Bez kategorii

Płomień Tańczący Na Grobowcach Wrogów

Patryk spojrzał z zatroskaniem na swoje podręczniki i zeszyty walające się po chodniku. Jeden z nich wylądował nawet w niewielkiej kałuży. „Mam nadzieję, że to nie od polskiego” – przemknęło chłopcu przez myśl.

– Co jest śmieciu? Nie możesz się podnieść? – Wyzwiska i wulgaryzmy wylewały się na leżącego w brudzie ulicy Patryka z kilkunastu złowrogich gardeł. Z gardeł, które należały do jego najbardziej znienawidzonych wrogów, pastwiących się nad nim już od kilku miesięcy. Z gardeł jego klasowych kolegów.

– No dalej, rusz ten twój śmierdzący tyłek! – krzyknął ktoś i splunął na i tak już uwalaną błotem kurtkę leżącego chłopca. „Co ja powiem mamie.” – Kolejna zatroskana myśl ukuła jego umysł niczym szpila. – „Znowu będzie się zamartwiać.”

Myśl o matce zapaliła w nim iskierkę jakiegoś nowego uczucia; coś na kształt buntu przeciw otaczającej go niesprawiedliwości; coś jakby niezgody wobec ewidentnej krzywdy, wyrządzanej nie tylko jemu ale i tym, których kochał. Iskierka zapaliła się i nie chciała już zgasnąć. Podsycana kolejnymi wyzwiskami i szturchnięciami niczym podmuchami wiatru zaczynała przeobrażać się w płomień. I to nie małych rozmiarów…

Patryk zacisnął pięści, hamując cisnące się nagle do oczu łzy, zebrał się w sobie i dźwignął się na rękach, próbując wstać.

– Patrz, gramoli się! – ktoś krzyknął. Patryk uniósł lekko głowę i spojrzawszy w górę napotkał wzrok Kamila. Rosły, jak na swój wiek chłopak, właśnie unosił w górę rękę z pomarańczą. Skrzyżowanie dwóch spojrzeń spowodowało chwilowe zawahanie oprawcy, tak jakby resztki sumienia walczyły jeszcze ze stadnym zewem krwi. A może jakiś instynkt samozachowawczy dostrzegł nieznany dotąd płomień w oczach ofiary. Nie trwało to jednak długo. Ręka klasowego lidera opuściła się szybko wypuszczając pomarańczę, która z ogromną siłą trafiła Patryka w głowę.

Płomień rozlał się po całym ciele na wpół leżącego chłopca, a gorące języki ognia wypełniały każdy z jego członków nie znaną dotąd energią, która domagała się ujścia na zewnątrz!

Głosy wokoło umilkły. A może raczej zostały zagłuszone przez trzask płomieni spalających Patryka od środka. Widział bowiem poruszające się usta i te same co przed chwilą wykrzywione nienawiścią twarze rówieśników. A szczególnie tę jedną, która teraz z drwiną pochylała się w jego stronę. Płomień zatańczył żywiej w okolicach serca i ścisnął je niczym pierścień, tak że niemal podskoczyło chłopcu do gardła. Nogi same zgięły się pod nim, a potem wyprostowały gwałtownie wyrzucając całe ciało w górę niczym sprężyna, na której szczycie umieszczona była zaciśnięta pięść.

Nos Kamila eksplodował fontanną czerwieni, kiedy ten nie zdążył zasłonić się przed nadlatującym znienacka ciosem. A już sypały się następne. I chociaż chłopak próbował desperacko osłaniać się rękami, większość z uderzeń dolatywała do głowy, majtając nią niczym balonikiem na kijku.

Okrzyki widzów już dawno zamarły im w gardłach i teraz dało się słyszeć tylko miarowe uderzenia pięści o kości twarzy Kamila, kiedy ten, już nie zdolny do obrony leżał przygnieciony przez dużo mniejszego przeciwnika. Pożar buchający wewnątrz Patryka zamiast zmniejszyć się, rozszalał się na dobre, przysłaniając wzrok czerwonymi językami ognia. A może to była krew tryskająca z wielu ran i skaleczeń na twarzy leżącego chłopca i pokrywająca obficie dłonie, rękawy, a nawet bluzkę zwycięzcy.

Kiedy wreszcie się zatrzymał i wewnętrzny żar odrobinę zelżał, Patryk przeniósł wzrok ze zmasakrowanej twarzy Kamila na otaczający ich tłum. Zadziwiło go, gdy uczucie wymalowane na otaczających twarzach zidentyfikował jako strach. I to strach przed nim! Dysząc ciężko, wciąż zaciskając kurczowo pięści podniósł się powoli, a widzowie cofnęli się niemal równocześnie. Stał tak przez chwilę omiatając wzrokiem zebranych, po czym spojrzał pod nogi i wzdrygnął się. To co leżało w szybko powiększającej się kałuży krwi w niczym nie przypominało klasowego osiłka i niedawnego oprawcy. Ale co najgorsze, Patryk nie mógł dostrzec w tym czymś nawet cienia ruchu, tak jakby nie patrzył na ciało ludzkie ale na jakiegoś treningowego manekina. Taniec dobiegł końca.

*    *    *

Kamil potrząsnął lekko głową wyrywając się z chwilowego osłupienia, a dziwne, niewyraźne uczucie zniknęło prawie bez śladu. Spojrzał jeszcze raz w oczy kolegi, podpierającego się ciężko na rękach pośród porozrzucanych dookoła zeszytów i książek – dziwny i niepokojący płomień wciąż tańczył w spojrzeniu Patryka. Górujący nad nim osiłek zawahał się, po czym powoli opuścił rękę ze ściskaną w niej pomarańczą, która upuszczona pacnęła o chodnik pękając i wypuszczając sok. Otaczający ich tłum wydał z siebie pomruk zawodu; liczyli na dalszy ciąg rozrywki, na coś naprawdę spektakularnego. A tu taki zawód.

Kamil jednak nie zwracał już na nich uwagi. Odwrócił się na pięcie i rzucając krótkie – Spadamy stąd! – zdecydowanym krokiem ruszył poprzez rozstępujący się tłum, a grupa czterech chłopców podążyła za nim niczym wierne psy.

*    *    *

Po upływie zaledwie minuty Patryk został sam. Wpatrywał się jeszcze przez jakiś czas w leżący przed nim popękany owoc, a dziwny nieznany dotąd płomień dopalał się w jego wnętrzu, aby już po chwili zniknąć bez śladu. Pozostał już tylko dobrze znany smutek, uczucie odrzucenia oraz ta dominująca nad wszystkim bolesna myśl – „Co ja powiem mamie?”

Odszukawszy w sobie jakieś ukryte głęboko rezerwy sił chłopiec dźwignął się ciężko, pozbierał rozsypane rzeczy do plecaka i ruszył w stronę domu. „Jutro znowu szkoła” – pomyślał i typowe uczucie strachu ścisnęło mu gardło. Jednak tym razem nie przybyło w pojedynkę. Towarzyszyła mu dyskretna, prawie niezauważalna iskierka, czekająca tylko na odpowiedni powiew wiatru, aby wybuchnąć niepowstrzymanym płomieniem…

I zatańczyć…

Zdjęcie: flame (CC BY 2.0) netlancer2006

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.