Prowokacja młodości

Prowokacja młodości

Jestem miłośnikiem młodości. Więcej – jestem zakochany w młodości! Zresztą zdaje się, że każdy lubi być młodym, czuć się młodym, przebywać z młodymi. Nie ma w tym nic dziwnego; jest się wtedy na ogół zdrowym, ma się dużo sił, brak zmarszczek oraz siwych włosów, jest mniej problemów (przynajmniej pozornie), jest czas na rozrywkę, praca nie jest aż tak ciężka. W dwóch słowach – dolce vita! Problem polega jednak na tym, że młodość jest osaczona przez starość.

W tym momencie Czytelnik powinien poczuć powiew grozy, a zagrany w tle dżingiel winien przywołać wspomnienia z ostatnio oglądanego filmu mistrza Hitchcocka. Nic takiego się jednak nie dzieje, a ja muszę nieco sprostować swoją wypowiedź. Nie jestem przeciwnikiem sędziwego wieku, doświadczenia i mądrości, która z niego wynika. Co to, to nie! Jakże mógłbym wtedy kochać moją Matkę Kościół? Chodzi mi o rzecz bardzo subtelną… a nie, jednak nie aż tak subtelną, ale właśnie bardzo irytującą dla mnie – młodego. W takim razie, o co mi tak właściwie chodzi?

Rozmawiałem ostatnio z moim kolegą na temat sytuacji administracyjno-organizacyjnej w strukturach ZHP oraz innych organizacjach harcerskich na terenach Polski. Okazuje się, że o ile Skauci Europy trzymają się jeszcze całkiem nieźle, to ZHR oraz w dużo większym stopniu ZHP popadają w jakiś okropny obłęd pod względem adekwatności i aktualności dyrektyw oraz rozporządzeń płynących z „góry”. „Górę” tę stanowią starzy ludzie. Powtarzam – nie jestem przeciwnikiem doświadczenia i mądrości. Jestem przeciwnikiem zgrzybienia i oderwania od rzeczywistości. Jak powiedział mój rozmówca: „Ci starzy ludzie zajmują dobrze płatne państwowe posadki (ZHP). Od tego dobrobytu w głowach im się przewraca i kombinują, co by tu wymyślić dla współczesnych druhów. A trzeba zaznaczyć, że są to ludzie, którzy ostatni raz harcerza widzieli 30 lat temu i ich pomysły nie są ani trafne ani nawet atrakcyjne”. To smutne. Smutne były też przykłady tych „wspaniałomyślnych” przepisów, ale nie będę ich tu przytaczał. Grunt, że mój kolega jest wiarygodnym źródłem (drużynowy Skautów Europy raczej zna się na rzeczy) i można uwierzyć mu na słowo.

Muszę też przyznać, że wcale mnie nie zdziwiły słowa mojego kolegi. W trybikach Ruchu Światło – Życie też coś skrzypi. Zastanawiam się tylko, czy to młode śrubki i kółka zębate nie pasują do całego mechanizmu, czy też te stare i pordzewiałe należałoby sukcesywnie wymieniać. Tempus fugit. Czas ucieka i wydaje mi się, że technologie w mechanizmach należy aktualizować. Mimo, że w swoim czasie pracowały wyśmienicie. W każdym razie gdzieś tam, na „górze” (a może „górce”?), ktoś przestał rozumieć młodzież, przestał dostrzegać jej realne potrzeby, przestał żyć ich życiem i przestał się z nimi spotykać. Niedobrze, bo wciąż ten „ktoś” (nie chodzi mi tu o jedną osobę, a raczej cały zespół ludzi) wciąż ma wiele do powiedzenia w kwestiach młodych i sprawuje nad nimi władzę.

Problemem jest to, że rzeczywistość jest dużo bardziej dynamiczna, niż mogło by się zdawać każdemu z żyjących na Ziemi pokoleń. Te starsze patrzą w przeszłość i przez pryzmat swoich doświadczeń bujają w obłokach przyszłości, wpisując w nie, żyjącą swoją teraźniejszością, młodzież. Wpadają w ten sposób w pułapkę zdezaktualizowania i wciągają w nią tych, dla których chcą przecież dobra.

