Plemiona

Plemiona

Niedzielna Msza Święta – zwykła, parafialna. Wpadam nieco przed dzwonkiem, 3 sekundy na uspokojenie oddechu – biegłam, by zdążyć. Znajduję miejsce w swojej ulubionej nawie. Siadam. Msza się zaczyna. Naraz za mną wchodzi chłopak. W mowie ciała nie widać jednak oznak spóźnienia. Pewnym krokiem zmierza ku mojej ławce. Siada z pewnym ociąganiem. I się zaczyna… Wyraźnie znudzony rozgląda się w poszukiwaniu kolegów, wymachuje do nich rękami, w końcu wyciąga telefon (pewnie sprawdza ile czasu do końca). Jest w jakimś rozedrganiu, wybija ostentacyjnie rytm na kolanach, poprawia mankiety spodni raz po raz (wiadomo, wygląd ma znaczenie). Jest męcząco ruchliwy a we mnie narasta złość a zarazem poczucie wyższości. Już układam w głowie celne zdania, którymi sprowadzę go na właściwe miejsce 😉

Socjologowie bajają o mitycznych plemionach – pokoleniu X, Y i (niekiedy już) pokoleniu Z. Plemiona z definicji bywają sobie wrogie. Każdy skupiony wokół własnych zasad, wartości – przekonań, które wydają się innym nielogiczne, wręcz dziwne.

  • Pokolenie X – syci 30-latkowie, doświadczają już pewnych sukcesów, mają widoki na przyszłość. Nieco już jednak znudzeni swoją stabilną egzystencją – sięgają po różne umilacze w życiu (stać ich)!
  • Pokolenie Y – to dobre wykształcenie i duża pewność siebie, odbierana przez starszych jako arogancja. Przekonanie o tym, że świat stoi przed nimi otworem zderzają z trudnym światem dorosłych, co niesie sporo rozczarowań. Słynny ruch oburzonych – bolesna konfrontacja aspiracji z realnością.
  • Pokolenie Z – podstarzała ”gimbaza”. Digital Born mawia się o nich. Nie znają świata bez Internetu, analog staje się dla nich już niemal światem archeologicznym. Są pewni siebie pewnością łatwego życia a jednak zagubieni, bez realnych autorytetów.

Różne światy wartości, różne galaktyki doznań i gustów! Jak mamy się porozumieć?

*

Faktycznie wiele nas dzieli. Tak, tak wiem, że bywamy nazwani pokątnie dinozaurami 🙂 Nie zmienia to jednak faktu, że jest przestrzeń, w której możemy się nie tle nawet widywać, co spotykać.

Tą przestrzenią jest wiara. Chcę Wam zwrócić uwagę – jak to jest uniwersalny świat, do którego możemy zaprosić każdego i nagle nieoczekiwanie poznamy wspólny język, który nas do siebie zbliży. To język miłości. Może to i banał, ale skoro tak – to czemu tak wiele jest potknięć na tym polu?

Po ludzku nie interesuje mnie to, co ma w głowie 15-latek, z łatwością spojrzę na niego z wyższością. Po ludzku trudno mi będzie dyskutować z tymi, którzy już nie przeczytali pewnych lektur ale za to świetnie poruszają się w świecie symboli popkultury. Uczciwie mówiąc myślę, że nie bylibyśmy przyjaciółmi gdyby nie Kościół, wspólna wiara i uniwersalny język miłości bliźniego. Po ludzku przecież zbyt wiele nas różni!

A jednak choć moje sacrum niekiedy złowieszczo zgrzyta, gdy wedrze się w nie dziko przedstawiciel pokolenia Z, to stajemy ramię w ramię, by opowiadać sobie o galaktykach naszej wiary 🙂

*

Uff, na szczęście się opanowałam, wszystkie moje „złote” myśli zostały tylko w mojej głowie. Ani gestem, ani spojrzeniem nie dałam do zrozumienia mojemu sąsiadowi jak bardzo mnie drażni. A pod koniec Mszy byłam nawet w stanie podziękować Bogu za jego inność i że z całą tą innością jest w Kościele 🙂

Zdjęcie: la diversité des pommes et des poires (CC BY-SA 2.0) Alexandre Dulaunoy

komentarze 3

  1. Radek · 25 lutego 2016 Odpowiedz

    Kocham liturgię! Dlatego… nie jestem zgorszony takim zachowaniem młodych ludzi. Gdyby ktoś zobaczył, jak wygląda nasza domowa wieczorna liturgia – jak w tym fragmencie z „Władcy Pierścieni”: „My dear People, began Bilbo, rising in his place. ‚Hear!Hear!Hear!’ they shouted, and kept on repeating it in chorus, seeming reluctant to follow their own advice” Celowo piszę w oryginale, aby pokazać na tym przykładzie, że msza święta jest dla większości uczestników ciągiem niezrozumiałych znaków. Jako oazowicze przeszliśmy mistagogię i co nieco rozumiemy. A pozostali? Wszyscy ochrzczeni są przecież wezwani do świadomego, czynnego i pełnego udziału w liturgii na mocy kapłaństwa powszechnego…

  2. Sylwia · 3 marca 2016 Odpowiedz

    Bardzo dobry tekst! Też tak mam i też się zżymam z poczuciem wyższości, patrząc na niczym niezainteresowaną gimbazę. Choć to nie tylko do nich się odnosi. Czasem widzę w ławce obok osobę, którą normalnie rozerwałabym na strzępy dla dobra ludzkości. A podczas Eucharystii Pan Bóg przychodzi z Duchem jedności. To jest możliwe tylko w Kościele!

  3. Magda Szostakowska · 25 maja 2016 Odpowiedz

    Sylwio – fajnie, że czasem też ktoś tak ma jak ja 🙂

Dodaj komentarz