Oazowe zajęcia pozalekcyjne

Oazowe zajęcia pozalekcyjne

Kiedyś wstydziłem się swojego zaangażowania w oazie. Nie ukrywałem go wprawdzie, ale uważałem za zajęcie gorszego sortu. Za coś, co robi się, gdy już wszystko inne jest wykonane, gdy obowiązki domowe, szkolno-uczelniane, a nawet towarzyskie zostaną spełnione. W takiej sytuacji przełożenie nawet drobnego zadania, żeby przygotować warsztat lub grę na spotkanie wspólnotowe wydawało mi się heroicznym wręcz wysiłkiem.

Nawet nie zauważyłem, kiedy się to zmieniło, sprawy oazowe stały się ważne. Kiedy zacząłem przejmować się tym, co robię i wyczekiwać kolejnych zadań, spotkań, rozmów. Kiedy oglądanie meczu ze wspólnotą zamiast z kolegami ze studiów stało się oczywistym wyborem. Cieszę się z tej zmiany.

Dlaczego o tym piszę? Zauważyłem, że w prawie każdym oazowiczu ta walka jest w pewnym stopniu obecna. Dochodzimy do punktu, w którym „między codziennością a oazą” następuje konflikt i trzeba się na coś zdecydować. Dla niektórych jest to pierwszy wyjazd na rekolekcje, gdy muszą zrezygnować z dotychczasowych, tradycyjnych wyjazdów z rodzicami, harcerzami czy kolegami z klubu sportowego. Dla innych jest to moment, w którym trzeba zacząć przychodzić na spotkania formacyjne (kolejny dzień w tygodniu). Czasem chodzi o Krucjatę, czasem trzeba za coś zapłacić, czasem wziąć odpowiedzialność za jakieś działanie. W pewnym momencie dochodzi praca, studia, kolejne obowiązki. Z drugiej strony oazowych powinności też nie ubywa; z czasem stajemy się animatorami, dostajemy grupy pod opiekę, zostajemy odpowiedzialnymi wspólnot. Oaza przestaje być bajką bez zobowiązań, zaczynamy zauważać wady ludzi we wspólnocie, musimy podjąć konkretny wysiłek na jej rzecz. Co wtedy?

Ja uciekałem. Moją odpowiedzią na problem było kombinowanie tak, żeby wszędzie być „po trochu”. Jednocześnie nie chciałem przyznać przed samym sobą, że to co robię, jest moim świadomym wyborem. Postrzegałem zarówno oazowe sprawy, jak i wszystkie pozostałe, jako zbiór losowych konieczności, które się w moim życiu „nagle” wydarzyły. I muszą zostać spełnione/wykonane/doprowadzone do końca. Moje życie zaczęło upływać na wykonywaniu kolejnych dziesiątek, nawet setek zadań. Sprawozdanie do zrobienia, czytanie na mszy, program do napisania, sianko do zapakowania, śmieci do wyniesienia, spotkanie do poprowadzenia… i co dalej?

W pewnym momencie trzeba przestać uciekać. Trzeba się zatrzymać i na coś zdecydować. Nie można poświęcać ogromnej części swojego życia na coś, co uważamy za gorsze – jak ja to robiłem przez lata. To, co robimy w Ruchu, nie jest gorsze od wszystkich innych aktywności, które podejmujemy. Od zajęć koszykówki, koła naukowego, pracy. W oazie możemy robić rzeczy „fajne”, pożyteczne, możemy rozwijać się w kierunku, jaki sobie wymarzymy. Możemy używać naszych talentów i zdobytych zawodowych umiejętności na chwałę Pana Boga. W minionym roku nagrałem z oazą dwa zwiastuny, teledysk i współreżyserowałem, trwający 30 minut, spektakl teatralny. Poza tym cały czas korzystam z umiejętności, które zdobyłem na studiach/w pracy, zarówno tych techniczno-informatycznych, jak organizacyjnych. Oaza przestała być kulą u nogi, a stała się elementem codziennego życia, tak samo ważnym i wymagającym uwagi jak pozostałe.

Sądzę, że nadszedł już czas, kiedy musimy przestać traktować Ruch jako „oazowe zajęcia pozalekcyjne”. Ludzie, którzy są nam dani pod opiekę, są bardzo ważni, a czasem od nas zależy wiele decyzji, które podejmą w życiu. Pan Bóg powołuje nas do różnych rzeczy, więc jeśli powołuje nas do bycia w oazie to bądźmy w niej na sto procent. Porzućmy bylejakość. Dajmy z siebie wszystko, aby to czego się podejmujemy, było zrobione jak najlepiej, zarówno, gdy  projektujemy ulotkę, czy organizujemy wielką, ogólnopolską akcję. Aby przekonać świat, że „oazowe” nie znaczy „gorsze”, musimy najpierw sami w to uwierzyć. Ja uwierzyłem.

Zdjęcie: www.planetofsuccess.com/blog/.

komentarze 2

  1. G. · 11 czerwca 2014 Odpowiedz

    Dziękuję Adam, to dla mnie ważne co napisałeś.

  2. Joanna · 17 czerwca 2014 Odpowiedz

    Strzał w dziesiątkę. Potrzebowałam tego..

Dodaj komentarz