Mieć miejsce w sobie

Mieć miejsce w sobie

Remont. Jedno z bardziej traumatycznych wydarzeń. Po pierwszym nauczyłam się kilku przekleństw. Po drugim nauczyłam się fugować. Po obecnym…

Ano po obecnym remoncie zrozumiałam, jak bardzo utożsamiamy nasze dobre samopoczucie z miejscem, w którym żyjemy. Zrozumiałam też, jak bardzo uzależniamy naszą relację z Bogiem od miejsca, w którym jesteśmy. Aż do momentu, gdy zapragniemy zmian i nadchodzi…

Remont. Miał trwać dwa tygodnie – trwał miesiąc. Miał być uporządkowaną rzeczywistością – nie był. Przedzielony nagle dwoma wyjazdami z pracy. Wszystkie moje plany przekosił i powywracał. Niewiele, póki co, uporządkował. Nagle, w szybkim tempie musiałam zdobyć wiedzę, gdzie znaleźć listwy przypodłogowe oraz jak poradzić sobie ze starymi futrynami i jak projektować instalację elektryczną.

To naprawdę zdumiewające, jak mało od nas zależy. Jak mało znaczymy. To niby powinno przypominać nam o naszym losie pielgrzymów. Odciągać uwagę od rzeczy doczesnych, jednak nagle, znowu ze zdwojoną silą, uderza w nas…

Remont. Wygonił mnie z domu. Zabrałam ze sobą kilka niezbędnych rzeczy, w tym Pismo Św. Różaniec jest na palcu. Miałam więc wszelkie akcesoria, by zadbać o relacje z Jezusem. I nagle okazało się, że miejsce jakieś niemoje, że łóżko jakoś niewygodne. W fotelu nie da się usiąść po turecku (bo jak wiadomo po turecku modlić się jest najłatwiej) 🙂 Inny rytm dnia, inne otoczenie – to był wystarczający pretekst, by zaniechać pewnych rytuałów, by sobie kilka spraw odpuścić.

Pisze o tym, nie by się samobiczować, ale by podzielić się tym małym odkryciem, że miejsce spotkania z Bogiem musimy nosić w sobie. Nasz namiot spotkania, jak domek ślimaka, musi być z nami w każdym czasie – inaczej, byle zmiana okoliczności wytrąci nas z równowagi. Mądre szkoły modlitwy uparcie mówiły o stałym czasie i miejscu. Nie możemy jednak dopuścić, by te zewnętrzne ramy trzymały naszą modlitwę. Kiedy je stracimy, co zostanie?

Remont. Wciąż nie ma efektu jakiego oczekiwałam. Sporo kosztował mnie nerwów, jeszcze więcej pieniędzy 🙂 Ale dzięki niemu wiem już, że musi być bardziej w głąb.

Trzeba mieć miejsce w sobie na spotykanie się z Bogiem. Potrzebna jest oswojona, nazwana przestrzeń, którą uniosę w każdy zakątek, w który okoliczności mnie poślą. To taki praktyczny sposób, by nie dać się wytrącić z równowagi. Czy to za zamkniętymi powiekami, czy w nuconej melodii, czy o porannej godzinie samotnego wyczekiwania – nie ma znaczenia. To miejsce ma być moje i Jego! Musi jednak być we mnie, żeby mogło być zawsze przy mnie!

 Zdjęcie: painting the wall (cc) Malloreigh

komentarzy 5

  1. Marek · 6 listopada 2014 Odpowiedz

    Dzięki Magda!
    Nie wiem czy wypada komentować ten tekst, bo jest to świadectwo, jednak skorzystam z wolnego miejsca na komentarz i dorzucę trzy grosze.
    Moim zdaniem problem ten w ogólności nazywa się UBÓSTWEM. Taka generalizacja nieco rozmiękcza sprawę (przede wszystkim zabiera KONKRET), ale też co nieco dodaje. Poszerza horyzont i pozwala zobaczyć ten sam problem w innych codziennych sprawach. Zobaczyć inne przywiązania do rzeczy materialnych i niematerialnych.
    Jest to dla mnie jednym z największych odkryć minionych wakacji i wyjazdu zagranicznego który właśnie trwa.
    A czymże jest ubóstwo? Próbowałem je jakoś opisać własnymi słowami, ale nie umiem…
    Ale pewien jestem, że prowadzi ono do całkowitej wolności i szczęścia!
    Pozdrawiam!

  2. Magda Szostakowska · 7 listopada 2014 Odpowiedz

    A widzisz Marku nie myślałam o tym w kategoriach ubóstwa. Raczej jako poszerzania w sobie przestrzeni – czy to jest tożsame z ubóstwem, nie wiem. Ale ciekawe jest, że podróże jakoś nastrajają do podobnych przemyśleń o tym co musi być naszym wyposażeniem obowiązkowym ekwipażu. 🙂

  3. Michał Grzybowski · 9 listopada 2014 Odpowiedz

    Super, bardzo ciekawy i głęboki temat na ładnym przykładzie. 🙂

  4. Magda Szostakowska · 12 listopada 2014 Odpowiedz

    Dzięki Michasz 😉

  5. Kasia Bieleniewicz · 25 maja 2016 Odpowiedz

    Remont, a w zasadzie temat porządków, renowacji są u mnie aktualnie mocno na tapecie. Bardzo mocno łączą się z zamykaniem starych spraw, rozliczaniem i robieniem miejsca na NOWE, mam nadzieje lepsze.
    Magda Twój tekst, przypomniał mi, jak to nasze własne wizję (moje wizje i plany) tego co ma być, jak powinno w jaki czasie, ile trwać itd. różnią się z rzeczywistością. Jak sobie planujemy, sami nie włączając z to Boga, Jego wizji, a On wie lepiej, zna nas, mnie dużo lepiej. Dla mnie to lekcja POKORY, tego, że nie ja zarządzam całym moim małym światem a On.

Dodaj komentarz