Łysy

Łysy

Jest taki fragment w Dziejach Apostolskich, który, mimo że jest zupełnie niepozorny, zawsze mnie porusza: W Kenchrach ostrzygł głowę, bo złożył taki ślub.

Możemy wyobrazić sobie Pawła, który po półtorarocznym pobycie we wspólnocie korynckiej idzie do portu Kenchry. Dystans jest niewielki, zaledwie dziesięć kilometrów. Jest późne lato, ale powietrze wciąż jest upalne. Po obu stronach drogi stoją większe lub mniejsze świątynie greckich bożków. To był dobry czas – wspólnota w Koryncie rozrasta się, ich wiara jest coraz mocniejsza. Jednak mijając kolejne kapliczki Demeter, Afrodyty i Apollina, Paweł myślami jest już daleko stąd. Przed nim kolejny etap wielkiej wędrówki. Gdzieś głęboko w sercu Duch Święty rozpala go jeszcze bardziej, aby wypełniał swoje powołanie. Apostoł nazwie później swoje życie „zawodami”, ale jeszcze nie może uznać swojego biegu za ukończony. Wciąż świeża jest w nim rana zadana mu półtora roku wcześniej przez twardokarkich Żydów, którzy nie przyjęli Jezusa jako Chrystusa. Od tej chwili pójdę do pogan – te gorzkie słowa wciąż dudnią echem w jego myślach.  Być może, idąc tą piaszczystą drogą, czuł się zagubiony. Niby cel miał określony jasno, ale jak go osiągnąć? Jak mówić? Gdzie głosić Ewangelię? W korynckiej wspólnocie było mu dobrze, miał tam wielu przyjaciół, ale Duch Pański przynagla go, aby szedł dalej. Dlatego idzie. Droga mija dosyć szybko. Widać już Kenchry i piękną zatokę Sarońską. Za nią leży Efez, gdzie czeka go krótki przystanek, a potem Cezarea i… Jerozolima. To tam, na świętej ziemi, dozna umocnienia. Stojąc na piaszczystej plaży, rozpoczyna swoją duchową pielgrzymkę, aby jeszcze dobitniej powiedzieć Bogu: oto ja, poślij mnie.

W Kenchrach ostrzygł głowę, bo złożył taki ślub.

Wiele jest domysłów, dlaczego św. Paweł ściął swoje włosy. Ja też nie mam na to odpowiedzi. Jednak bardzo mocno koresponduje to w mojej głowie ze słynnym przemówieniem św. Jana Pawła II wygłoszonym do młodzieży w 1987 roku:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte”. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można „zdezerterować”.

Obrońcy Westerplatte nie mogli nie bronić swojego posterunku. Apostoł Narodów nie mógł nie głosić Chrystusa. To było ich powołanie. Jak do ukończenia swojego „biegu” przygotowywali się Bohaterowie z wybrzeża? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że św. Paweł podjął specjalną, duchową drogę do miejsca świętego, czego wyrazem było ścięcie włosów. I ja go rozumiem.

 

 

W dniu, kiedy piszę te słowa, obudził mnie dźwięk maszynki do włosów, dobiegający z łazienki o nieludzkiej porze.
Tego dnia mój młodszy brat wyruszył na dwutygodniowe Camino.
Chce odnaleźć siebie.
Ściął włosy.
I ja go rozumiem.

Zdjęcie: a sunset is there for all, but most of us look the other way and lose it (CC BY 2.0) jenny downing

1 Komentarz

  1. Radek · 20 marca 2016 Odpowiedz

    Ta golizna św. Pawła skojarzyła mi się z dzisiejszym czytaniem z Listu do Filipian o kenozie (gr. κένωσις, kénōsis = „ogołocenie”): „Ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi…”

Dodaj komentarz