Patron prawdy

Patron prawdy

Staram się żyć w prawdzie. Nie lubię kłamstwa. Zarówno tego dosłownego, jak i tego, które po prostu nie pokazuje istoty rzeczy. Problem polega na tym, że żyjemy w medialnym świecie, który nieustannie serwuje nam „papkę” na temat różnych wydarzeń i ludzi. Rzadko pokazuje się istotę informacji – to, o co chodzi w niej naprawdę.

Jaka jest prawda?

To pytanie towarzyszy mi już bardzo długo. Myślę, że mogę je nawet nazwać najważniejszym pytaniem mojego życia. Niezwykłe jest w nim to, że pasuje do wszystkiego – do każdej okoliczności, każdego człowieka, również każdego mojego zachowania.

W ostatnim czasie zaliczyłem kolejne zderzenie z murem kłamstwa. Dotyczy ono sprawy dawnej, ale takiej, która wciąż nie została wyjaśniona i pozostaje najbardziej tajemniczą w historii współczesnej Polski. Chodzi o zabójstwo bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Być może to właśnie moje pragnienie prawdy, które styka się z jej kompletnym brakiem w przypadku tej zbrodni, powoduje, że tak ważnym tematem stała się ona dla mnie.

Jakieś dwa tygodnie temu na mojej uczelni, Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, miała miejsce konferencja zatytułowana: „Śmierć bł. ks. Jerzego Popiełuszki – nowe fakty”. To co tam usłyszałem trudno nazwać faktami. Znacznie lepiej nazwać je przypuszczeniami. W każdym razie tak zostało to przedstawione. W rzeczywistości prelegenci nie wychylili nosa poza ustalenia procesu toruńskiego. Co więcej, jeden z powszechnie szanowanych profesorów powiedział, że póki co nie ma żadnych logicznych dowodów na to, że hipoteza innego przebiegu wypadków z października 1984 roku jest prawdziwa. Tymczasem nie trzeba być profesorem, żeby wiedzieć, że proces toruński był zwykłą farsą. I wcale nie chodzi tu o to, że stawiam się ponad tego profesora. Po prostu ustaleń oficjalnego śledztwa nie da się już obronić. Dlaczego zatem na uczelni o wyraźnych korzeniach chrześcijańskich nie mówi się o tym głośno, a co więcej zamydla się ludziom obraz rzeczywistości? Ciężko orzec. A przynajmniej ciężko nie wyjść na „fanatyka teorii spiskowych”. Pozostaje wyrazić swoje zniesmaczenie.

Skąd zatem u „ szarego studenciny” dziennikarstwa taki niesmak? W minioną niedzielę miałem przyjemność spotkać się z Wojciechem Sumlińskim, dziennikarzem śledczym, który od lat zajmuje się badaniem śmierci ks. Popiełuszki. W ślad za ekipą śledczą prokuratora Andrzeja Witkowskiego dotarł on do naprawdę nieznanych faktów dotyczących tej zbrodni. Okazało się, że jest ona dużo bardziej skomplikowana, niż wydawało się na początku. Lista ludzi powiązanych z planowaniem zabójstwa oraz utrzymaniem oficjalnej wersji zawiera nazwiska osób, które wciąż piastują ważne funkcje państwowe i kościelne. Co ciekawe ani Wojciech Sumliński, ani prokurator Witkowski nie zostali zaproszeni na konferencję odbywającą się na UKSW. Ściślej rzecz ujmując, Sumliński pierwotnie był zaproszony do udziału w panelu, dopiero później – z „bliżej nieznanych powodów” – nie podtrzymano zaproszenia. Dlaczego? Myślę, że odpowiedź jest ściśle powiązana z odpowiedzią na pytanie z końca poprzedniego akapitu. Byłby to nie po linii. „Cieszmy się z tego, że ksiądz Jerzy jest błogosławionym, a resztę zostawmy w spokoju”.

Przeczytałem książki autorstwa Wojciech Sumlińskiego dotyczące zabójstwa kapelana „Solidarności”, a także rozmawiałem z nim osobiście. Dowody zebrane przez niego oraz prok. Witkowskiego dostatecznie podważają wersję toruńską. Dzięki temu nie ma logicznych powodów, aby dalej w nią wierzyć. Nawet biorąc pod uwagę działanie „nadzwyczajnej łaski Bożej”, jak chciał tego o. Gabriel Bartoszewski uzasadniający w ten sposób udany skok kierowcy ks. Popiełuszki z pędzącego 100 km/h samochodu. Ale może to moja wiara jest za mała?

Ksiądz Jerzy Popiełuszko wielokrotnie mówił w swoich kazaniach o prawdzie. Nie tylko o Prawdzie, którą jest Chrystus, ale także tej społecznej i politycznej. Dlatego dla mnie stał się on patronem prawdy. Jak zatem mógłbym prosić go o wstawiennictwo w poszukiwaniu prawdy w otaczającym mnie świecie, ignorując prawdę o jego męczeńskiej śmierci?

Zdjęcie: http://commons.wikimedia.org

Dodaj komentarz