Ks. Bartłomiej Kopeć

Konfrontacje

Przemierzał ulice miasta spiesznym krokiem, jakby przed czymś uciekał. Telefon w kieszeni odzywał się już kilkakrotnie. Nie reagował. Był pewien, że to Michał. Chciał z pewnością wiedzieć, dlaczego jego kumpel nie stawił się na załatwionej przez niego rozmowie kwalifikacyjnej. Szef pewnie nieźle go zrugał, za to, że musiał czekać na próżno.

Krzysiek jednak nie miał ochoty teraz o tym rozmawiać. Może zadzwoni do kolegi, jak nadarzy się jakaś dobra sposobność. Może… Głowa rozbolała go już od samej myśli o konfrontacji, wyjaśnieniach, przepraszaniu. Nie znosił takich sytuacji. Z tego samego powodu zdezerterował z rozmowy o pracę. Chociaż oferta przedstawiała się wspaniale, po prostu nie potrafił zmusić się, aby stanąć twarzą w twarz z szefem i odpowiadać na jego pytania. Wiedział, że taka fucha zaraz po studiach to marzenie wielu jego rówieśników i że Michał stawał na głowie, aby załatwić mu tę rozmowę. On jednak po prostu stchórzył. I uciekł. Jak zwykle.

Z wąskiej uliczki dobiegł go stłumiony krzyk. Przez chwilę wahał się pomiędzy pozostaniem w świecie własnych myśli a powrotem do rzeczywistości. W końcu jednak postanowił zatrzymać się i rozejrzeć. W głębi alejki dojrzał dwa cienie, pochylone nad czymś, co zdawało się nieznacznie poruszać, a do jego uszu dotarł kolejny stłumiony okrzyk – dużo cichszy ale wyraźnie kobiecy. Jeden z cieni odwrócił się w jego stronę, a Krzyśka opanowało uczucie strachu i naturalne dla niego pragnienie ucieczki – byle dalej od niepokojących cieni, byle dalej od tej parszywej alejki!…

*

Letnie słońce cudownie ogrzewało twarz Krzyśka. Na chwilę oderwał wzrok od roześmianych przechodniów i zamknął oczy, rozkoszując się dotykiem ciepłych promieni na policzkach i smakiem doskonałego czarnego espresso w ustach.

– A może byśmy tak wyskoczyli gdzieś na kilka dni? – zaproponowała Monika.

– Hmm… – Krzysiek zamyślił się przez chwilę. – W twoim stanie? Nie wiem, czy to dobry pomysł.

Dziewczyna pogłaskała się po brzuchu. Ciąża była już bardzo zaawansowana. – Nie musimy jechać daleko: Kazimierz albo Sandomierz. Byle tylko trochę zmienić otoczenie. A poza tym czuję się świetnie! – Zrobiła minę „prawdziwego twardziela”, która w zestawieniu z jej sterczącymi po bokach kucykami i lekko piegowatą buzią, wyglądała szczególnie komicznie. Krzysiek prawie dał się przekonać – No nie wiem skarbie… – Próbował jeszcze perswadować.

– Gdzie się podział twój duch przygody?! – Monika zmrużyła zadziornie oczka. – Czy to nie ty namówiłeś mnie, abyśmy na miesiąc miodowy objechali stopem Europę? I to mając w kieszeni zaledwie dwieście złotych!

Krzysiek uśmiechnął się na wspomnienie. – To akurat mogło się kiepsko skończyć.

– Tylko dlatego, że wkręciłeś nas na jakieś wiejskie wesele pod Lublaną i uparłeś się, żeby zatańczyć z panną młodą. Zupełnie nie wiem, jak ty się w końcu dogadałeś z jej braćmi.

– Nasze języki nie różnią się od siebie aż tak bardzo. – Krzysiek nie przestawał się uśmiechać. – Wystarczy odrobina dobrej woli. No i kieliszek albo dwa rakii…

– Kieliszek albo dwa! – parsknęła Monika. – To musisz mieć bardzo słabą głowę, bo pamiętam, że po tej ożywionej dyskusji dosłownie cię wynosiłam na zewnątrz.