Czy to przynosi dobre owoce? W mojej ocenie – nie. Wystarczy spojrzeć, w ilu młodych sercach zrodził się bunt. Bunt, który nie znalazł dobrego i konstruktywnego ujścia, ale spowodował kwas, zawiść i rezygnację. Nie chodzi przecież o to, aby młodzież wtargnęła teraz do siedzib swoich przełożonych i z donośnym okrzykiem „Ałła!” zdetronizowała ich i w pełnej swobodzie zaprowadziła tzw. „nowy porządek”. Mój mistrz G. K. Chesterton pisał o dwóch rodzajach reformatorów. „Pierwszy z nich to reformator – idiota (określenie pejoratywne pochodzi od autora artykułu, w oryginale jest on nazwany >>nowoczesnym<<), który zobaczywszy płot zagradzający drogę, z dziką pasją oznajmia: Nie widzę żadnego pożytku z tego płotu. Usuńmy go! Istnieje też drugi typ, który jest znacznie inteligentniejszy i odpowiada pierwszemu: Jeśli nie widzisz pożytku z tego płotu, na pewno nie pozwolę ci go usunąć. Odejdź i pomyśl. Kiedy wrócisz do mnie i powiesz, że widzisz sens jego istnienia, wówczas może będzie ci wolno go zniszczyć.” Właśnie dlatego będę pierwszym, który nie pozwoli na bezzasadne ataki skierowane w stronę zarządzających młodzieżą i ich decyzje. Pragnę jedynie wyrazić swój niesmak, który jest spowodowany zatęchłym zapachem rozprzestrzeniającym się w ruchach młodzieżowych.

Jest jeszcze jedno pytanie, na które powinno się odpowiedzieć. Co tak właściwie młodzież ma do zaoferowania? Dlaczego młodzi powinni mieć większy wpływ na kierunek swojego działania? Według mnie, ich największym atutem jest świeżość, odrobina szaleństwa (zbyt duża ilość może być destruktywna), życie ideami, swoista romantyczność, która w późniejszych latach – po zderzeniu z twardym butem rzeczywistości świata dorosłych – zwyczajnie przygasa. Nic nie szkodzi, że jest to nieostrożne. Nic nie szkodzi, że czasami zaboli, że na młodej dłoni pojawią się bąble po poparzeniu. To są najcenniejsze lekcje, które pamięta się do końca życia. Trzeba jednak zaznaczyć, że starsi w pobieraniu tych lekcji odgrywają znaczącą rolę. Bo kto opatrzy ranę i pomoże zauważyć na czym polegał błąd, jeśli nie rodzice? Kto pomoże wstać, otrzepać kolana i zachęci do dalszych prób? Szanowni Starsi, proszę Was, dajcie nam – młodym (piszący te słowa zalicza się do tej grupy) poparzyć się i ruszyć w dalszą drogę!

Co należy do młodych? Co powinni zrobić? Nie mam na to pytanie odpowiedzi i muszę przyznać, że jest to moją bolączką, bo głowię się nad tym już od jakiegoś czasu. Na pewno nie można usiąść z założonymi rękami i czekać aż wyginą „ostatnie dinozaury”. Wydaje mi się, że byłoby to marnowaniem ich mądrości. Trzeba przyznać, że czasem ciężko jest wysłuchać tych „złotych” rad i pomysłów, ale może się okazać, że odrobina cierpliwości opłaci się znacznie. Co jeszcze? Trzeba działać! Na swoim poletku, rzecz jasna. Parafrazując myśl św. Ignacego z Loyoli, robić wszystko tak, jakby zależało to tylko ode mnie, ale w razie kłód rzucanych pod nogi, ufać Panu tak, jakby wszystko zależało od Niego. Jest on przecież wytrawnym zegarmistrzem, który nie tylko skonstruował i poruszył trybiki, ale także czuwa, aby cały czas pracowały jak należy w miejscu, które specjalnie wyznaczył dla każdego z nich.

