Nosić Pragę w sercu

Nosić Pragę w sercu

Usłyszałem ostatnio niezwykle ciekawą sentencję: „nosić Pragę w sercu”. Z początku sam nie wiedziałem, dlaczego aż tak spodobało mi się to powiedzenie. Po dokładniejszych przemyśleniach już wiem – dotyka ono mojej małej ojczyzny, którą noszę w sercu.

Od dawna zachwyca mnie piękno różnorodności Kościoła. Cieszę się, że są w nim ludzie wywodzący się z niemal wszystkich kultur i cywilizacji świata. Uważam, że każda z tych grup wnosi do społeczności Kościoła coś nowego, lepszego. Dostrzegam w tym tchnienie i świeżość Ducha Świętego. Nawet na liturgii. Nie widzę nic złego w tym, że Indianie podczas Mszy świętej wykonują swoje tradycyjne tańce i w ten sposób oddają chwałę Panu.

Podobną różnorodność można dostrzec w wersji mikro, którą jest Ruch w naszej diecezji. Nie wiem, czy zwróciliście uwagę na to, że różne wspólnoty mają pewne cechy charakterystyczne tylko dla nich? Mnie to zadziwia i jednocześnie cieszy. Dobre jest to, że nie jesteśmy nijacy, wszyscy jednakowi – w rozciągniętych golfach i spodniach typu „bojówki”. Nie, każdy z nas jest unikatowy.

Jedną z takich rzeczy, która rzuca się w oko (a raczej w ucho) jako pierwsza jest śpiew. Choć wszystkie wspólnoty w większości mają ten sam repertuar, to jednak każdy muzyczny ma kilka swoich „hiciorów”, które zna tylko jego wspólnota. Inaczej śpiewa muzyczna z Tarchomina, a inaczej muzyczny z Kołbieli, ale oboje chwalą w ten sposób Boga.

Kolejną sprawą są przeróżne powiedzonka i zwyczaje. Zdanie, które stanowi tytuł tego artykułu, usłyszałem na Szkole Animatora od dziewczyny ze Szwedzkiej. Oni „noszą Pragę w sercu”. Gdzie indziej ludzie „cykają się” lub przekazują ogłoszenia „od imćmościa Jacesława domu Gaj”. Znam też wspólnotę, gdzie kultowe jest popijanie soku z bananów u wikariusza Mariusza, a na młode dziewczyny mówi się „głupia koza”, używając do tego gwary podlaskiej.

Większość z nas spotyka się w piątki, a niektórzy w czwartki lub wtorki. W jednych wspólnotach namiętnie słucha się Zenka Martyniuka, a w innych Pavarottiego i Juana Diego Floreza. Ci po spotkaniu grają w „Pędzące żółwie”, a tamci umawiają się na pokera. Tego typu porównań jest niezliczona wręcz liczba.

A co jest charakterystyczne dla Waszych wspólnot? Zastanawialiście się nad tym? Bo to jest przecież piękne! To jest Wasze, ale buduje naszą wspólną całość. Dobrze jest być świadomym swojej oryginalności.

Może warto byłoby spojrzeć od dziś na swoją wspólnotę na nowo, jako swoją małą ojczyznę. Dbajmy o jej unikatowość, budujmy tradycje, czujmy się wyjątkowi, ale nie zapominajmy, że tworzymy jedno – Ruch Światło-Życie diecezji warszawsko-praskiej.

Zdjęcie (modyfikowane/cropped): Maize diversity  (CC BY-NC-SA 2.0) IMWIC

komentarze 2

  1. Kamil Karzyński · 1 maja 2015 Odpowiedz

    Nie wspomnę o tradycyjnej kiełbasce Pana autora w każdą sobotę na Gocławiu u Bartka P. 😉
    W Pio po każdym spotkaniu wszyscy gromadnie idziemy na skrzyżowanie Fieldorfa i Meissnera. Dopiero tam się rozstajemy i zaczynamy weekend.

    • Bartek Chudzik · 23 maja 2016 Odpowiedz

      Kamilu, nie sądziłem, że nasze kiełbaski też są uwzględnione Pod Tamaryszkiem 🙂

Dodaj komentarz