Rzecz krótka acz treściwa o postępowaniu z wężami

Rzecz krótka acz treściwa o postępowaniu z wężami

Ojciec Sylwester bardzo lubił dni targowe. Niewielki ryneczek jego kochanego miasteczka zapełniał się wtedy kłębowiskiem ludzi i towarów. Jedni chcieli coś sprzedać, inni kupić, a jeszcze inni zarobić parę groszy na pokazywaniu kuglarskich sztuczek i akrobatycznych umiejętności.

Leciwy kapłan przechadzał się powoli pomiędzy straganami, podziwiając bogactwo stworzonego świata i witając wszystkich serdecznym uśmiechem. A że cieszył się ogólną sympatią zarówno wśród mieszkańców jak i przyjezdnych, odpowiadano mu równie serdecznie.

Nagle jego uwagę przyciągnął stragan, którego nigdy tu wcześniej nie widział. W środku sporego tłumu gapiów stał wysoki mężczyzna, trzymający w rękach najprawdziwsze węże! Ich śliskie ciała oplatały jego ramiona, a trójkątne głowy sterczały z zaciśniętych dłoni. Mężczyzna co chwila zbliżał okazy do publiczności, która wydając pomruk lęku cofała się spiesznie, by za chwilę znowu powrócić na wcześniejsze miejsce.

Ojciec Sylwester z przyjemnością dołączył do widowni, a po skończonym pokazie z chęcią dorzucił się do honorarium intrygującego artysty.

– A więc zajmuje się pan wężami? – zagadnął ksiądz mężczyznę, gdy ten pakował do klatki ostatni z okazów.

– Jak widać – odpowiedział artysta, nie przerywając pracy.

– A sam pan je łapie? – ojca Sylwestra nie łatwo było zbyć byle czym. Wiedział o tym doskonale każdy, kto choć raz próbował zataić przed nim coś podczas spowiedzi.

– Sam – mężczyzna dalej nie wykazywał zainteresowania rozmówcą.

– A jakie węże są według pana najbardziej niebezpieczne? – objazdowy artysta przerwał pakowanie i zamyślił się przez chwilę – Hmm… Chyba te, których nie widać.

– Ooo! – zadziwił się duchowny – To istnieją niewidzialne węże?

Naiwna prostolinijność rozmówcy wyraźnie rozbawiła mężczyznę – Można tak powiedzieć – teraz już cała jego uwaga była skupiona na duchownym – Widzi ojczulek, niektóre zagrzebują się w kupy mchu i liści. I przez to wcale ich nie widać. I kiedy sobie człowiek spokojnie przechodzi obok, nagle ni stąd, ni z owąd wyskakują znienacka i cap! – tu zrobił gwałtowny ruch ręką do przodu, imitując atakujący pysk węża – I już po nieszczęśniku! Tak, tak – pokiwał głową ze znawstwem – takie ukryte węże są najgorsze.

Ojciec Sylwester przysłuchiwał się temu wszystkiemu ze szczerym zainteresowaniem.

– A ty ojczulku pewnie zajmujesz się łapaniem grzechów? – zażartował łowca węży. Ksiądz wyprostował się dumnie – Tak jest. Myślę, że można tak powiedzieć.

– A jakie grzechy są według ojczulka najgorsze? – w głosie wędrowca pomimo lekkiej drwiny słychać było prawdziwe zainteresowanie. Ojciec Sylwester w zadumie potarł podbródek:

– Te same! – stwierdził w końcu z przekonaniem. Przybysz spojrzał się na niego ze zdziwieniem.

– Tak! Zdecydowanie te same – ksiądz kontynuowała z całą stanowczością – Najgorsze są te pochowane w ciemnych zakamarkach ludzkiego serca. Nigdy niewypowiedziane, na pozór zagrzebane głęboko. Lecz tak naprawdę tylko czyhają, aby ni stąd, ni zowąd wyskoczyć i ukąsić tego, kto akurat znajdzie się w pobliżu!

Z dedykacją dla Bernarda – łowcy węży…

Zdjęcie (modyfikowane/cropped) Defensive Oriental Vine Snake, Ahaetulla prasina in Kaeng Krachan national park (CC BY-SA 2.0) tontantravel

komentarze 4

  1. Radek · 28 grudnia 2015 Odpowiedz

    O, gdyby Ksiądz równie pięknie potrafił przetłumaczyć myśli ks. Blachnickiego „z polskiego na nasze”! A tak wykorzystuje swój talent na utwierdzanie w płytkim rozumieniu chrześcijaństwa, które nie jest wynajdywaniem grzechów, nawet najbardziej ukrytych, bo w tym wyspecjalizowani są faryzeusze.
    „Życie chrześcijańskie w swojej najgłębszej istocie polega na uczestnictwie w tej tajemnicy [paschalnej] Chrystusa. To znaczy, że każdy z nas musi ciągle dokonywać tego przejścia ze śmierci do życia. Po raz pierwszy dokonało się to w chwili chrztu świętego, bo chrzest jest naszym wszczepieniem w paschę Chrystusa, w Jego przejście ze śmierci do życia. (…) Od chwili chrztu świętego musimy wchodzić w pewien swoisty rytm życia, mianowicie w stałe przechodzenie ze śmierci do życia. W życiu doczesnym rozumiemy to w sensie moralnym jako przechodzenie od śmierci grzechu, od śmierci naszego egoizmu, nienawiści, miłości własnej, do nowego życia, którego prawem jest miłość. Otóż ile razy przezwyciężamy swój egoizm, odwracamy się od grzechu. Ile razy zwracamy się w postawie dawania siebie i miłości ku Bogu i ku braciom, wtedy przechodzimy ze śmierci do życia.”

  2. ks. Bartłomiej Kopeć · 6 stycznia 2016 Odpowiedz

    Widzisz Radku, to co Ty nazywasz płytkim chrześcijaństwem, to nauki ascetyczne Jana Kasjana – jednego z największych ojców zachodniego monastycyzmu. Żył na przełomie IV i V wieku, a jego dzieła przez setki lat były inspiracją dla setek tysięcy zakonników i zakonnic…
    Prawdą jest, że chrześcijaństwo nie jest wynajdywaniem grzechów. Jest jednak stawaniem w prawdzie bo „prawda was wyzwoli”. I o tym właśnie jest ta bajka. W naszym sercu często kryją się grzechy, z których nie zdajemy sobie sprawy (albo nie chcemy sobie zdawać…), a które mogą poważnie zagrażać nie tylko naszemu życiu duchowemu, ale także naszym relacjom z ludźmi, a nawet życiu w ogóle.

Dodaj komentarz