Ks. Bartłomiej Kopeć

Leśny Ekumenizm

Wtedy przemówił Jan: «Mistrzu, widzieliśmy kogoś, jak w imię Twoje wypędzał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodzi z nami». Lecz Jezus mu odpowiedział: «Nie zabraniajcie; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami». Łk 9, 49n

W pewnym lesie kłóciły się ze sobą zwierzęta, o to, które z nich jest najważniejsze.

 

– Jak to? – oburzył się lew – Przecież wszyscy wiedzą, że to lew jest królem zwierząt! A w takim razie, to lwy są w lesie najważniejsze.

– Cooo?! – Oburzyły się niedźwiedzie i całej siły uderzyły w ziemię swoimi ciężkimi łapami, aż z okolicznych drzew posypały się liście. – A kto jest tutaj najsilniejszy? Oczywiście, że my! A kto najsilniejszy, ten i najważniejszy. Proste!

– Nie prawda! – Rozkrzyczały się wszystkie ptaki. Ich krzyki, szczebiotania i świergoty zagłuszyły wszystkie inne zwierzęta. – My latamy wysoko nad lasem i najlepiej wiemy, co się wokół dzieje. Jesteśmy zatem najlepiej poinformowane i najmądrzejsze. A zatem wniosek jest prosty – to my jesteśmy tutaj najważniejsze!

– A my? A my?! Co z nami?!? – Próbowały przebić się przez hałas leśne gryzonie – My myszy, szczury i wiewiórki jesteśmy najbardziej pracowite! Codziennie sprzątamy las z tego, co po was zostanie. Gdyby nie my, byłby tu jeden wielki bałagan! Zobaczylibyście wtedy, bez kogo las się nie może obejść!…

Ale nikt już ich nie słuchał. Słowa szybko zamieniły się w czyny: lwy rzuciły się na niedźwiedzie, niedźwiedzie wielkimi łapami próbowały dosięgnąć przelatujących nad ich głowami ptaków, a pomiędzy tym całym kłębowiskiem łap, futer i dziobów przedzierały się gryzonie, złośliwie podgryzając kogo popadnie.

Gdy nagle dał się słyszeć głos, który przebił się nawet przez panujący chaos:

– Ogień!! Las się pali!!!

Wśród i tak już zdezorientowanych zwierząt zapanowała prawdziwa panika! Każdy próbował ratować się na własną rękę, wpadając stale na inne zwierzęta. Co chwila ktoś się potykał i padał jak długi na ziemię, lub rozbijał się dziobem o drzewo.

– Spokój! – zaryczał w końcu lew, przebijając się przez panujący chaos. I co ciekawe, na chwilę skupił na sobie uwagę spanikowanych towarzyszy. – Jak tak dalej pójdzie, to w tym zamieszaniu wszyscy zginiemy w płomieniach. Ptaki – skierował wzrok ku górze – Natychmiast lećcie nad las i zobaczcie skąd nadciąga pożar i dokąd mamy uciekać.

O dziwo, nikt się nie buntował. Wszystkie ptaki wzbiły się ponad drzewa i rozdzieliły na cztery strony świata. Już po kilku minutach powróciły, aby zdać sprawę lwu. Ten wysłuchał ich uważnie, a potem zadecydował:

– Idziemy w stronę rzeki. Tam powinniśmy być najbezpieczniejsi.

Ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko i zwierzęta co chwila musiały zmieniać kierunek. Ptaki z góry na bieżąco informowały, skąd zbliża się największe niebezpieczeństwo i jak je najlepiej ominąć. Jednak wkrótce dym nad lasem zrobił się tak gęsty, że z góry już nic nie dało się zobaczyć. Zwierzęta znowu zaczęły lekko panikować.

– Spokój! – Zaryczał lew, który już wpadł na kolejny pomysł – Gryzonie. Do mnie!

Wszystkie posłusznie okrążyły lwa ciasnym kręgiem.

– Jesteście małe i zwinne. Dacie radę przecisnąć się pomiędzy rozpadlinami i płomieniami. Biegnijcie w różnych kierunkach i sprawdźcie, gdzie najlepiej iść.

– Tak jest! – zapiszczały gryzonie i rozbiegły się szybko na wszystkie strony. Po kilku minutach powróciły, donosząc lwu, która droga wydaje się najbezpieczniejsza. Ten wysłuchawszy ich uważnie, wydał rozkaz wymarszu.

Jednak po długiej i mozolnej wędrówce pojawiła się kolejna przeszkoda: ściana zwalonych drzew i skał. Pożar zdawał się zataczać coraz ciaśniejsze kręgi wokół uciekinierów, a jedyna droga ucieczki była całkowicie zablokowana!

– I co teraz! I co teraz! – Piszczały spanikowane myszy, a ich strach udzielał się i pozostałym zwierzętom.

– Spokój! – Po raz kolejny zaryczał lew, zaprowadzając porządek – Niedźwiedzie do mnie!

Kudłate miśki posłusznie stanęły przed dużo mniejszym lwem.

– Pokażcie teraz, czy naprawdę jesteście tak silne, jak opowiadacie. Rozwalić mi tę ścianę!

Wśród niedźwiedzi rozległ się pomruk aprobaty. Potem wszystkie rzuciły się na przeszkodę i w ciągu zaledwie kilku minut dosłownie rozniosły ją na strzępy.

Dalsza ucieczka przebiegała już bez większych przeszkód. Wkrótce dotarli do rzeki, która faktycznie dała im upragnione schronienie przed płomieniami.

Po tej przygodzie, problem pierwszeństwa już nigdy nie powrócił. Nie miał po prostu sensu. Każde zwierzę czuło się potrzebne. Każde wiedziało, że potrzebni mu są inni. I że udało im się przeżyć, tylko dzięki ich różnorodności.

Zdjęcie: Peter Bo Rappmund (CC BY-NC-SA 2.0)

2 komentarze

  1. Piękny obraz eklezjologii, o którą zabiegał Ks. Blachnicki: w Kościele KAŻDY ochrzczony ma robić WSZYSTKO to, co do niego należy i TYLKO to, co do niego należy. W praktyce: mimo dziesiątków lat działań Ruchu i wielu ludzi zafascynowanych Soborem Watkańskim II nie udaje się wprowadzić tego modelu do parafii. Przykład: jestem członkiem rady parafialnej, która od swego powstania wiele lat temu nie miała ANI JEDNEGO posiedzenia, a wszystkie inicjatywy oddolne są odkładane na później. Pozostaje czekać na kataklizm…

    1. Radku rozumiem Twój żal, ale nie możesz kształtować swojego obrazu Kościoła na podstawie tylko jednej parafii. Są miejsca, gdzie wierzący naprawdę odnajdują swoje miejsce i angażują się, służąc swoimi talentami wspólnocie. Widziałem takie sytuacje wielokrotnie. Zarówno w Polsce jak i za granicą. Wiem, że niektórzy księża niechętnie nawiązują współpracę z osobami świeckimi, ale wydaje mi się, że częściej to świeccy nie chcą się angażować w sprawy parafii, wspólnoty, Kościoła…

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.