Rozmowy o miłosierdziu (cz.2)

Rozmowy o miłosierdziu (cz.2)

Jak to jest możliwe, że jesteśmy zdolni do okazywania miłosierdzia? Żyjemy w takich czasach, że co chwila obserwujemy zło, które się dzieje; widzimy, że nie potrafimy sobie pomagać, że na świecie jest wojna…

Czy bezinteresowność w niespokojnych czasach jest jeszcze możliwa?

B: Na przykład w Stanach Zjednoczonych, tak wielkim i zróżnicowanym kulturowo kraju, idea wolontariatu jest bardzo popularna i żywa. To z pewnością wiąże się z poziomem dobrobytu, bo gdy nie ma się na głowie „walki o byt” łatwiej jest ofiarować swój czas innym. W Polsce wciąż jesteśmy bardzo zaabsorbowani troską o zaspokojenie podstawowych potrzeb, wynika to z naszej historii i sytuacji ekonomicznej, bardzo przyziemnie. Ale jeśli tak, to gesty miłości, przyjaźni, braterstwa, są tym bardziej cenne; tym większa radość obdarowywania. Wiem o tym dobrze, sam przez lata pracowałem w kilku miejscach jednocześnie, żeby po prostu zarobić, ale starczało czasu i na inne zaangażowania.

A: Jest tak dlatego, że jesteś chrześcijaninem, członkiem Ruchu Światło-Życie.

B: Niekoniecznie. Znam wiele osób, które angażują się społecznie, a nie są wierzący. Obserwuję ostatnio z radością trend aktywizacji małych społeczności, wspólnot sąsiedzkich, który wcale nie wyrasta z religii katolickiej. Ludzie po prostu na nowo odkrywają radość ze wspólnego działania na rzecz swojej „małej ojczyzny”. Być może ten nurt społeczny posłuży i chrześcijaństwu. Wszak Ruchy w Kościele mają wpisane w swoją istotę działanie – a przynajmniej zachętę do niego. Dlaczego by nie połączyć sił i aktywnością ludzi wierzących nie wesprzeć rozmaitych działań miejskich, lokalnych… a nuż wyrośnie z tego naprawdę coś dobrego. Być może to dobra droga dla nas, tutaj, w Polsce.

Jan Paweł II mówi to na a końcu encykliki, w IV części: po pierwsze, Kościół musi dawać świadectwo o miłosierdziu Boga, czyli mówić, że w ogóle miłosierdzie Boga jest, po drugie: wprowadzać je w życie, czyli zachęcać do czynienia gestów miłosierdzia, ale Jan Paweł II mówi też, żeby wzywać, czyli prosić o miłosierdzie dla innych.

A: No właśnie, z tym też mam problem! Mówienie, że Pan Bóg jest miłosierny – jak to zrobić? Przychodzimy na Mszę, ksiądz na kazaniu mówi, że Pan Bóg jest miłosierny i my od razu wrzucamy to do szuflady w naszej głowie z napisem  SLOGANY – WIEM TO. A nie wiemy tego! Wracamy tu do początku naszej rozmowy… nie wiemy tego, nie rozumiemy, tak jak wielu innych rzeczy.

B: Ależ my to wiemy! Zwłaszcza, kiedy spojrzymy na własną historię życia. Szczególnie, jeśli ktoś już doświadczył działania Boga w jakiś sposób. Wiemy, że Pan Bóg jest miłosierny – chociażby wtedy, kiedy wstajemy od sakramentu pokuty. Jesteśmy z pewnością w stanie wymienić wiele zdarzeń w swoim życiu, ale skupmy się choćby na TRZECH, w których jesteśmy przekonani, że Pan Bóg nas uratował. W jakiś sposób?  Mógł nas uratować w sprawach materialnych albo duchowych, może nas powstrzymał przed złą decyzją, krokiem, który okazałby się dla nas dramatem, nieszczęściem. Myślę, że by zrozumieć miłosierdzie Pana Boga, trzeba zacząć od przywołania własnych doświadczeń Jego działania.

A: Prawdziwe poznanie Boga miłosierdzia jest stałym i niewyczerpalnym źródłem miłosierdzia. To stałe usposobienie, stan duszy. Ci, którzy poznali Boga, nie mogą żyć inaczej, jak tylko stale się do niego nawracając – bardzo mnie urzekły te słowa. Mam koleżankę, która ma piękną historię nawrócenia – nawróciła się w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, o 15:00, w katedrze Miłosierdzia Bożego – kosmiczne! I jej wiara w Boga, to jak o Nim mówi, jak żyje – jest naprawdę wspaniałe. Ten stan duszyMiłosierdzie to naprawdę stan duszy!

