Ks. Bartłomiej Kopeć

Pałac Księcia

Księżniczka Lili nie potrafiła ukryć podekscytowania, kiedy za oknami wiozącej ją karety pojawiły się pierwsze zabudowania pałacu księcia Roberta. Choć ewidentnie nie należały do głównego kompleksu, już one dawały wyobrażenie bogactwa jakim dysponował ich właściciel. Niania z łatwością odgadła myśli swojej dorosłej już podopiecznej…

– Skoro tak wyglądają pomieszczenia dla służby, zastanawiasz się pewnie jak prezentuje się mieszkanie twojego przyszłego męża? – Wspomnienie o zamążpójściu lekko zawstydziły młodą narzeczoną; spuściła wzrok, a jej policzki zaróżowiły się delikatnie, co wywołało szeroki uśmiech na twarzy starej niani. Już szykowała jakiś żart na temat zadziwiającego podobieństwa pomiędzy buzią księżniczki, a znienawidzonymi przez nią buraczkami, które to królewska kucharka z przyjemnością dodawałaby nawet do deserów, jednak słowa ugrzęzły jej w gardle, gdy powóz wyjechał na szeroką klonową aleję odsłaniając przed nimi zapierający dech w piersiach gmach książęcego pałacu. Lili pochwyciła jej spojrzenie i powędrowała za nim oczami.

– Ojej! – Zdołała westchnąć, gdyż jakoś żadne inne słowa nie przychodziły jej do głowy. Jechały więc dalej w kompletnej ciszy, oszołomione odsłaniającym się przed nimi majestatem.

– Wasza wysokość – powiedział elegancko ubrany mężczyzna otwierając drzwi karety kiedy ta zajechała wreszcie przed główne wejście. – Witam w rezydencji księcia Roberta Loreckiego. Ja nazywam się Norbert i jestem miejscowym ochmistrzem. – Po czym ukłonił się z szacunkiem, a następnie wyciągając rękę w stronę wnętrza powozu, pomógł przybyłym damom zejść na ziemię. Ich szeroko otwarte oczy utkwione w pałacu wywołały na ustach ochmistrza delikatny uśmiech. Zaraz też, niepytany, rozpoczął opowieść – Pałac liczy sobie jedenaście tysięcy metrów kwadratowych powierzchni i 137 komnat! Wchodzimy do holu głównego, który reprezentuje szczyt sztuki barokowej.

– Ten szczyt baroku niemal rozsadza sufit. – Zauważyła przyciszonym głosem niania, kiedy posłusznie podążały za ochmistrzem zadzierając głowy i niezbyt elegancko rozdziawiając usta ze zdziwienia. Przechodzimy do głównego korytarza, ozdobionego portretami rodziny Loreckiech – Z niegasnącą dumą oznajmił przewodnik.

– A co jest za tymi drzwiami? – Z zaciekawieniem spytała księżniczka wskazując bogato rzeźbione drewniane wejście.

– To biblioteka, jedna z najwspanialszych w tym królestwie. – Ochmistrz już odwrócił się, aby kontynuować pochód, gdy w pół kroku zatrzymało go pytanie młodego gościa:

– A czy moglibyśmy ją zobaczyć? – Lili przycisnęła swoje drobne dłonie do piersi, podekscytowana perspektywą ujrzenia czegoś tak wspaniałego. Ochmistrz wydał się lekko zmieszany. – Przykro mi, ale jest ona zamknięta.

– A nie możemy jej otworzyć? – Nie poddawała się księżniczka.

– Przykro mi Wasza wysokość, ale obawiam się, że jest zamknięta na stałe.

– Jak to na stałe? – Włączyła się opiekunka. Nie młody już służący odchrząknął dyskretnie, po czym, starając się odpowiednio dobierać słowa, wyjaśnił:

– Książę Robert, kiedy jeszcze był młodzieńcem niewiele starszym od obecnej tu księżniczki, lubował się w czytaniu starych opowieści o rycerzach. I pewnego razu, chcąc zdjąć jakąś wysoko ulokowaną pozycję spadł z drabiny i zwichnął sobie lewy nadgarstek. – Słuchaczki coraz wyraźniej marszczyły brwi ze zdziwienia gdy ochmistrz kontynuował. – Po tamtym zdarzeniu jego wysokość kazał zamknąć bibliotekę, aby podobne zdarzenia już nigdy nie miały miejsca.

Teraz obie damy szeroko otworzyły oczy ze zdumienia. Jednak Norbert nie pozostawił im czasu na komentarz, tylko odwrócił się energicznie i kontynuował oprowadzanie:

– Następnie dochodzimy do jednej z trzech sal balowych, wymalowanej od góry do dołu freskami najznakomitszych malarzy, jacy zamieszkiwali ziemie naszego królestwa.

– Och! – Wykrzyknęła Lili, na nowo podniecona perspektywą zobaczenia czegoś niezwykłego. – Obejrzyjmy ją! Tak, koniecznie musimy ją zobaczyć!! Ja tak kocham malarstwo! – I już chciała sięgnąć do pozłacanej klamki ulokowanej w bogato ozdobionych szerokich drzwiach, lecz powstrzymał ją zimny głos ochmistrza:

– Obawiam się, że ona również jest na stałe zamknięta.

