Bartek Pulcyn

Filmowe inspiracje: Dobro jak 5xP

Światło i mrok. Piękno i brzydota. Pokój i wojna. Szczęście i rozpacz. Filmowy świat pełen jest kontrastów i przeciwieństw. Nie ma się czemu dziwić, wszak to odwieczna walka dobra ze złem jest najbardziej „fotogeniczna” i pociągająca widzów. Istnieją jednak wyjątki. Nieco na marginesie wielkich filmowych zmagań „dobrych” ze „złymi” pojawiają się od czasu do czasu dzieła, w których negatywnych bohaterów po prostu nie ma.

Co ciekawe, niedawno zorientowałem się, że ten właśnie rodzaj filmowych opowieści urzeka mnie szczególnie. Zwłaszcza, że opowiedzenie emocjonującej i inspirującej historii bez jasnej dramaturgicznej osi w postaci konfliktu dobra ze złem jest nie małą sztuką. Ta udała się jednak z pewnością Stephenowi Daldry, który w 2000 roku dał światu nowego „superbohatera”…

Jaka jest „supermoc” Billego Elliota? Czym zachwyciła miliony widzów jego historia? Dlaczego po ponad 16 latach od premiery ludzie nadal chcą do niej wracać i oglądać jej sceniczną, musicalową adaptację? Być może opowieść o nastolatku z przemysłowego zagłębia, który postanawia zostać baletmistrzem odurzyła ich rzadko spotykaną we współczesnym kinie dawką dobra. Dobra, które wręcz emanuje z każdej filmowej sceny.

Pasja

Billy swoje życie przeżywa, jak by to ujął świętej pamięci ks. Kaczkowski, na pełnej petardzie. Gdy opiekuje się swoją cierpiąca na demencję babcią, tańczy czy kłóci się z nauczycielką – robi to całym sobą.  Jest w jego zachowaniu pasja i prawda. Billy nie gra, nie manipuluje – jego pragnienia i cele są jasne. Nawet wtedy, kiedy jeszcze nie umie ich zwerbalizować.

Prawda

„To jest jak prąd” – udaje mu się w końcu wydusić z siebie odpowiedź na pytanie komisji egzaminacyjnej o to co czuje gdy tańczy. Być może właśnie tych kilka niezgrabnie dobranych słów otworzyło mu drogę do późniejszej kariery. W życiu Billy’ego nie ma miejsca na fałsz. Jest prawdziwy kiedy pyta ojca – górnika co złego jest w balecie i kiedy rozmawia z koleżanką o pożyciu intymnym jej rodziców. Prostolinijność chłopaka urzekła też jego nauczycielkę, która zdaje się dostrzegać w nim samą siebie sprzed lat, zanim sama utknęła w własnoręcznie utkanej z manieryczności i zgorzknienia emocjonalnej zbroi.

Pokora

I choć relacje młodego tancerza z doświadczoną mentorką nie są łatwe, to z czasem przeradzają się w  bliskość. Oboje muszą też zmierzyć się z prawdziwą próbą pokory. Billy – okiełznanie swego temperamentu i podporządkowanie wymaganiom nauczyciela, pani Wilkinson zaś uznaniem własnego miejsca w życiu chłopaka. To jedna z najbardziej poruszających scen filmu – zrealizowana, jak cały obraz zresztą, bez hollywoodzkiego nadęcia – moment, w którym kobieta „odpuszcza” i pozostawia przyszłość swego wychowanka w rękach jego ojca.

Poświęcenie

Ojca, który także przebywa wraz z Billym trudną drogę od niezrozumienia pasji syna ku jej akceptacji. Mało tego. Wsparcie, którego w rezultacie mu udziela nie jest pustym, mało znaczącym gestem.  Jego konsekwencje – narażenie się na szykany ze strony współpracowników, którzy podejmują strajk – są niebagatelne. Mężczyzna dla dobra syna poświęca wiele. Jego przykład inspiruje też pracującego w tej samej kopalni starszego brata Billy’ego.

Przyjaźń

Ważnymi osobami w jego życiu są także Michael – sąsiad i kompan okazjonalnych dezercji z lekcji wf-u oraz Debbie – córka nauczycielki baletu. Obie przyjaźnie, choć z różnych powodów naznaczone swoistym niespełnieniem, charakteryzuje prostota w przyjęciu drugiego takim jakim jest.

***

Billy nie ocenia, nie traci czasu na zajmowanie się życiem innych. Z pasją i pokorą podejmuje codzienne wyzwania. Jest szczery w swoich intencjach i wdzięczny za to, co otrzymał od swoich najbliższych. Czyż ten wyjęty z obcego nam w prawdzie kontekstu kulturowego północno-wschodniej Anglii chłopak i inni bohaterowie tej filmowej opowieści nie mogą być inspiracją i dla nas? Zachętą do przeżywania swojego życia z mądrą prostotą i podejmowania służby z pokorą i wielkodusznością?

 

1 komentarz

  1. Rzeczywiście! Nie zorientowałam się wcześniej, że w ogóle istnieją filmy bez negatywnych bohaterów. I że bardzo mi się podobają. I że jest w nich coś… innego. Innego niż to, do czego widz jest przyzwyczajony. Dzięki za tę myśl!:)

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.