Rozmowy o miłosierdziu (cz.1)

Rozmowy o miłosierdziu (cz.1)

DIVES IN MISERICORDIA, JAN PAWEŁ II

Agnieszka: O czym jest ta encyklika? Co ona mówi? Dlaczego temat miłosierdzia jest dla nas tak trudny? Do zrozumienia i do rozmowy… Trudny zwłaszcza teraz, w Roku Miłosierdzia – on wcale tego nie ułatwia!

Bartek: Przeciwnie, utrudnia. Od kilku miesięcy nieustannie słyszymy „miłosierdzie”. Są takie pojęcia, którymi wszyscy się posługują, ale jakby zapytać o ich prawdziwe znaczenie – to z odpowiedzią może być problem. I często chodzi o bardzo podstawowe sformułowania – jak „miłosierdzie” właśnie. Ta encyklika jest odpowiedzią. Choć napisaną 36 lat temu (sic!) dość niedzisiejszym językiem.

A: To prawda. Jest wiele słów, których często używamy choć nie do końca rozumiemy – ale w przypadku „miłosierdzia” jest to szczególnie smutne, bo ten przypadek dotyczy naszej wiary, tego co tak istotne, czym żyjemy na co dzień. Posługujemy się słowami, których nie rozumiemy także w sprawach najważniejszych? We mnie budzi to duży sprzeciw.

B: We mnie nie! Czyż nie jest to inspirująca perspektywa, że tak wiele jeszcze przed nami do odkrycia, zrozumienia? Jezus był na świecie i powiedział wszystko co powinno być powiedziane. A teraz my stajemy wobec tych słów, to jest wyzwanie!

A: To jest smutne, że jesteśmy tak nieidealni, skoro wciąż ich nie zrozumieliśmy!

B: To jest cudowne! Czy życie nie byłoby beznadziejne, gdybyśmy wszystko już wiedzieli i wszystko odkryli?

A: Trochę tak, ale to jednak chodzi o podstawy. Boli mnie to, że gdy usiadłam i myślałam o tym, czym jest miłosierdzie, to nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi.

B: Encyklika definiuje czym jest miłosierdzie (co jest nam potrzebne, zwłaszcza umysłom ścisłym, żeby w ogóle móc operować na jakimś pojęciu), oraz wytycza Kościołowi zadanie – wierzyć w miłosierdzie, głosić je, czynić je i modlić się o nie.

Miłosierdzie to szczególny sposób komunikowania się Miłości. To pewien aspekt Miłości Bożej, która się objawia w taki sposób w zetknięciu z cierpieniem, krzywdą, ubóstwem, z całą historyczną, ludzką kondycją., która w różne sposoby ukazuje okoliczności i słabość człowieka, zarówno fizyczną jak i moralną.

Miłosierdzie to zatem szczególny sposób objawiania się Miłości w zetknięciu z ludzką słabością.

A: Tak, te słowa dały mi dużo światła na temat miłosierdzia. W tym kontekście czytałam ostatnio artykuł pewnego dominikanina, z którego wyciągnęłam następującą myśl: miłosierdzie to miłość świadczona temu, kto potrzebuje ratunku. Słowem, miłosierdzie uaktywnia się w skrajnych sytuacjach, granicznych.

B: Aż tak? Nie każde cierpienie czy słabość jest sytuacją graniczną.

A: Masz rację, ale dużym odkryciem było dla mnie to, że miłosierdzie “otwiera się” w kontakcie z osobami, które doświadczyły nieszczęścia. To może oznaczać wiele – nieszczęścia można doświadczać fizycznie, psychicznie, materialnie, duchowo… Moja definicja zaczerpnięta z tej encykliki jest taka:

Miłosierdzie jest wtedy, kiedy miłość przekracza miarę sprawiedliwości.

B:  Papież wiele miejsca poświęcił w encyklice wątkowi miłości i sprawiedliwości na przykładzie przypowieści o „Miłosiernym Ojcu” czy jak kto woli „Marnotrawnym synu”.

A: Nigdy nie patrzyłam na tę przypowieść w ten sposób: że to, co zrobił ojciec, nie było sprawiedliwe. To znaczy, oczywiście, widać to na przykładzie starszego syna, który się wkurzył. Ale to było NIERACJONALNE I NIESPRAWIEDLIWE. I miłosierdzie Boga jest właśnie takie – nieracjonalne. Jego postępowanie jest zupełnie inne od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni – ludzkiego.

