Perfekcjonizm – zabójca

Perfekcjonizm – zabójca

Pięć skończonych fakultetów, egzotyczny język na koncie, dom wyglądający jak u Małgorzaty Rozenek, ciało Ewy Chodakowskiej, nienaganny makijaż i włosy bez wystających kłaczków. Żyjemy w czasach, gdzie perfekcjonizm pożera człowieka od środka, jest jego siłą (nie)napędową i weryfikatorem własnej wartości.

Kto nie chciałby żyć jak w bajce – z zakończeniem „długo i szczęśliwie”? Kto nie chciałby wyglądać jak z żurnalu, być lubiany i podziwiany? Kto nie chciałby, żeby otaczający go ludzie nie popełniali błędów, nie wkurzali, nie zawalali? Ja bardzo. Tylko co się dzieje, gdy dopiero wypełnienie wszystkich postawionych warunków jest uzasadnieniem do pokochania siebie lub drugiego człowieka?

Czy zdarzyło Ci się stwierdzić, że zaczniesz coś robić, kiedy „się ogarniesz”? Modlić po spowiedzi,  iść na zakupy ciuchowe jak schudniesz, zaprosić do siebie przyjaciół, kiedy posprzątasz? A może poprosiłeś kogoś o coś, a potem stwierdziłeś, że tylko straciłeś czas, bo sam zrobiłbyś to lepiej i szybciej? Bardzo ciężko dopuścić mi do siebie myśl, że nie jestem idealna. Denerwują mnie moje wady, słabe strony, chciałabym żeby wszystko mi zawsze wychodziło i by ludzie wokół byli jak idealna ja (istniejąca tylko w mojej głowie). Denerwuję się, gdy ktoś coś obiecuje i nie dotrzymuje słowa, gdy idę do spowiedzi z tymi samymi grzechami, gdy płaczę, kiedy bardzo chcę być silna. Jestem rozdarta, gdy ktoś nie spełnia 100% moich oczekiwań – bo właściwie jest wspaniały, ale w sumie brakuje mu...

Zastanawiam się ostatnio jak to się dzieje, że we wspólnocie, gdzie tyle czasu poświęcamy słuchaniu Słowa, formacji i poznawaniu Boga, wciąż spotykam się z marazmem, smutkiem, depresją, bylejakością i poczuciem przegrania w życie. Przecież osoby, które poznały Chrystusa, doświadczyły Jego miłości, powinny znać swoją wartość i wierzyć, że życie jest piękne i korzystać z niego pełną piersią!

Dlaczego tak często zaczynamy coś i tego nie kończymy? Dlaczego nie wierzymy, że jesteśmy w stanie zawojować świat? A jeśli wierzymy, to czemu tak mało robimy, by to osiągnąć?

Kiedy w mojej parafii posługiwał ks. Piotr Urbanowski, często mawiał, że to właśnie Ruch Światło-Życie powołany jest do tworzenia elity w Polsce, do zrobienia czegoś wielkiego. Czy tak się czujesz? Czy wiesz czego chcesz? Czy umiesz w ciągu minuty nazwać swoje mocne strony, zainteresowania, określić swoje plany na przyszłość?

Dlaczego odpowiadam przecząco na te pytania? Dlaczego się smucę, nie mam poczucia sprawstwa, nie wiem do czego włożyć ręce i sprawić, by coś z tego wyszło? U mnie do tej pory wszystko nie grało, bo czekałam, aż będę idealna, by się za coś zabrać – „zrobię to ale najpierw muszę…”. Pozornie nic w tym złego, ale drogi Przyjacielu, zapewniam Cię – nigdy nie spełnisz wszystkich oczekiwań, jakie masz wobec siebie. I nikt nie spełni wszystkich Twoich. Zawsze będzie coś nad czym będziesz chciał pracować, zmienić – coś, co będzie rozpraszać, czy ściągać w dół. Nie zachęcam tym samym do odpuszczania – nie. Zachęcam do tego, żeby pracować nad tym, co w Tobie dobre – nad rozwijaniem swoich mocnych stron i budowaniu obrazu siebie na nich. Zachęcam do tego, by wypisać sobie 10 pozytywnych cech i powiesić nad łóżkiem, by wiedzieć , która moja zaleta doprowadzi mnie do sukcesu (tak – sukcesu!). Zachęcam, by nie fiksować się na tym, co jest do poprawy, a zacząć wykorzystywać to, co w nas najlepsze!

Anegdoty warszawskie istnieją od września. Od września bez reklamy zdobyliśmy 4,5 tysiąca polubień, na naszych spacerach było łącznie ponad 1000 osób, odwiedziliśmy kilka stacji radiowych, napisali o nas tu i ówdzie – za darmo. Nie zrobiliśmy niczego, czego nie mógłbyś zrobić Ty. We wrześniu zaczynaliśmy zupełnie zieloni, ale zaczynaliśmy coś, co nie tylko dawało nam przyjemność, ale bazowało na naszych mocnych stronach i zainteresowaniach. Robienie tego i wspólna praca daje nam ogromną radość i satysfakcję, rozwija i powoduje wzrost, motywuje.

I chyba to jest właśnie klucz do sukcesu – domowy sposób na zakneblowanie perfekcjonizmu – zabójcy – miłość własna i samoświadomość, które nie pozwalają stygnąć nad wadami, a pobudzają do działania i wygrywania.

A wszystko na wyciągnięcie ręki – w Twojej wspólnocie.

Zdjęcie (modyfikowane/cropped): Angel Place (CC BY-NC 2.0) Yo photography

komentarze 3

  1. Wiola · 28 maja 2015 Odpowiedz

    Jej, dziękuję za ten tekst! Jest genialny! Dziękuję!!!!

  2. Radek · 29 maja 2015 Odpowiedz

    „To jest paradoks, że pragnienie bycia dobrym okazuje się największą przeszkodą do tego, aby naprawdę być dobrym – bo chcemy być dobrymi po to, żeby być z siebie zadowoleni, po to żeby móc „spocząć w sobie” z takim przyjemnym uczuciem: „no jednak udało mi się”, „jednak jestem dobry i osiągnąłem takie czy inne dobro”. a tymczasem przez to nasza pycha tylko się umacnia i ulegamy złudzeniom.” ks. Blachnicki

  3. Anna · 30 stycznia 2017 Odpowiedz

    Dzięki za ten tekst – rzeczywiście często sami czynimy z naszych wad przeszkodę na drodze do Boga. Błędnie sądzimy, że Bóg kocha nas tylko wtedy, gdy dążymy do doskonałości. Gdy pojawia się słabość, grzech Bóg dalej nas kocha. Niestety zdarza się, że z domu rodzinnego człowiek wynosi poczucie, iż na miłość, uznanie trzeba sobie zasłużyć. Ktoś decyduje za co można pochwalić a za co jeszcze nie. Bóg tak nie czyni! Na całe szczęście miłość Boga jest absolutnie bezwarunkowa i zawsze uprzedzająca

Dodaj komentarz