B: I styl życia! U Jana Pawła jest to dość skomplikowanie sformułowane, ale może też dlatego, że to nie jest prosta sprawa… Prawdziwe poznanie Boga miłosierdzia, Boga miłości łaskawej jest stałym i niewyczerpalnym źródłem nawrócenia, nie tylko jako doraźnego aktu nawrócenia, ale całego usposobienia, stanu duszyCi, którzy w taki sposób poznają Boga, w taki sposób go widzą, nie mogą żyć inaczej, jak stale się do niego nawracającCzyli to jest osiągnięcie pełni! Pełni, która jest początkiem nowego życia.

Poznanie miłosiernego Boga – czy to kontemplując Słowo Boże, czy patrząc na innych ludzi, którzy są świadkami – sprawi, że nasze życie będzie nieustającym nawracaniem.  Nie jesteśmy doskonali, ale wiemy, że możliwość powracania do Niego nigdy się nie skończy. Wiemy, że on nas zawsze przyjmuje. Nawet jakbym już był umęczony walką z własnym grzechem, jakby upadki były częste, uwłaczające, dramatyczne, takie, których się wstydzę – doświadczenie spotkania z Bogiem, który zawsze czeka – to będzie bodziec, żeby wracać, nie ustawać w powracaniu. Niezależnie od tego jak bolesne i dramatyczne są upadki.

A: Dla mnie ważne było to, że miłosierdzie jest czymś wielkim. Spychanym niekiedy na bok, przyjmowanym bezrefleksyjnie, ale to jest w istocie coś gigantycznego! Miłosierdzie jest wtedy, gdy przekracza się miarę sprawiedliwości. Jan Paweł II dodaje, że czasami ta miara sprawiedliwości jest dla nas zbyt wąska – to tak jakby próbować się przecisnąć przez jakąś szczelinę.

Jezus całą swoja działalnością ogłaszał, że na świecie jest miłość. Po to tu był, żeby pokazywać miłość Boga do nas i miłość między nami. Dla mnie, zmartwionej współczesnym światem i złem, które jest dookoła nas, to jest bardzo ważne.

B: I wracamy do definicji. Właściwym i pełnym znaczeniem miłosierdzia nie jest samo, choćby najbardziej przenikliwe i współczujące spojrzenie na zło moralne, fizyczne czy materialne. W swoim właściwym kształcie miłosierdzie objawia się jako dowartościowywanie, podnoszenie w górę, wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecieMiłosierdzie to zatem miłość, która uzdalnia nas do pochylenia się nad drugim człowiekiem, który cierpi, który dotyka nędzy fizycznej, materialnej lub duchowej – po to, aby go dowartościować i wydobyć spod nawarstwień zła godność człowieczeństwa i jego dobro.

A: Mimo tego, jacy jesteśmy! Miłosierdzie to pochylenie się nad każdym! Nam się czasami wydaje, że ktoś nie zasługuje na miłosierdzie. A miłosierdzia naprawdę potrzebują ci, którzy są najbrudniejsi, najbardziej źli, zatwardziali, egoistyczni, zaniedbani, uwikłani w grzech… Ci, których postępowania nie możemy zrozumieć. Akcent jest przeniesiony – nie jest ważne to jak ktoś wygląda ani co zrobił, ważne jest, żeby go dowartościować, zająć się nim.

B: I wydobyć, odzyskać dobro, ale pamiętajmy o tym obopólnym działaniu – wydobywamy dobro z  kogoś, jednocześnie sami otrzymując dobro. Nie jesteśmy kimś ponad, ale jesteśmy na równi. Różne są nasze intencje, motywacje, ale efektem miłosierdzia jest odzyskanie dobra i otrzymanie dobra – choćby to otrzymane dobro objawiło się w zupełnie innym miejscu i czasie.

Zdjęcie: Blitz Build 2012 | Miami Habitat for Humanity | Day 1 (CC BY-NC-ND 2.0) EL Gringo

1 Komentarz

  1. Radek · 13 października 2016 Odpowiedz

    Przeczytałem uważnie kilka razy i ciągle odkrywam coś nowego w tych rozmowach – takie bogactwo! Jakieś 20 lat temu usłyszałem stwierdzenie, że to nie my ewangelizujemy ubogich, ale oni – nas. Wtedy nie rozumiałem tego paradoksu. Dopiero w ostatnim czasie doświadczam tej rzeczywistości…

Dodaj komentarz