Niewiara, że dam radę

Niewiara, że dam radę

Ostatnio zaczęłam biegać. Byłam już dwa razy! Co prawda, miałam zacząć już na wiosnę, kupiłam wtedy buty do biegania. Przeleżały parę miesięcy w szafie. Myślę, że najtrudniejszy jest pierwszy krok, sama decyzja, wyjście z domu. Potem – okazuje się, że jest świetnie.

To chyba jest w nas. Poczucie, że nie damy rady. Nie podołam przygotowaniu się do matury, dostaniu się na studia, napisaniu pracy magisterskiej. Nie podołam wstawaniu codziennie rano na zajęcia, skoro wykłady są nieobowiązkowe. Nie dam rady nawiązać nowych relacji, a zwłaszcza tej jednej, najważniejszej. Nie ośmielę się podjąć decyzji o małżeństwie – bo co wtedy, tak na całe życie, z jedną osobą? Nie dam rady powiedzieć znajomym, że w piątek nie imprezuję. Nie będę umiał wypowiedzieć się w dyskusji na ważny dla mnie temat, zająć konkretnego stanowiska. Nie dam rady powiedzieć otwarcie, że jestem chrześcijaninem. W Kościele, który nie jest idealny. Nie wypowiem publicznie, że ten Kościół katolicki, w którym ostatnio jeden ksiądz z Watykanu obwieścił, że jest homoseksualistą, jest dla mnie święty i jest moim autorytetem.

Adam Szustak, którego słowa znajdują się w tytule, nie wierzył w to, że będzie księdzem. A popatrzmy, jakiego mamy teraz dorodnego Szustaka! Ja mam podobnie: ten tekst powstaje już dość długo, bo cały czas towarzyszyła mi myśl, że absolutnie nie dam rady. Ja? Pod Tamaryszkiem?

A tak naprawdę, przecież to wszystko mogę! Zamiana słowa „niewiara” na „wiara” zależy tylko ode mnie. Byłam ostatnio w kinie na filmie o górach. I tam było tak: „Dlaczego wchodzisz na Everest? Bo JEST”. Parę dni później w zupełnie zaskakujących okolicznościach spotkałam dziewczynę, która dopiero co wróciła z rocznej podróży po Ameryce Południowej. Zapytana, dlaczego przerwała studia i zostawiła wszystko, żeby spełnić swoje marzenie, odpowiedziała „bo MOGĘ”. Potem, ksiądz w przypadkowym kościele, podczas kazania mówił o wykonywaniu obowiązków – tych najprostszych, nie dlatego, że „muszę”, ale „bo CHCĘ”!

Drodzy, odwagi! Aby wyjechać na rok do innego kraju, zapisać się na kurs norweskiego, wreszcie zmienić nielubianą pracę, pokazać swoją dumę z przynależności do wspólnoty chrześcijan.

Ja zacznę od przekonania samej siebie, że jutro pójdę pobiegać. A Ty…?

Zdjęcie: Sinop beneath my arms (CC BY-NC-SA 2.0) M.G. Kafkas

komentarze 2

  1. ks. Bartłomiej Kopeć · 13 listopada 2015 Odpowiedz

    Brawo! Dzięki Aga za ten tekst! 🙂

  2. kl. Paweł · 24 maja 2016 Odpowiedz

    W ramach odświeżania starych tekstów. Miałem podobnie w skali trochę dłuższego czasu. Gitara, którą kupiłem w 2008 musiała odbyć kwarantanne w szafie aż 4 letnią. Dopiero w Seminarium złapałem za nią i nauczyłem się wydobywać w miarę sensowne dźwięki. Też mi się to wydawało nie do ogarnięcia a jak się okazało to nawet łatwe.

Dodaj komentarz