B: Czwarta część encykliki jest szczegółową analizą tej przypowieści. Uderzyło mnie szczególnie zwrócenie uwagi na motywacją do działania syna: utrata dobytku, sprawa materialna. To był bodziec, żeby wrócić do ojca – MIEĆ, POSIADAĆ to, co mają jego najemnicy. Ojciec jednak rozumie więcej. Jemu chodzi o godność bycia synem. Jan Paweł II nazywa to zmarnowanym synostwem. Miłosierdzie jest pochyleniem się nad godnością człowieka w marnotrawnym synu. Polega na wyłuskaniu godności z człowieka, który jest zbrukany – źle myśli o sobie, źle myśli o innych. Możemy sobie dopowiedzieć całą jego historię i to wszystko, co się w nim dzieje. Miłosierny pochyla się nad nim nie po to, żeby pokazać swoją wyższość, ale żeby wydobyć z błota choćby najmniejszą komórkę dobra, godności, człowieczeństwa. Wyłuskać, podnieść, przywrócić człowieczeństwo i odzyskać marnowaną szansę na piękne życie.

A: A więc to nie jest tak, jak my często pobieżnie rozumiemy, że ojciec po prostu cieszy się, że wrócił jego syn – czyli jego rodzina – i że teraz będzie miał co jeść, gdzie spać… W ogóle nie chodzi o ciało, mimo, że ta przypowieść dużo nam mówi o kwestiach materialnych. Ojcu zupełnie nie o to chodzi. Oczywiście, zaspokojenie potrzeb materialnych to środek, prowadzący do celu, ale on walczy o duszę.

B: Tak, pod koniec egzegezy tej przypowieści jest bardzo ważna rzecz, która nam, oazowiczom może zapalić ostrzegawczą lampkę: Jan Paweł II miłosierdzie nazywa AGAPE. Miłość agape jest tożsama z miłosierdziem. Mam tu ciekawy i wymowny fragment: miłosierdzie, czyli miłość agape, jest zdolna do pochylenia się nad KAŻDYM synem marnotrawnym, nad każdą ludzką nędzą, nade wszystko nad nędzą moralną, nad grzechem. Kiedy zaś to czyni, ten, który doznaje miłosierdzia nie czuje się poniżony, ale odnaleziony i dowartościowany.

W tym jednym zdaniu są dwie bardzo ważne kwestie: miłosierdzie, które jest miłością agape, o której tak wiele mówimy w Ruchu Światło-Życie, jest tożsame z postawą przyjęcia każdego i pochylenia się nad każdym, bez wyjątku. Nawet nad tym, który nie spełnia żadnych, nawet podstawowych dla nas warunków. I druga rzecz: jeśli pochylić się, to nie po to, by pokazać swoją wyższość, ale żeby druga osoba, która być może przeżywa kryzys, doświadcz moralnej nędzy, była dowartościowana. Żebyśmy w naszym miłosierdziu nikogo nie przytłaczali, przeciwnie – żebyśmy byli po prostu przekaźnikami Bożej miłości.

A: Dowartościowanie osoby w potrzebie, ale też zwrócenie uwagi na tego, który dowartościowuje. To jest wspólne przeżycie dobra, jakim jest człowiek. Tak nam się wydaje, że takie CZYNY… – nie lubię tego słowa, bo jest strasznie podniosłe…

… ja bym to nazwał czynami braterstwa… Ale „czyny”?!… To może gesty?

A: Gest jest okej. Więc takie GESTY miłosierdzia przywołują nam na myśl od razu osobę, która jest ich autorem: Caritas, Matka Teresa z Kalkuty, misjonarz… Wydaje nam się, że to oni są w tym najważniejsi. Oczywiście, bez nich przecież nie byłoby danego aktu, dzięki nim to działa, ale Jan Paweł II podkreśla, że obie strony są ważne w geście miłosierdzia i że są na tym samym poziomie. Że to jest wspólne przeżycie.

B: Gdzie indziej też jest napisane, że to jest wspólne obdarowywanie się. Gesty miłości, gesty przyjaźni, gesty miłosierdzia, gesty agape – są dane obu osobom. Ci, którzy są ich adresatami OBDAROWUJĄ w równym stopniu.

