Niesforny Miś Eustachy

Niesforny Miś Eustachy

Ci, których naj­trud­niej kochać, naj­bar­dziej pot­rze­bują naszej miłości.

Dan Millman

 

– Gdzie on się znowu podział?! – złościła się Zuza, przetrząsając sterty ubrań i zabawek. W górę wzbijały się sukienki, kolorowe bluzeczki i szmaciane lalki – gdzie się schował ten niesforny Eustachy?!

Wszystkie zabawki (a przynajmniej te, które aktualnie nie znajdowały się w powietrzu) ze skupieniem obserwowały typową już scenę. Zaginiony miś miał upodobanie w chowaniu się przed swoją właścicielką. Potrafił wynaleźć taki kąt, że nawet inne zabawki nie były w stanie go wypatrzeć. Wciskał się już pod szafę, nurkował w koszu z brudnymi ciuchami, a raz nawet wspiął się na szczyt regału z książkami!

Wiedział, że irytuje to Zuzię, która za każdym razem przekopywała się przez połowę zawartości swojego pokoju, zanim udawało się jej natrafić na ślad zbiega. Towarzyszyły temu głośne nawoływania, błagania, a nawet groźby. Eustachy jednak nic sobie z tego nie robił i nigdy nie wychylał nosa ze swojej kryjówki, dopóki dziewczynka sama go nie odszukała.

– Tu jesteś! – rozległ się nagle triumfalny krzyk Zuzy. Dziewczynka uniosła wysoko kolorowy kalosz i potrząsnęła kilka razy, aż na podłogę wyskoczył stary, połatany, pluszowy miś. Upadek mógłby być ciężki, gdyby nie zamortyzował go stos różnokolorowych skarpetek przeplatających się z pidżamą i całkiem sporą kolekcją kwiecistych apaszek.

– Jestem na ciebie bardzo zła! – zmarszczyła czoło młoda poszukiwaczka, zbliżając twarz do nieco powycieranej mordki zbiega – nie wolno ci się tak chować! Kiedy ty wreszcie zmądrzejesz i staniesz się grzeczny, tak jak inne zabawki?! Zobacz jak grzecznie sobie siedzą na swoich miejscach – odwróciła misia w stronę innych zabawek, ale argument akurat okazał się nie trafiony; pokój wyglądał jakby przeszedł przez niego huragan. Po tym, co się tu przed chwilą wyprawiało, trudno było oczekiwać, by zabawki dalej trwały na swoich miejscach…

Zuza się lekko zmieszała – no, przynajmniej zazwyczaj grzecznie tam siedzą – powiedziała już spokojniej i zaczęła odstawiać rzeczy na ich miejsca. Także Eustachy wylądował pomiędzy starymi znajomymi, na odpowiedniej półce.

Kiedy zabawki zostały wreszcie same w pokoju, na misiu skupiły się liczne spojrzenia, pełne wyrzutu i pretensji:

– Czemu ty stale to robisz? Czy nie wiesz, jak to ją denerwuje? – Eustachy jednak milczał. Spuścił tylko głowę i wpatrywał się w kolorową wykładzinę daleko w dole, u stóp regału. Zawsze to robił. I nigdy nie dało się z niego wydusić ani słowa. Jednak zabawki tym razem postanowiły nie dawać za wygraną. Przekrzykiwały się jedna przez drugą:

– Dlaczego sprawiasz jej przykrość? Czy nie wiesz jak ją to boli?! Przecież ona cierpi! Dlaczego ją tak ranisz?! – pytań było coraz więcej i więcej, a głosy stawały się coraz bardziej podniesione. Aż miś nie wytrzymał – bo ja… – zaczął nieśmiało. Wyrzuty umilkły jak ucięte nożem – bo ja lubię, kiedy Zuzia mnie szuka. Dopiero wtedy czuję się potrzebny. Dopiero wtedy czuję się naprawdę kochany…

Zdjęcie The End (cc) Stéfan

komentarze 2

  1. Anonim · 25 października 2014 Odpowiedz

    Dobry tekst, lekkie pióro, fajny motyw. Życzę owocnego dalszego rozwijania talentu 🙂

  2. Agnieszka · 26 października 2014 Odpowiedz

    Uroczo łzawe, acz przekonujące.

Dodaj komentarz