Laboratorium miłości

Laboratorium miłości

Bezpiecznie, schludnie, czysto i przewidywalnie…. 

… tak wydaje się odbywać praca w laboratorium. Niespiesznie mieszamy składniki, najpierw obmyślamy proporcje a następnie śledzimy efekty. O! I znowu się nie udało! Jaki zastosować tym razem odczynnik? Zapisz wynik, zanotuj obserwację i odłóż prace na później. Jutro reakcja uda się przecież tak samo.

Nasze wspólnoty to też laboratoria, ale bynajmniej nie wieje tam nudą wystudiowanych reakcji.

Wspólnota bowiem to tylko pozornie ciepłe schronienie przed czyhającym, drapieżnym światem.  Kto tak myśli – srogo się zdziwi.  Spotkasz się tam z oporem, innością, cudzymi potrzebami i ograniczeniami.  Ktoś Cię zachwyci swoim intelektem i dobrocią, ale rozczaruje miałkością charakteru.

Tylko dlaczego się temu dziwisz?

Wchodząc na drogę wspólnoty decydujesz się przecież na wojnę. Wojnę z własnymi ograniczeniami, własnymi lękami, granicami, których będziesz bronić jak niepodległości. Wojna będzie się toczyć w Tobie, wokół Ciebie i ponad Tobą.  Ponad Tobą o Twoją duszę, byś się nadmiernie nie unurzał w bożych sprawach. Wojna w Tobie z egoizmem, lękiem i sam wiesz czym jeszcze. I wojna wokół Ciebie, gdy zetkniesz się z innymi we wspólnocie i pozwolisz im troszkę Cię podotykać. I zaboli Cię to nie raz, oj zaboli.

I niech boli!

Gdy mówisz z pasją, to najczęściej o coś Ci chodzi. Gdy przełykasz łzy mówiąc, że coś Cię dotyka – dzielisz się kawałkiem siebie. Gdy nazywasz wadę – bratersko upominasz. To wszystko bardzo trudne – bardzo też potrzebne, by ukształtować prawdziwego człowieka.

Może jesteś jedynakiem (ja jestem) albo Twoja rodzina nie dała Ci mistrzowskiego przykładu miłości? Może nie kochali za bardzo, a może kochali zbyt głupio? Może nie wiesz jakie są Twoje zalety, a choć wad potrafisz wymienić cały wagon, nie chcesz by Ci ktokolwiek je wypominał? To właśnie idealnie, że trafiłeś do wspólnoty. Tu będziesz musiał się z tym wszystkim zmierzyć.

„Wariatka – powie ktoś – to najgorsza recenzja wspólnoty,  jaką słyszałem”.  A ja wciąż twierdzę, że jest ona laboratorium miłości. A miłość niestety i uskrzydla i kosztuje. I musi zaboleć i trzeba dać się zranić i trzeba umieć otrzeć czyjeś łzy i się nie wzdragać przed słabością drugiego… To wszystko najczęściej (nie zawsze oczywiście) najintensywniej przeżywamy we wspólnotach. Bywa, że po raz pierwszy musimy się zmierzyć z górami naszych wyobrażeń o innych, pierwszy raz się odsłonić, pierwszy raz żałować i pierwszy raz wreszcie wstydzić się swoich zachowań.

I niech tak będzie!

Dopóki w naszych wspólnotach jesteśmy cali – prawdziwi – dopóty jest sens starać się, dbać, naprawiać. Kochać to znaczy dawać siebie i zyskiwać siebie. Ponoć im więcej dajesz – tym więcej zyskujesz. Dziwne, że każdy z nas z nieśmiałością podchodzi do tej tezy J

Bywa, że niektórzy są we wspólnotach tylko teoretycznie. To błąd. Żeby poczuć jak bije jej serce trzeba zstąpić do głębi – odważnie powalczyć z sobą i o innych. Kiedy mówię o wspólnocie jak o laboratorium mam też na myśli to, że pomimo tych wszystkich pułapek jakie na nas czyhają, poruszamy się w przestrzeni bezpiecznej. Bezpieczeństwem naszym zajmuje się sam Bóg, ale każdy kto jest we wspólnocie w głębi serca pragnie jednego – nie skrzywdzić drugiego człowieka. Dostajemy więc możliwość, by popatrzeć na siebie cudzymi oczami, by się rozwinąć w dawaniu, by nauczyć się okazywać troskę i przywiązanie. Być może dla niektórych z nas to jedyna szansa na takie ćwiczenia.

Możliwe, że się bardzo boisz… wtedy zmykaj! Ale jeśli choć trochę Cię to nęci i masz krztynę odwagi – to do dzieła. Czekamy.

Zdjęcie: BMC Labs at TIFF Bell Lightbox (CC BY 2.0) Canadian Film Centre

1 Komentarz

  1. Robert · 12 lutego 2015 Odpowiedz

    Yo, miła niewiasto 🙂

    „Wariatka – powie ktoś – to najgorsza recenzja wspólnoty, jaką słyszałem” – świetne 🙂

Dodaj komentarz