Pozwól sobie na wrażliwość

Pozwól sobie na wrażliwość

Moja przygoda z muzyką zaczęła się we wczesnych latach dzieciństwa. Kochałam dźwięki, miałam słuch i byłam raczej utalentowanym dzieckiem, ale moi rodzice nigdy nie pokusili się o wysłanie mnie do szkoły muzycznej. W gimnazjum zaczęłam śpiewać. Zdecydowanie bez perspektyw na karierę. Przez całe swoje życie słuchałam różnej muzyki. Od rocka przez hip-hop, disco polo, alternatywę, reggae, czy techno… właściwie słuchałam wszystkiego – poza muzyką klasyczną.

„Muzyka klasyczna uspokaja i wycisza” mówili, „przy muzyce klasycznej dobrze się uczyć” mówili. Ja jej nie cierpiałam. Doprowadzała mnie do stanu rozstrzęsienia, denerwowała, wywoływała we mnie agresję. A potem dostałam pracę. Od trzech lat moje życie zawodowe obraca się wokół młodzieżowej orkiestry symfonicznej. Ale i tam jakoś radziłam sobie z moją niechęcią. Potrafiłam się wyłączyć, nie słuchać, nie skupiać na tym, co słyszałam przez 2-3 tygodnie moich wakacji. Ładnie grali, miło było ich posłuchać, ale jakoś dawałam radę przejść nad tym wszystkim bez zbytniego emocjonalnego zaangażowania.

Przez całe swoje życie chodziłam w przekonaniu, że jestem hardą babą – twardą, silną, niewzruszoną. Wszelkie oznaki mojej wrażliwości traktowałam jak chorobę psychiczną, tłumacząc swojemu środkowi co ma czuć i dlaczego nie mogę reagować właśnie tak. Ostatnie miesiące mojego życia weryfikują mnie i świadomość tego jaka jestem. I wiecie co? Jestem zupełnie inna, niż przez całe życie myślałam. Co mogę napisać? Po 25 latach życia, okazało się, że jestem wrażliwa, przeżywam rzeczywistość, dotyka mnie życie, często przechodzą mnie ciarki, wzruszam się, płaczę, denerwuję, pozwalam sobie na słabość. Co ma do tego muzyka? Muzyka sprawia, że słyszę swoją duszę, zamykam oczy i kontempluję, przeżywam każdą nutę, serce odnajduje w niej to, czym teraz żyję, pokazuje przeszłość i pragnienia. A znienawidzona muzyka klasyczna staje się stałym elementem dnia, nie tylko ze względu na pracę. Dlaczego tak jej unikałam? Żadna inna muzyka nie wzbudza we mnie takich przeżyć, żadna nie jest tak prawdziwa i piękna, żadna nie wchodzi w dialog ze mną i nie gra na tych strunach, które normalnie trudno jest poruszyć.

Pozwól sobie na wrażliwość. Wiem, że boisz się, że dostaniesz za to po tyłku, że ludzie to wykorzystają, że wystawisz się na pośmiewisko. Ale pozwól sobie być sobą, poznać się – chociaż przez kilka minut dziennie.

PS

A muzyczkę jakąś mogę podrzucić ;).

Zdjęcie: self portrait i took tonight (CC BY-NC-ND 2.0) Chris Murray

 

komentarze 4

  1. Kamil Karzyński · 3 marca 2016 Odpowiedz

    Przeżyłem podobną historię, jednakże z małym wyjątkiem: w miejsce muzyki klasycznej należy wstawić jazz.
    O ile pamiętam, muzyka klasyczna zawsze mnie poruszała (zresztą uwielbiam nowoczesne interpretacje Mahlera czy Vivaldiego w wykonaniu Fennesza, czy Maxa Richtera). Jednakże do jazzu nie dorosłem. Aż wpadłem na historię nawrócenia Johna Coltrane’a – wtedy wszystko się zmieniło. Jakie było moje zdziwienie, gdy pod warstwą niespójnych i dziko rozedrganych dźwięków (wręcz noiseowych), pojawił się wzór i głębia muzyki. Niesamowite przeżycie.

    • Marta Lasecka · 3 marca 2016 Odpowiedz

      Kamilu, dziękuję za komentarz!
      a Johna dodałam do swojej kolejki odtwarzania! 🙂

  2. JacobLucas · 3 marca 2016 Odpowiedz

    A czy autorka słuchała tego?
    https://www.youtube.com/watch?v=v_pn_cVqGJQ
    tylko to na dłuższy wieczór

    I niech jeszcze tego posłucha:
    https://play.spotify.com/album/0r4GFRfqrmiLUGsNYKCbfH
    tylko tu niech będzie cierpliwa w odkrywaniu

    🙂

    • Marta Lasecka · 6 marca 2016 Odpowiedz

      Tak, Górecki zdecydowanie wymaga ode mnie cierpliwości, choć tak naprawdę, to drugi utwór jest mi zdecydowanie bliższy i łatwiejszy w odkrywaniu, niż pierwszy :).
      Dziękuję!

Dodaj komentarz