A co Ty o tym myślisz, drogi Czytelniku? Zachęcam do dyskusji!

Zdjęcie: face in the crowd (cc) Bill Dickinson

komentarze 2

  1. Dk Łukasz · 2 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Tekst mnie nie sprowokował. Nie rozpalił. A wydaje mi się, że zaliczam się do tych młodych, mimo ubytków owłosienia na czaszce… Nie każdy „starszy” jest jednocześnie zwapniały jeśli chodzi o przyszłość. Wydaje mi się więcej – przy konfrontacji rewolucyjnych pomysłów młodego pokolenia z doświadczeniem starszego można dojść do najbardziej odpowiednich działań. Dalej – nie wydaje mi się, aby moje inicjatywy były hamowane (w kontekście Ruchu Światło – Życie), a raczej dostrzec mogę dobrą kooperację. Cechą ludzi młodych jest bunt i gwałtowność. Chyba każdy przez to przechodził – także ci „starsi”. Moje jednak doświadczenia przekonują mnie, że to nie starsi nie rozumieją mnie (młodego), ale to ja (młody) za słabo rozumiem starszych. Nie pochwalam, bynajmniej skostniałego sposobu pojmowania świata (w podstawówce pani od teatrzyku chciała z nami wystawiać spektakle, które były pamfletami na komunistyczną rzeczywistość, której już niewielu rozumiało, niewielu to śmieszyło) jednak powolne i przemyślane działanie wydaje mi się bardziej efektywne. Żarna Kościoła przecież powoli mielą ziarno – dzięki temu może On ustrzec się od wielu błędów, w który popadają „kościółkowi rewolucjoniści”. Moją propozycją rozwiązania tego „problemu” byłoby to, co sam często proponuję odpowiedzialnym za wspólnoty oazowe – powierzanie pewnych działań, dawanie odpowiedzialności za coś młodym. Centralizacja władzy nie zawsze wychodzi na dobre, a na pewno jest męcząca na dłuższą metę. Zatem – „Starsi”! Dajcie trochę odpowiedzialności młodszym! Niech się sprawdzą! Niech się poparzą, jak czcigodnym Autor konkluduje. Ale niech ci młodzi mają świadomość tego, że są obserwowani i oceniani – jeśli coś im się udaje, niech dalej się rozwijają. Jeśli partaczą sprawę, niech zdadzą sprawę ze swego zarządu i oddadzą go innym. Nie każdy musi być omnibusem. Ale każdy ma prawo do sprawdzenia swoich sił. Jedni lepiej zarządzają, inni lepiej poddają się zarządzeniom. „Sorry, taki mamy klimat” cytując (nie)klasyka. Niech zatem każdy robi to, do czego się nadaje. Czasem ci „starsi” powinni zostać zmienieni. Normalna rzecz. Ale niech to będzie zmiana na lepsze lub chociaż „na to samo”. Więcej cierpliwości. Caritas patiens est.

  2. harcerka Ania · 4 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Ha, coś w tym jest chociaż nie wiem czy drużynowy SH ma odpowiednią wiedzę by wypowiadać się na temat sytuacji w innych organizacjach. Myślę jednak, że odpowiedzią są „dobre dinozaury”, które istnieją w każdej organizacji a nie zawsze są dopuszczane do głosu przez te inne a czasem także przez młodzież. Jest wielu Starszych, którzy wciąż są przy młodzieży i rozumieją jej potrzeby, a my mamy zaskakująco duży wpływ na to, czy będą oni mieli prawo głosu w decyzjach dotyczących nas samych czy też nie (a propos ZHP- ostatni zjazd ZHP miał najniższą średnią wieku delegatów i ta tendencja się raczej utrzyma więc – da się :))

Dodaj komentarz