Taka perspektywa może być na początku trudna do uchwycenia, papież to przyznaje i podkreśla, że przypowieści o Miłosiernym Ojcu nie da się zrozumieć i ocenić od zewnątrz. Czyli zatrzymując się tylko na myśleniu materialistycznym, prostym, przyziemnym. Tu dotykamy głębi. I w tę głębię trzeba najpierw spróbować wejść, a to wymaga czasu.

Pytanie tylko komu zatem mamy nieść miłosierdzie? Kim jest ten KAŻDY? I gdzie ON jest?

A: Ostatnio czytałam też bullę Franciszka Misericordiae vultus, gdzie były przywołane słowa z Izajasza: Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę (Iz 61, 1-2) – z komentarzem, że miłosierdzie działa wobec tych, którzy w jakiś sposób doświadczyli nieszczęścia, czyli ubodzy, ci ze złamanym sercem, uwięzieni. Widziałam też ostatnio pewien film, który uświadomił mi, że zjawisko głodu jest dla mnie dość abstrakcyjne. Z jednej strony wiem, znam problem głodu w Afryce; ale z drugiej strony… żyję w Warszawie, jest to dla mnie niewyobrażalne. Nie widzę ludzi głodnych na co dzień, wśród obowiązków, w codziennym pędzie, w dostatku w którym żyję, nie myślę o tym!

B: Moi koledzy pracujący w Caritas już jakiś czas temu uświadomili mnie, że i w Warszawie jest dużo rodzin o bardzo niskim standardzie życia, które utrzymują się wyłącznie z pomocy społecznej. Nędza materialna, czyli głodny, spragniony, ten któremu brakuje środków do życia – to jest jeden aspekt. Zgadzam się, czasem może to być abstrakcyjne, ale myślę, że jakby ktoś miał potrzebę, łatwo może naleźć instytucję, którą można wesprzeć w jej działalności.

A: Franciszek mówił o tym, że działalność instytucji charytatywnych jest widzialna. I wydaje mi się, że to może pomóc człowiekowi wykonywać ten gest miłosierdzia – bo to jest konkret.

B: Jasne. Wystarczy sobie wpisać w wyszukiwarkę jadłodajnię dla ubogich, ich jest bardzo wiele w Warszawie. Sam znam dwie albo trzy… Wystarczy pojawić się w okolicy i zobaczyć, ile osób korzysta z ich pomocy; bardzo doraźnej, bo to jest po prostu zupa.

Franciszek mówi o tym materialnym ujęciu, ale jest jeszcze drugi aspekt, na który przede wszystkim zwraca uwagę Jan Paweł II: grzech. Być miłosiernym to jest też być zdolnym do tego, żeby się pochylić nad nędzą moralną, duchową, niematerialną. Kto jest taką osobą w dzisiejszych czasach, tu, w Warszawie, w 2016 roku?

A: Z Franciszka: ludzie, którzy się zetknęli z nieszczęściem, z grzechem. Nasze spojrzenie na osobę, która jest w grzechu, jest właśnie takim gestem miłosierdzia.

B: Spojrzeniem, które dostrzega człowieka! Myślę, że warto się wsłuchać w to, co się dzieje w naszym życiu społecznym: kiedy słychać głosy (czasem niestety i ludzi wierzących), którzy spychają innych na margines życia i społeczeństwa. Odmawianie komukolwiek człowieczeństwa jest absolutnie sprzeczne z miłosierdziem! 

Jeśli moi rówieśnicy, moi kumple, członkowie mojej rodziny, moje środowisko przyporządkowuje kogokolwiek do kategorii „podludzi” i nie budzi to we mnie sprzeciwu – to jest to bardzo niebezpieczne. Jeśli ja sam odmawiam wegetarianinowi,  bezdomnemu, gejowi, „lemingowi”, „pisiorowi” czy „sekciarzowi smoleńskiemu” człowieczeństwa to gdzie jest moje chrześcijaństwo?

Druga część rozmowy o miłosierdziu pojawi się „Pod Tamaryszkiem” niebawem.

 

Rozmawiali: Agnieszka Majcher i Bartek Pulcyn

Zdjęcie: una mano, una ayuda (CC BY-SA 2.0) Walter Vargas

Dodaj komentarz