MĘDRZEC

MĘDRZEC

„Jeśli się nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego”

Mt 18, 3

 

Anariusz był wielkim mędrcem. Wszyscy o tym wiedzieli. Dlatego pielgrzymki przybywały z daleka, aby słuchać jego mądrości. A nie łatwo było którąś z nich usłyszeć, bo starzec potrafił nieraz cały dzień siedzieć wpatrując się w niebo i nie wypowiedzieć ani jednego słowa.

Tego dnia także rozlatującą się chatę pustelnika otaczała wielka gromada ludzi. Wszyscy czekali, niemal wstrzymując oddech. Nagle Anariusz poruszył się, rozchylając nieznacznie usta, jakby chciał zaczerpnąć więcej powietrza. Atmosfera i tak już napięta stała się wręcz gęsta od ciszy i skupienia. Wreszcie starzec przemówił:

– Życie jest jak wielki stalowy most – i zamilkł.

Kiedy zgromadzeni zrozumieli, że to już koniec sentencji, poczęli z podziwem kiwać głowami. Co zacniejsi ośmielili się nawet posunąć do komentarza:

– Prawda – mówili ze znawstwem. Albo – Dobrze powiedziane – lub – Oto jest mądrość.

Tylko mała Madzia nie mogła czegoś zrozumieć. Kurczowo ściskała swoją mamę za rękę i z wysiłkiem marszczyła czółko, ale nie mogła pojąć mądrych słów czcigodnego starca. W końcu nie wytrzymała i zapytała mamy:

– Ale dlaczego?

– Cii! – zaraz ktoś upomniał ją surowo – Nie przeszkadzaj!

– Ale ja nie rozumiem! – nie dawała za wygraną dziewczynka.

– Bo jesteś jeszcze za mała – próbowała uspokoić ją mama.

– To mi wytłumacz – Madzia nie miała zamiaru tak łatwo dać za wygraną. Po prostu nie leżało to w jej naturze – Dlaczego życie jest jak wielki stalowy most? – Pytała coraz głośniej.

Coraz więcej osób zaczęło zwracać się w jej stronę poirytowanych – Jak będziesz starsza to zrozumiesz! Teraz masz być cicho! To sprawy dorosłych! – Wygłaszający to przemówienie chłopak wydał się Madzi jedynie kilka lat starszy od niej i jego gładka chłopięca buzia jakoś nie specjalnie kojarzyła się jej z dorosłością.

Spacyfikowana przez tłum dziewczynka próbowała stłumić w sobie świdrujące ją od środka wątpliwości. Nawet przez jakiś czas się nie odzywała, marszcząc tylko intensywnie czółko na znak intensywnego wysiłku woli. Jednak w końcu nie wytrzymała. Puściła rękę mamy, przepchnęła się przez otaczający je tłum i stanęła przed wpatrzonym w niebo Anariaszem. Wszyscy wzdrygnęli się z przerażenia, a z kilku gardeł wydobyło się nawet westchnienie niekłamanej trwogi, kiedy mała rączka Madzi pociągnęła mocno za postrzępiony rękaw starca.

– Dlaczego życie jest jak wielki stalowy most? – zapytała głośno, kiedy mędrzec oderwał w końcu wzrok od wolno płynących po niebie chmur i spojrzał na małego natręta. Wydawał się wyrwany z jakiegoś snu. Madzia powtórzyła więc pytanie:

– Dlaczego życie jest jak wielki stalowy most?!

Starzec spojrzał na nią uważnie i uśmiechną się promieniście:

– Nie mam pojęcia – odpowiedział beztrosko, po czym wrócił do studiowania chmur, które tego dnia zaskakująco przypominały obwarzanki z bitą śmietaną…

Zdjęcie (modyfikowane/cropped): Girl B&P (CC BY-NC-SA 2.0) BrunoBindas

1 Komentarz

  1. kasia · 27 grudnia 2015 Odpowiedz

    To tak jak nadawanie sensu niektórym dziełom PIcassa 🙂 Czasami tak mocno staramy się nadać sens słowom gestom i czynom innych ludzi, że zapominamy o naszym własnym ja o naszej dociekliwości.

Dodaj komentarz