Perspektywa miłości

Perspektywa miłości

Słownik języka polskiego definiuje perspektywę m.in. jako „rozległy widok” oraz „punkt widzenia, z jakiego coś jest przedstawiane lub oceniane”. Wikipedia mówi jeszcze o „sposobie oddania” (trójwymiarowych obiektów i przestrzeni na płaszczyźnie). Perspektywa jest obecna również w fotografii – jako temat wielu dyskusji, książek i eksperymentów. Również nieraz mieliśmy okazję ujrzeć zabawę perspektywą, na przykład w wykonaniu artystów rysujących kredą na chodniku – gdy kilka pozornie przypadkowych kresek i plam okazywało się obrazem, ale widzianym tylko z odpowiedniej perspektywy.

Dość o tym. Wszyscy wiemy (mniej – więcej), czym jest perspektywa. Mamy również pewien obraz tego, czym (kim?) jest miłość. Każdy z nas ma pewne doświadczenia związane z miłością, pewne uczucia, wyobrażenia czy nadzieje. Wszystko to, w połączeniu z naszą wiarą, składa się w pewien obraz miłości. Tutaj ciężko mi teoretyzować, a poza tym wiele w temacie już zostało powiedziane. Ja chciałbym się dzisiaj skupić na jednym „rodzaju” miłości, popularnie zwanym agape. Osobiście wolę określenie „miłość braterska”, czy też „miłość życzliwa” – bo bez specjalnego tłumaczenia wiadomo, o co chodzi.

Do rzeczy. Każdy z nas idzie przez życie podejmując bardzo wiele decyzji. Każdą decyzję sami sobie jakoś uzasadniamy, nieraz się kogoś radzimy, niektórzy z nas pewne decyzje rozeznają. Mamy również obserwacje dotyczące świata wokół nas – osób, zjawisk, wydarzeń, relacji. Na to nakłada się nam jeszcze nasza historia życia – rodzina, dom, środowisko, w którym wyrośliśmy. Mamy również wiele opinii, które czerpiemy od innych – od znajomych, od autorytetów, z gazet bądź z facebooka czy demotywatorów. To wszystko ma wpływ na to, co myślimy, czujemy i mówimy. Część świadoma i podświadoma. Bodźce werbalne i niewerbalne. Te rzeczy mogą być dobre lub złe, mogą też być zupełnie neutralne – ale są naszym bagażem i wędrują z nami przeż życie, czy tego chcemy, czy nie. Układają się w swego rodzaju skorupę – bywają pancerzem, który chroni przed wybojami życia, ale też bywają garbem, który w owe wyboje wgniata.

Sytuacja zaczyna się robić ciekawa, kiedy tacy obładowani swoją skorupą spotykamy drugiego osobnika, który ma tyle samo różnych życiowych „naleciałości”. On niesie swoją skorupę, której nie widzimy, ale mimo to jest obecna w naszej relacji. Rozpoczyna się delikatne poznawanie się, odsłanianie pewnych elementów swojego życia. Zawsze jednak część z nich pozostaje zakryta. Nigdy nie poznajemy drugiej osoby „do końca”. Najczęściej możemy się jedynie domyślać, dlaczego ktoś coś akurat wtedy powiedział, albo dlaczego zareagował tak czy inaczej. Nasze życiowe doświadczenia zaczynają się ścierać i zaczynamy zauważać różnice – co innego jest dla nas trudne, co innego jest dla nas ważne. I takie drobne różnice mogą być naszym bogactwem, ale mogą też być zarzewiem konfliktu.

Miałem okazję w minionym roku szkolnym/akademickim skonfrontować trochę spraw, które dla mnie (i nie tylko dla mnie) były jasne i oczywiste, z innym punktem widzenia. Z punktem widzenia, który dalece odbiegał od mojego. Z opinią kogoś, o kim mogę powiedzieć, że nasze „skorupy” przez długi czas się nie spotkały, nie miały okazji się trochę nadkruszyć i przed sobą otworzyć. Co więcej, takich punktów widzenia objawiło się sporo. Miałem bardzo unikalną okazję zobaczyć inną perspektywę i okazało się, że wystarczy chwila nieuwagi i wszystko wywraca się do góry nogami. Służba staje się wysługiwaniem, uprzejmość – podlizywaniem, uśmiech – oszustwem i wiele, wiele innych rzeczy bardzo dobrych może zostać dostrzeżone jako zło.

I tutaj dochodzę do tytułowej perspektywy miłości. Uświadomiłem sobie bowiem, że ja też mam takie momenty, że myślę o ludziach źle. Że czuję do kogoś niechęć, że interpretuję jego zamiary jako złośliwe. Mam w swoim życiu ludzi, których odrzucam ze względu na ich zachowanie, słowa, które wypowiadają czy postawę, którą sobą reprezentują. Często ich nie znam za dobrze, ale to co wiem, wystarcza mi, żeby się zbytnio nie zbliżać. W krótkich, prostych słowach – oceniam, zamiast kochać. Zapominam o skorupie, o całym bagażu, jaki dana osoba ze sobą niesie. Perspektywa, z której patrzę, jest czysto ludzka – nie ma tam chociażby zalążka miłości, którą Bóg dał człowiekowi. A przecież to ja, chrześcijanin, powinienem być ambasadorem Miłości na ziemi! Powinienem na każdego patrzeć z miłością i wyrozumiałością – nie wiem przecież, skąd przyszedł i co przeżył. Nie mam w sobie pokory, żeby przyznać, że mało wiem, jest za to pycha, która każe oceniać.

Ten post powstawał dobre kilka miesięcy. Kilka miesięcy obserwacji, rozmów, wydarzeń, chwil radosnych i trudnych. Mógłbym nawet poetycko powiedzieć, że „napisało go życie” 🙂 Dostrzegłem w swoim życiu perspektywę nie-miłości i mam silne pragnienie zmieniać ją na Bożą perspektywę, na wzrok pełen miłości i zaufania do zamiarów każdego, kto staje na drodze mojego życia. Żaden (lub prawie żaden) człowiek nie ma przecież złych intencji – ludzie są z natury dobrzy, jednak cały czas nie umiemy nawzajem wyjrzeć zza swoich skorup i spróbować spojrzeć na siebie z miłością. Mam nadzieję, że mój post zmotywuje mnie, żeby tak właśnie patrzeć na świat.

Z Panem Bogiem!

Zdjęcie: Snail Shell in the Evening Sun (CC BY-NC-SA 2.0) MacPepper

komentarze 4

  1. Magda Szostakowska · 3 lipca 2015 Odpowiedz

    Dobre, bo uczciwe 🙂

  2. Bartek Chudzik · 3 lipca 2015 Odpowiedz

    Adamie, szczerze mówiąc czekałem na taki tekst spod Twojego pióra.

    Good Job

  3. Kamil Karzyński · 4 lipca 2015 Odpowiedz

    Jakże często ja sam zapominam o swoistej skorupie, którą niesie druga osoba. Bardzo prawdziwe i jakże potrzebne słowa w moim życiu. Zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach. Dzięki!

  4. Natalia Zubkowicz · 5 lipca 2015 Odpowiedz

    Z każdym tekstem coraz bardziej porywa i motywuje wasza strona 🙂
    Dziękuję Bogu, że trafiłam wtedy do wsi Kłodne (btw.jak to odmienić? Do Kłodnego? 😉 ).
    Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam :-*

Dodaj komentarz