glebę. Dawni towarzysze nie będą w stanie nic poradzić, tylko ze smutkiem patrzyli na powalonego przyjaciela z wysokości swych koron.

Wkrótce nadeszli ludzie z okolicznej wioski. I choć droga nie była często używana, to stwierdzili, że leżące w poprzek drzewo stanowczo im przeszkadza. Za pomocą pił i siekier, pocięli je więc na kawałki i zabrali do swych domów na zimowy opał.

Zdjęcie: Bartek Pulcyn

Dodaj komentarz