– Zdążyliśmy jednak wymienić się kontaktami. – Bronił się Krzysiek. – Co potem przydało się przy szukaniu pracy.

– Tak. – zgodziła się dziewczyna poprawiając się lekko w wiklinowym fotelu. – Ale trzeba mieć niezły tupet, aby na rozmowie kwalifikacyjnej stwierdzić, że posiada się „rozległe kontakty w sektorze rolnym krajów bałkańskich”!

– Grunt, że podziałało. – Dopił ostatni łyk kawy a przyjemny gorzki smak ponownie wypełnił mu usta. Uwielbiał tę kawiarnię. Serwowali chyba najlepsze espresso w mieście. No i w sezonie letnim można było posiedzieć na zewnątrz, w głębokich wiklinowych fotelach, ze wspaniałym widokiem na drugi brzeg rzeki. Od kiedy zaczęło im się układać, starał się zabierać tu Monikę przynajmniej raz w tygodniu. Taki ich mały rytuał.

Pomimo błogości chwili, nagle ogarnął go jakiś niezidentyfikowany niepokój. Jakaś myśl, odległa i ulotna. Odpędził ją jednak szybko. Następnie spojrzał na żonę. – Prawdziwą odwagą wykazałaś się ty, przyjmując moje oświadczyny.

Monika uśmiechnęła się złośliwie. – Jakże mogłabym odmówić? Taki przystojniak, bez grosza przy duszy, skaczący od roboty do roboty, by tylko uzbierać na czynsz i rachunki… – Następnie schwyciła męża za koszulę na piersi, przyciągnęła do siebie i namiętnie pocałowała. Gorycz espresso zmieszała się w Krzyśka ustach ze słodyczą truskawkowego shake’a, którego piła Monika. I znów powróciło uczucie niepokoju, tak jakby… nierealności…

– Zresztą – zaczęła dziewczyna sadowiąc się z powrotem wygodnie w swoim fotelu. – Jak mogłabym odmówić mężczyźnie, który mnie uratował.

Krzysiek lekko zmarszczył czoło, próbując przypomnieć sobie jakieś zamierzchłe zdarzenie, o którym mówiła żona.

– Tamtej nocy w zaułku, myślałam, że to mój koniec. Gdyby nie ty, tych dwóch typów… – przerwała, bo wspomnienia, chociaż odległe, cały czas sprawiały jej widoczny ból. Zaraz jednak potrząsnęła głową, odganiając mroczne myśli. – Ale kto by pomyślał, że z takiego zła może wyniknąć tak wielkie dobro?! W końcu, to właśnie dzięki temu się poznaliśmy! I zakochaliśmy. – Jej szeroki uśmiech przepełniony był miłością i wdzięcznością. Krzysiek jednak nie przestawał marszczyć czoła wysilając pamięć, a niepokojące uczucie jeszcze intensywniej świdrowało jego umysł.

– Ale… – zaczął niepewnie. – Ale ja cię wtedy nie uratowałem. – Nagły błysk świadomości uderzył go z siłą kowalskiego młota. – Ja wtedy uciekłem… Jak zwykle…

*

Kiedy się zerwał z łóżka, za oknem było jeszcze ciemno. Szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w dłonie, tak jakby szukał na nich śladów obrączki. W uszach dźwięczał mu głos… a raczej stłumiony krzyk kobiety z zaułka, sprzed kilku godzin. We wnętrzu Krzyśka zrodziła się nagła pewność, że już nigdy tego dźwięku nie wymaże z pamięci.

Zdjęcie (modyfikownae/cropped) Walk With Me (CC BY-NC 2.0) John W. Iwanski

2 komentarze

  1. Jestem pod wrażeniem tekstu – niepokoi, ale nie rani; nie daje gotowego rozwiązania, a mobilizuje do działania. Przy okazji – słowa podziwu dla dobierającego zdjęcia!

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.