Przygoda spotkania

Przygoda spotkania

Jestem szczęściarzem, choć przez wiele lat nie zdawałem sobie z tego sprawy. Wy też nimi jesteście.

Nie zdawałem sobie sprawy, bo przez lata moje trwanie w Ruchu było czymś całkowicie naturalnym, oczywistym, a zatem bezrefleksyjnym. Zwłaszcza w czasach wczesnej młodości. Dziś już wiem, że droga, którą mamy możliwość kroczyć, jest czymś więcej niż się nam być może wydaje.

Kiedy zadałem sobie pytanie (dość zasadne z resztą na starcie naszego bloga) czym jest  dla mnie Ruch Światło-Życie, to na znalezienie odpowiedzi nie musiałem czekać zbyt długo. Wszystkie bowiem myśli, które przyszły mi do głowy posiadały jeden wspólny mianownik: spotkanie, a nawet dwa.

Potoczna nazwa Ruchu – „oaza” ma w tym kontekście naprawdę głębokie znaczenie. Mam wrażenie, że jest ono wręcz coraz bardziej wymowne. W dzisiejszym, pełnym zgiełku świecie, w którym religijność nie tylko spychana jest do kościelnej kruchty, ale przede wszystkim stygmatyzowana, jako przejaw ciemnogrodu i obciachu, Ruch Światło-Życie bez kompleksów, niezmiennie od lat, zachęca swych członków do odwagi płynięcia pod prąd. Do wyjęcia kilku godzin w tygodniu, weekendu, piętnastu wakacyjnych dni z codziennego nurtu życia, by dać czas… sobie, drugiemu człowiekowi, w końcu Bogu.

Tak, Ruch jest dla mnie przede wszystkim miejscem spotkania z Bogiem, które w sposób naturalny otwiera na spotkanie z drugim człowiekiem. Na spotkanie głębokie, czasem trudne, ale przynoszące owoce często przekraczające wyobrażenia. To prawdziwa przygoda.

IMG_3011dm

Niezwykła jest dynamika Bożego działania w Ruchu. Ma ono coś z przypowieści o ziarnie gorczycy, które choć jest najmniejszym spośród nasion potrafi rozrosnąć się do rozmiarów pokaźnego drzewa. Podobnie, pierwotne motywacje, które przyprowadziły nas na oazowe spotkanie (potrzeba akceptacji, towarzystwa, sposobu na spędzenie wolnego czasu) powoli obumierają, a z czasem, to co było jedynie wyrwą w codzienności staje się jej treścią. Bóg – sporadycznie nawiedzany w kościele bohater babcinych opowieści – staje się gospodarzem naszego życia.

Doświadczenie spotkania z osobowym Bogiem i decyzja przyjęcia go za Pana swojego życia bywa momentem przełomowym dla wielu ludzi. Był także i dla mnie. Kto wie. Może nie dokonałby się on wcale, gdyby nie Ruch, który przez lata, subtelnie i w duchu absolutnej wolności mnie do tego spotkania przygotowywał.

Doświadczenie obecności i bliskości Boga otwiera oczy. Pomaga dostrzec więcej, przekroczyć swoje ograniczenia – zwłaszcza w kontaktach z bliźnimi. Ruch wychowuje do spojrzenia na brata z miłością, choć doskonale wiemy jak trudne jest to zadanie. Przekonujemy się o tym zwłaszcza w chwilach kryzysowych, gdy wspólnotę dotyka brak jedności lub nas samych zaczynają boleć lub irytować ułomności innych. Radzenie sobie z tymi przeciwnościami, w duchu pokory i przebaczenia, jest prawdziwą szkołą chrześcijaństwa. Gdzież indziej mielibyśmy możliwość być jej uczniami?

Spotkanie z drugim człowiekiem, do jakiego zaprasza i które umożliwia oaza, to jednak nie tylko nauka radzenia sobie z problemami, lecz przede wszystkim celebrowanie pięknych międzyludzkich relacji.

IMG_1089

Moją drogę w Ruchu od zawsze wytyczała przyjaźń. Relacje nawiązywane podczas wakacyjnych rekolekcji, mimo iż często krótkotrwałe, budowały we mnie pragnienie przyjmowania ludzi takimi, jakimi są. Posługa animatorska była znakomitą okazją do weryfikacji tej woli. Nie zawsze było łatwo.

Dziś, z perspektywy lat, widzę jednak, że nic nie wywarło większego wpływu na moje życie i dobitniej nie nauczyło mnie czym jest chrześcijańska miłość, niż troska o powierzonych mi ludzi. O ich bezpieczeństwo, dobre samopoczucie, sprawy osobiste i duchowe.

Niektóre z tych relacji z czasem zmieniły się w przyjaźń i trwają do dziś osiągając powoli dwucyfrowe staże. Podobnie jak małżeństwa moich przyjaciół, którzy poznali się i swoje narzeczeństwo przeżywali właśnie w Ruchu. Oni także z pewnością potwierdzą, że droga, na którą zaprasza oaza, o ile tylko jest dobrze rozumiana i przeżywana, może być wielką przygodą – drogą do szczęścia. Jesteśmy szczęściarzami. Warto o tym pamiętać.

komentarze 3

  1. Bartek · 28 maja 2014 Odpowiedz

    Dzięki za te słowa.

  2. Kasia · 4 czerwca 2014 Odpowiedz

    Dla mnie spotkanie z Bogiem, sobą z ludźmi w Ruchu,trwało z 9-10 lat i było chyba najważniejszym czasem w moim życiu. Mimo, że były inne wydarzenia które mnie kształtowały, to oazę uważam za najważniejszą. Pomijając aspekt duchowy, który był bardzo ważny i zostawił po sobie kręgosłup moralny i tęsknotę za Bogiem i wiecznością. To jeszcze szkoła życia, komunikacji w grupie i przede wszystkim ZAUFANIA i wiary w to, że każdy z nas ma coś wyjątkowego czym może się dzielić. Takiej szansy którą dostałam na zmierzenie się z sobą, nie dostałam nigdzie indziej. To był rewelacyjny czas, bardzo za nim tęsknię, gdyby nie on pewnie byłabym innym człowiekiem i w innym miejscu w życiu. Aaaa największych przyjaciół mam też stamtąd, mimo, że często widzimy się raz na rok, to rozumiemy się bez słów.
    I to przede wszystkim świetna przygoda, z której można czerpać garściami!

  3. Agulina · 6 czerwca 2014 Odpowiedz

    „Bóg – sporadycznie nawiedzany w kościele bohater babcinych opowieści staje się gospodarzem naszego życia.” Genialne zdanie! Przeczytałam go z pięć razy, zanim przeszłam do następnego. Piękne, i tak bardzo prawdziwe! Świetny tekst 😉

Dodaj komentarz