Artur Przybyszewski

Nazywam gwiazdy

Leżę na łóżku w pokoju dzielonym przez dziesięciu. Wszyscy już śpią, mi jest trudno zasnąć. Zawsze tak mam, gdy zasypiam w miejscach innych niż moje mieszkanie. W takich, do których jeszcze nie nabrałem zaufania. Jestem bardzo zmęczony, bo przed wyjazdem mało sypiałem, a mijający dzień dał w kość. Łóżko mam tu co prawda wygodne, ale pachnie stęchlizną i z każdym oddechem czuję w gardle coraz więcej kurzu. Nade mną śpi człowiek chrapiący przy co drugim oddechu. W Warszawie czeka na mnie tylko materac położony na podłodze, ale wiercę się jakbym plecy miał szlacheckie, a pod nimi groch.

Jest już po północy. Około dziesiątej wyszedłem na krótki na spacer. Światła z okien pokojów za mną oświetlały tylko kawałek placu przed ośrodkiem. Moja grupa szykowała się do snu, brała prysznic, pewnie jeszcze przez chwilę rozmawiałao tym, co przed chwilą się wydarzyło. Modliliśmy się. W sumie tylko tyle. Prowadziłem tę modlitwę, a Aga grała na gitarze. Było mi dobrze,  bardzo spokojnie i byłem pewien, że dzieje się coś na co nie mam wpływu. Lubię to uczucie. Jest przyjemne.

Gdy otwierałem drzwi wychodząc na dwór, musiałem przepchnąć śnieg, który zasypał okolicę w ciągu kilku godzin. Poszedłem trochę dalej, za bramę. Ciemność jakiej nigdy nie widziałem ogarnęła mnie w całości. W ośrodku ktoś wyglądał przez okno, ktoś się czesał. Po okolicy niósł się jazgot suszarki. Przeszedłem kilkaset metrów i stanąłem. Biały puch był suchy. Był jak pył, jak proszek, gdy otrzepywałem się z niego. Za mną ośrodek, jedyny jasny punkt w okolicy, a przede mną czerń.

Właściwie to nawet dobrze nie wiedziałem, gdzie mam iść. Wieś jest maleńka i pustka dookoła budzi niepokój. Za dużo tu natury jak dla mieszczucha. Za dużo ciszy. Na końcu horyzontu czerń przenikała się z kolorem granatu. Światło jeszcze walczyło z nocą, ale tego granatu jakby ubywało.

Nade mną wisi mnóstwo gwiazd. Widzę je przez okno nad moim łóżkiem. Trochę jakby wisiał nade mną telewizor, w którym ktoś odtwarza zaskakująco ciekawy film. Nie znam się na astronomii, ale w tej chwili mnie to fascynuje. Nie wiem nawet, która z tych gwiazd to Polarna, ale nazywam je imionami chłopaków ode mnie z grupy. Prawdopodobnie po swojemu zupełnie nowe konstelacje. Galileusz z Ciecior.

Leżę w łóżku i patrzę na te tysiące małych świecidełek nade mną. Może ich już w ogóle nie ma, a mimo to je widzę. Prędkość światła jest potężnym oszustem. I myślę sobie teraz o tym etapie życia, gdy słyszałem, że jesteś Bozią i jesteś tak daleko jak gwiazdy i nikt nie pokazał Cię bliżej. Teraz jesteś blisko na szczęście. Dobranoc.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.