Poza strefą

Poza strefą

Z pewnością każdy z nas zna jakąś kobietę, którą podziwia. Nieważne za co, powodów jest zazwyczaj wiele, bo kobiety są wspaniałe i nie muszą tego nikomu udowadniać. A mimo to często same w to nie wierzą…

Pamiętacie jak w przedszkolu rysowaliście swoją rodzinę? Te koślawe nibyludki i psa przypominającego raczej jego budę? A pamiętacie, kto był najbardziej z tych gryzmołów dumny? Z moich była dumna mama. Za próbę oddania tego, że tata jest łysy. Za to, że wybrałem więcej niż trzy kolory. I pewnie za to, że dorysowałem Jej, sam nie wiem dlaczego, dodatkową parę rąk. Bo moja mama radziła sobie z domem może nie najlepiej na świecie, ale musiała mieć dodatkowe ręce, żeby pracować, gotować, sprzątać i zająć się niesforną „dwójką Przybyszewskich, którą słyszy całą kamienica” oraz tatą – czasem trzecim dzieckiem. Ogarniała, choć nie zawsze doskonale, choć nie zawsze się chciało. Moja mama nie jest ideałem, ale na pewno wpakowała kawał serca w to wszystko.

A macie taką koleżankę, co łączy sto pięćdziesiąt różnych rzeczy i nie ma czasu na nic, bo siedzi w pracy, a po pracy leci na drugi koniec świata, żeby zobaczyć miejsce, o którym marzyła? Albo taką, która „już ucieka”, bo ma zajęcia z Bóg wie, czego i takich swoich „albo” ma mnóstwo. Siłownia, następny język do nauczenia, może jakaś podyplomówka, wolontariat… Wielu z nas ma i z wyrozumiałością patrzy na jej roztrzepanie, które nie przysłania pasji i marzeń. Ja swoim koleżankom zazdroszczę tego, że potrafią podporządkować swoje życie celom, jakie chcą osiągnąć i że je realizują. Bo są słowne same wobec siebie i nie dezerterują.

A może uczyły Was nauczycielki, których nie łatwo było lubić: jędze, czepialskie, najmądrzejsze, a mimo to lubiliście je najbardziej? Które oprócz tego, że dwa razy dwa to cztery, pokazywały, że może być pięć albo, że są ludzie, którzy chcieliby, żebyśmy tak myśleli. Nie? To kiepsko. Tak? Cudownie! Ja najbardziej za takie dziękuję. Bałem się ich, nie wiedziałem czemu się czepiają albo dlaczego chcą, żebym robił więcej niż umiem. W sumie dalej czasami nie wiem, co chciały. Wspomniana już kiedyś babcia Woźniak to była kobieta-konkret. Nikt jak ona nie pokazał mi, że czyny muszą mieć konsekwencje, a jeśli jestem mężczyzną i rzucam słowa na wiatr, to nim nie jestem.

A Marie znacie? A dokładnie trzy: Matkę Jego i siostrę Matki Jego, Marię, żonę Kleofasa, i Marię Magdalenę? Stały pod krzyżem. Patrzyły na cierpienie, pewnie płakały, ale zdobyły się na większą odwagę niż jedenastu apostołów – pierwszych do dzielenia się władzą i pysznienia się ze znajomości z Jezusem.

To, co wyróżnia i łączy kobiety o których napisałem to umiejętność wychodzenia poza strefę swojego komfortu. Coś, co trzeba podziwiać i warto się tym zachwycać. Oczywiście kobiecość to nie tylko walka czy cierpienie, ale nie jestem ekspertem, więc nie będę próbował się wgłębiać temat, ale tej umiejętności wychodzenia z ciepełka i działania po prostu zazdroszczę. Obserwuję siebie i moich przyjaciół. Chyba łatwiej nam schować się za podwójną gardą czy wejść w klincz niż pójść z życiem na zwarcie.

***

Panowie, dziękujmy Bogu, że mamy takie kobiety i przepraszajmy, jeśli czują się niekochane, niedocenione i zalęknione. Nasza rola w tym, żeby tak nie było, żeby słyszały od nas dobre, prawdziwe słowa. Tak po prostu. Bez nich dalej bylibyśmy jaskiniowcami osłaniającymi się narzutą z wołowej skóry. Mogę się o to założyć.

Zdjęcie: BULLE (CC BY-NC-ND 2.0) FREDBOUAINE

komentarzy 5

  1. perp · 27 maja 2016 Odpowiedz

    Dzięki Artur za ten tekst, chyba czas uwierzyć w siebie 🙂

  2. Kamil Karzyński · 27 maja 2016 Odpowiedz

    ” Ja swoim koleżankom zazdroszczę tego, że potrafią podporządkować swoje życie celom, jakie chcą osiągnąć i że je realizują. Bo są słowne same wobec siebie i nie dezerterują.”
    Nie tylko Ty zazdrościsz – ja również. Uczę się tego od wielu, wielu lat, ale dopiero w ostatnich dwóch miesiącach zaczynam być słowny wobec samego siebie. Niesamowicie mi w tym pomaga… bieganie, bo w pewien sposób porządkuje mój dzień i zmusza do działania, a nie gadania o dyrdymałach i dubach smalonych.

  3. Paulina · 27 maja 2016 Odpowiedz

    Najbardziej odpowiednie słowa w trudnej dla mnie chwili – jestem pewna, że sam Autor nawet nie zdaje sobie sprawy, ile tym tekstem zdziałał dobrego. Z całego serca dziękuję!

  4. Asia · 28 maja 2016 Odpowiedz

    Mi się szczerze mówiąc nie podoba się ten post, głównie ze względów kompozycyjnych. Chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej o tej cesze, jak ją autor widzi, jakby ją zdefiniował, a co najważniejsze, co można zrobić, żeby ją wprowadzać w życie, skoro jest godna naśladowania. Zamiast tego otrzymuję masę przykładów i informacji o życiu autora, by pod koniec stwierdzić z niesmakiem „to o to chodziło?”. Mam poczucie „przegadania” tematu, krążenia wokół, zamiast chociaż prób wydobycia głębszego sensu. Może jestem wyjątkiem, ale bardzo często, gdy zaglądam na Tamaryszka natrafiam na tekst słaby lub co najwyżej przeciętny. Chciałabym znaleźć coś, co pociągnie moje serce i duszę do przemiany życia, do nawrócenia, nawet w jakiejś mniejszej sferze. A na zdecydowaną większość tekstów, które przeczytałam, moją jedyną reakcją jest „mhm” w myślach i powrót do codziennych spraw. Nie jestem pewna, w jaki target celujecie, ale może warto pomyśleć o czymś ambitniejszym? Pójść nie w ilość autorów, ale w jakość ich tekstów? Bo blogów o podobnej tematyce i poziomie można znaleźć w internecie naprawdę mnóstwo. Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszym działaniu 🙂

  5. Magda Szostakowska · 28 maja 2016 Odpowiedz

    Asiu – dzięki za to, co napisałaś 🙂 Piszę w imieniu autorów – przyjmuje Twój komentarz … postaramy się, choć pewnie teksty nasze są sumą nas samych i dlatego są takie, jakie są 🙂 Niemniej jest to z pewnością powód by się bardziej starać 🙂 A powiedz (z ciekawości pytam), co by było dla Ciebie interesujące, o czym chciałabyś pod Tamaryszkiem przeczytać? Magda
    PS. Nawet jeśli nie zawsze spełniamy oczekiwania – dzięki, że do nas zaglądasz 🙂

Dodaj komentarz