Jan Sędek

Palma to taka roślinka

Palma to taka roślinka, która wyrasta – jak to roślinka – z pestki. Każdy miał chyba w dzieciństwie przygodę ze znalezionym ziarenkiem niewiadomego pochodzenia. Po milionie pytań „Mamusiu, co to za pestka?” mama daje za wygraną i proponuje: „przekonajmy się i ją zasadźmy – zobaczmy, co z niej wyrośnie”. I tak oto przyszła roślinka staje się pierwszym podopiecznym malucha, który dzielnie jej dogląda, troszczy się o odpowiednie nasłonecznienie i sumiennie dostarcza jej wody…

Kolejna edycja Palma Film Festival za nami. Dla mnie była szczególna, bo ostatnia, w której przygotowania się włączyłem. Co prawda mój tegoroczny wkład pracy nie był zbyt duży, ale wciąż mogłem uznać tę Palmę za swoją. Stąd kilka słów podziękowań – nie ludziom, bo to wolę zrobić „na żywo”, ale Palmie.

Kiedy myślę o PFF, wciąż mam przed oczami marzenia. Marzyło mi się, żeby festiwal stał się oazowym wydarzeniem na skalę całej Polski. Tak, żeby była samodzielna, elegancka gala na sali teatralnej lub kinowej. Żeby przyjeżdżali ludzie ze wszystkich diecezji, którzy włożyli w pracę nad filmowymi produkcjami mnóstwo wysiłków. Żeby mogli się spotkać, porozmawiać, poznać, zaprzyjaźnić – tworzyć wspólnotę młodych oazowiczów. I to były piękne marzenia i dobrze było je mieć blisko serca. Kto wie, może jeszcze kiedyś się spełnią?

Kolejna myśl, która przychodzi mi do głowy, również jest związana ze wspólnotą, ale bardziej w wymiarze mikro. Palma nauczyła mnie, że naprawdę nie aż tak ważne jest to co na wierzchu. Jestem święcie przekonany, że najistotniejszym elementem festiwalu były długie godziny spędzone we wspólnotach przy ich produkcjach. Wymyślanie scenariusza, dobieranie obsady, szukanie planów zdjęciowych, rekwizytów i strojów, próby, kolejne ujęcia, montaż, przebieranie w muzyce – cały ten ogrom pracy oraz emocje, które temu towarzyszyły oraz relacje, które dzięki temu zostały wzbogacone – to właśnie najważniejsze elementy PFF. Głosowanie, gala, statuetki, oceny – to już tylko wisienka na torcie (choć i ona jest potrzebna).

Jest jeszcze jedna rzecz, niezwykle dla mnie ważna. Przez te kilka lat przywiązałem się do organizacji festiwalu. Nie mogłem się doczekać kolejnych edycji i nowych filmów. Na moich oczach, nawet nie wiem kiedy, Palma zaczęła rosnąć, rozwijać się. Zaczęła żyć. Odczuwałem prawdziwą dumę, myśląc o owocach, które zaczynają się pojawiać i które jeszcze nadejdą. Miałem świadomość, że udało nam się stworzyć fantastyczną przestrzeń do rozwijania talentów, realizowania marzeń i wymiany spojrzeń na różne tematy. Nadszedł jednak czas rozstania. Palma rozwija się dalej, ale beze mnie i muszę przyznać, że jest to perspektywa, której wciąż się uczę – perspektywa rozstania. Można to porównać do spojrzenia rodzica, którego dziecko dorośleje i idzie swoją drogą. Myślę jednak, że znacznie bliżej jest tu do spojrzenia animatora, którego uczestnicy kończą formację. Nie obrażamy się na siebie, a raczej żegnamy z lekkim uśmiechem i tęskniącym wzrokiem. Z pamięcią, że razem było nam dobrze, zrobiliśmy wiele dobra, a jeszcze więcej będzie mogło powstać w przyszłości. Będziemy się widywać, ale już nieco inaczej.

Dzięki, Palmo.

…I gapi się na tę doniczkę mały Jasio. „Wychodzi? Nie wychodzi? Jakie będzie miała liście? Jakie łodygi, kwiaty, owoce? Co z niej wyrośnie? Może będzie jak paproć, przez którą przedzierają się dinozaury? Albo jak liany, po których skacze Tarzan? A może wypuści mocny, dębowy pień i grube konary, pod którymi drzemią zmęczeni herosi?” Tak to sobie marzy i marzy. A roślinka w ogóle się tym nie przejmuje, tylko sobie rośnie. A co z niej będzie – to się jeszcze okaże.

Zdjęcie: Seedling (CC BY 2.0) U.S. Department of Agriculture

1 komentarz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.