Epistolografia

Epistolografia

W codzienności i rutynie rzadko zdarza się, aby coś wybiło mnie z rytmu; przyspieszyło bicie serca, sprawiło, że jestem zaintrygowany, a jednocześnie niepewny tego co za chwilę się zdarzy… zostaję sam na sam z czymś całkowicie nieznanym, ale jednocześnie pociągającym.

Wróciwszy do domu zdjąłem buty, odwiesiłem kurtkę na nieco rozklekotanym wieszaku, podrapałem kota za uchem wydając przy tym dziwne odgłosy, umyłem ręce, poprawiłem fryzurę, a następnie w drodze do pokoju pomyślałem, że warto pościelić łóżko. Stanąłem w progu, zlustrowałem uważnie wnętrze przechylając głowę to na lewo to na prawo i stwierdziłem, że tego bałaganu dzisiaj nie dam rady ogarnąć. I nagle zostałem wyrwany ze swoich myśli. Biała kartka. Dokładnie: koperta, leżąca bezwładnie, wręcz nonszalancko, na klawiaturze. Natłok myśli i przypływ adrenaliny zrobiły swoje: „To pewnie coś z biblioteki. Albo znowu oferta PKO BP. Hmm, a może powinienem był w zeszłym semestrze odebrać dyplom inżyniera…”.
Tak rozmyślając podszedłem bliżej i stwierdziłem, że jest to list napisany przez konkretną osobę.

Wziąłem kopertę w swoje dłonie i chwilę zastanawiałem się jak ją otworzyć, gdyż chciałem uniknąć jakiejkolwiek szramy, która już na zawsze oszpeci list. Z drugiej strony odnalazłem grafikę informującą, że można bezpiecznie pociągnąć róg papieru. Niewiele myśląc tak też zrobiłem. Wyciągnąłem list koloru kości słoniowej, zapisany drobnymi literkami. Przeczytałem tekst i uświadomiłem sobie bardzo wiele rzeczy…

Doszedłem do wniosku, że sztuka pisania listów jest w fazie stagnacji, jeśli nie całkowitego wymarcia, a przecież to jest świetny sposób na przekazanie swoich emocji i myśli. W chwili pisania wszystko to, co siedzi w mojej głowie ma wpływ na rodzaj pisma; zamaszystość, głębokość bruzd, przypadkowe plamy tuszu, ścisłość tekstu i odstęp między wersami. To co napiszę, takie już pozostanie na zawsze. Ten potencjał emocjonalny, który przekazuję marnemu nośnikowi jakim jest papier będzie oddziaływał także za parę miesięcy, czy też lat.

Można się kłócić, że w dobie cyfryzacji wszystkiego co istnieje, nie ma miejsca na listy. A jednak. Listy zawsze posiadają cząstkę tej osoby, która je napisała. Posiadają indywidualny charakter pisma, czego nie można powiedzieć o ‚rozmowach’ na facebooku, czy messengerze. Pisanie listu, czekanie aż on dotrze do konkretnej osoby, oczekiwanie na odpowiedź – cała ta ceremonia sprawia, że listy są fascynującą przygodą i kolejnym sposobem na jeszcze głębsze poznanie drugiej osoby. Dodatkowo, to najlepszy sposób, żeby kogoś zaskoczyć, bo każdy z nas mimo woli przechodząc obok skrzynki pocztowej zagląda do środka z nadzieją, że ujrzy list. Taki prawdziwy, od kogoś – najlepiej przyjaciela, być może zapomnianego, być może takiego, z którym relacja zarosła pajęczyną, zmurszała i już mól i rdza go trawią. Warto w końcu wyjść z inicjatywą i napisać do kogoś bliskiego, wysilić się i zrobić coś więcej niż udawać, że odnawiam relację na facebooku, a tak naprawdę to ją tylko reanimuję w nieudolny sposób. Napisz list.

Mimowolnie przypomina mi się ‚List do Jezusa’. Zdaję sobie sprawę, że to były nieco naiwne słowa (choć szczere) w tamtym momencie mojego życia. To kolejna rzecz, która wypływa z pisania listów: weryfikacja tego jak bardzo się zmieniłem, jak bardzo przeredagowałem swój sposób myślenia, jak pewne rzeczy stały się dla mnie priorytetami, a inne straciły na aktualności. Co ważniejsze: jak bardzo zbliżyłem się do Pana Boga w przeciągu określonego czasu. Minęło ponad sześć lat i jestem w szoku jak konkretnie Pan przeredagował moje serce, moje myśli i całe moje życie. Mogę stwierdzić, że Pan Bóg – niczym redaktor – naniósł poprawki, skorygował momenty hańby i głupoty i zastąpił je dobrą treścią i niesamowitym pięknem.

Schowałem list do bezpiecznego miejsca jakim jest koperta, odłożyłem go na bok na stertę notatników „Dziesięć kroków ku dojrzałości…” i wiedziałem co mam odpisać, jakich słów użyć i w jakie emocje wyposażyć mój tekst. Złożę kartkę papieru z tekstem w taki sposób, żeby powstały cztery takie same prostokąty. Na samym końcu włożę go do nowej koperty, poślinię miejsce łączenia i zamknę część moich myśli i emocji w małym papierowym doręczycielu.
Wyślę go nazajutrz w siną dal.
Oby doszedł cało i bezpiecznie!

P.S. To całe nazajutrz urosło do rangi prawie trzech miesięcy.

Zdjęcie: Red post box – Blackpool sands Devon (CC BY-SA 2.0) c.art

komentarze 4

  1. M · 8 lutego 2016 Odpowiedz

    List doszedł, leży bezpiecznie w kopercie obok mojego łóżka, a ten do Ciebie już czeka, by wyruszyć w podróż.

    Bardzo dziękuję za te słowa bo są prawdziwe. I chyba nie ma nic piękniejszego, bardziej swojego i szczerego niż listy.

  2. Karolina Pustelnik · 9 lutego 2016 Odpowiedz

    Prawdziwa celebracja, zwolnienie i pochłanianie każdego detalu, coś pięknego ! Jestem fanką listów „do ręki”, które daję osobom bliskim, kiedy czuję, że chcę im powiedzieć więcej, jakoś inaczej. Po przeczytaniu tekstu, aż korci mnie, żeby w końcu kupić znaczek z kopertą i dotrzeć tą cząstką siebie do bardziej zaśniedziałych kontaktów, dzięki!

    • Kamil Karzyński · 10 lutego 2016 Odpowiedz

      Najlepsze, że można do listu wracać tyle razy ile się chce! Najciekawsze jest pisanie listów, gdy czas nagli. Dobrze pamiętasz przecież, gdy cztery strony zapisałem w niecałe dwadzieścia minut na rekolekcjach. To było coś!

Dodaj komentarz