– Co?!?! – Wykrzyknęła zszokowana wręcz niania. – A niby dlaczego?! – Gdyby spojrzenia mogły powalać, ich przewodnik leżałby rozciągnięty na ziemi kilka metrów przed nimi, obalony mocą jej wzroku.

– Cóż… – Rozpoczął nieporadnie, znowu szukając odpowiednich słów. – Książę, kiedy jeszcze był mały jeździł po sali na swoim rowerku.

– Tylko mi nie mów, że się przewrócił i coś sobie zrobił?! – Opiekunka dalej piorunowała Norberta spojrzeniem, co tylko pogłębiało jego zmieszanie. Nie przywykł do takiego traktowania. W końcu w pałacu to on był od wydawania poleceń i zadawania trudnych pytań.

– Kolano. – Wydusił z siebie w końcu. – Zbił sobie lewe kolano.

– Niewiarygodne – Niania przeniosła wreszcie swoje spojrzenie na podopieczną, co ochmistrz przyjął z widoczną ulgą. – Toż to jakiś obłęd. Jak można zamykać komnaty tylko dlatego, że spotkało nas w nich coś nieprzyjemnego.

Księżniczka jednak nie odpowiedziała. Trwała przez chwilę w milczeniu, a jakaś niepokojąca myśl krążyła jej po głowie. Zmarszczyła brwi dotknięta nieprzyjemnym przeczuciem. W końcu spojrzawszy na ochmistrza zapytała spokojnym lecz stanowczym głosem:

– Ile jeszcze komnat w tym pałacu jest zamkniętych na cztery spusty?

„W takich chwilach brzmi jak ojciec”, zauważyła z dumą opiekunka, przypominając sobie nie znający sprzeciwu ton głosu króla Eryka. Patrzyła na biednego Norberta, który w niczym już nie przypominał pewnego siebie szefa książęcej służby witającego ich na dziedzińcu.

– P… prawie wszystkie. – Wydusił z siebie w końcu, a niania wręcz osłupiała na tę wiadomość. Jednak twarz księżniczki pozostała niezmieniona:

– Prowadź do księcia. – Rozkazała tonem bezdyskusyjnie poświadczającym jej królewskie pochodzenie. Gdy przemierzali kolejne korytarze, Lili co jakiś czas wskazywała na któreś z mijanych drzwi i pytała o kryjące się za nimi tajemnice. A wtedy przewodnik krótko acz konkretnie opowiadał o skaleczeniach w kuchni, siniakach w jadalni, zawodzie miłosnym w salonie, lub koszmarze sennym w którejś z sypialni. Żadne z mijanych pomieszczeń nie było otwarte. W końcu dotarli do niewielkich drzwi, a po całej tej wędrówce Lili miała wrażenie, że znaleźli się w najbardziej odległym zakątku pałacu. Kiedy weszli do środka ujrzeli siedzącą w fotelu postać dojrzałego mężczyzny, który zamyślony wpatrywał się w tańczące w kominku płomienie. Zdawał się w ogóle nie zauważyć ich obecności dopóki ochmistrz ich nie zaanonsował:

– Jej wysokość księżniczka Lilianna Rostowiecka wraz z opiekunką.

Dopiero teraz mężczyzna poderwał się z fotela i uśmiechnąwszy się szeroko ruszył w ich kierunku. Z trudem, ale Lili udało się rozpoznać w nim księcia Roberta, którego oblicze znała z przesadzonych jak zwykle portretów. Barczysty mężczyzna z obrazów, promieniujący siłą i pewnością siebie, był w rzeczywistości jedynie cieniem. Pomimo bogatego książęcego stroju dziewczyna z łatwością była w stanie dostrzec przygarbione ramiona, niepewne ruchy i niemal proszące spojrzenie człowieka, który nie nawykł do jakichkolwiek konfrontacji.

– Och! Jakże mi miło powitać was w moim pałacu! – Książę zatoczył ręką po niezbyt okazałej komnacie, którą jednak zdobiły wysokiej jakości obrazy i popiersia. – Jak wam się podoba moja rezydencja?

Sztuczny entuzjazm i wymuszony uśmiech nie zrobiły na Lili wrażenia. Za dużo ich już widziała w sali audiencyjnej ojca. Wpatrywała się w gospodarza przenikliwie, próbując odgadnąć jakim był zanim jeszcze zaczął tak drastycznie uciekać przed wszelkimi możliwymi problemami; zanim pozamykał wszystkie komnaty swojej rezydencji i schronił się w tej nędznej izbie. Nie mogła się nadziwić jak niektórzy ludzie, motywowani lękiem, potrafią zamieniać majestatyczne pałace swojego życia na więzienne cele.

Zdjęcie: Dunguaire Castle  (CC BY 2.0) Giuseppe Milo

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.