Ks. Bartłomiej Kopeć

Siekiera

„Dwa najważniejsze dni w twoim życiu to ten, w którym się urodziłeś i ten, w którym zdałeś sobie sprawę po co…”

Mark Twain

Pewnego razu żył sobie drwal Andrzej. Każdego dnia wychodził on do lasu, aby, za pomocą swojej siekiery, ścinać drzewa, które potem służyły mieszkańcom okolicznych wiosek. Z niektórych budowano domy, z innych meble, a niektóre stawały się nawet zabawkami dla dzieci. Zarówno drwal jak i jego siekiera lubili swoją pracę. Dogadywali się też świetnie – ani Andrzej nie wyobrażał sobie życia bez swojego niezawodnego narzędzia, ani siekiera nie marzyła nawet, aby mogła trafić w silniejsze i pewniejsze ręce.


Jednak pewnego dnia, kiedy to zarówno robotnicy jak i ich narzędzia mieli chwilę przerwy, siekiera Andrzeja znalazła się obok pił i siekier innych drwali. Te, widząc jej zapał i dumę z wykonywanej pracy, zaczęły się z niej podśmiewywać. Szydziły, że jest naiwna i daje się wykorzystywać. Przekonywały, że daje sobą pomiatać, pozwalając tak bezkarnie walić sobą w drzewa. Że odwala całą robotę, a zasługi zbiera jakiś tam drwal. A przecież ona zasługuje na więcej!

Z początku siekiera nie chciała się zgodzić na te ostre słowa i próbowała dyskutować. Przekonywała, że jej praca jest potrzebna innym i wielokrotnie mogła oglądać jej owoce – solidne chłopskie chaty z grubych bali, mocne stoły i taborety, a nawet pięknie rzeźbione drewniane koniki ujeżdżane przez wioskowe dzieci. Jednak powoli jej opór słabł, a w miarę upływu czasu, ostre słowa innych narzędzi wypełniały jej serce żalem, pretensjami i rosnącym buntem.
Kiedy więc przerwa się skończyła, wyemancypowana siekiera postanowiła zerwać krępujące ją kajdany niewoli i pokazać Andrzejowi, kto tu rządzi! Wciąż wierciła mu się w rękach, ześlizgiwała z pnia, a po zaledwie kilkunastu uderzeniach, stępiała i trzeba było przerwać pracę na ostrzenie.

Biedny drwal drapał się w głowę, nie rozumiejąc, co się stało. Jeszcze rano, wszystko było w najlepszym porządku, a teraz nie mógł normalnie pracować. Oglądał siekierę z każdej strony, ale nic nie wskazywało, na jakieś uszkodzenie sprzętu. Jeszcze kilkakrotnie tego dnia zabierał się do swojej roboty, jednak za każdym razem z tym samym efektem – po kilkunastu niepewnych uderzeniach musiał przerywać robotę na ostrzenie.

Siekiera zaśmiewała się w duchu z radości – jej plan wypalił! Teraz widać, kto tu rządzi! Wreszcie zostanie doceniona i już nigdy nie będzie wykorzystywana, w tak okrutny sposób, do zadań uwłaczających jej godności!

Po powrocie do domu, Andrzej uważnie badał siekierę w poszukiwaniu defektów. Starannie ją naostrzył i wypolerował. Jeszcze lepiej osadził stylisko. Słowem – zrobił, co było w jego mocy. Jednak, kiedy następnego dnia próbował podjąć swoją standardową pracę, dziwne wydarzenia z poprzedniego dnia się powtórzyły. Z tą różnicą, że tym razem podczas jednego z zamachów ostrze zsunęło się z trzonka i o mało nie zabiło innego drwala. Siekiera zaśmiewała się nad swoim triumfem, a ponury Andrzej musiał zrezygnować z dalszej pracy i wrócić wcześniej do domu. Odłożył siekierę do szopy, gdyż nie było sensu dalej kontynuować pracy przy jej użyciu – ryzyko było zbyt duże. Buntowniczka z rozkoszą smakowała swój triumf – teraz mogła rozłożyć się wygodnie na podłodze składziku i odpoczywać do woli. Oto jest życie, do jakiego została stworzona i na jakie zasługuje – myślała uradowana.

Następnego dnia Andrzej zerknął jeszcze raz do szopy, aby popatrzeć na swoją wierną dotąd siekierę – tyle razem przeszli, tyle dokonali. Nie chciał się z nią rozstawać; w końcu tyle dla niego znaczyła. Jednak co mógł zrobić? Trzeba jakoś zarabiać na chleb. A i ludzie czekają na nowe deski… Poszedł więc na targ i zakupił nową siekierę.

Dni mijały. Andrzej dalej ciężko pracował, a jego dawna towarzyszka leżała w szopie. Jej początkowy entuzjazm powoli opadał. Zaczęła doskwierać jej nuda, a odgłos odległych uderzeń innych siekier przypominały o dniach wspólnej pracy w lesie. Mimo, iż wmawiała sobie, że teraz ma lepiej, bo wreszcie ma spokój i nikt jej nie mówi, co ma robić, to jednak coraz częściej docierała do niej pewna natrętna myśl – jestem bezużyteczna. Jej stylisko zaczęło próchnieć, głowica stopniowo pokrywała się rdzą.

Kiedy pewnego dnia drwal Andrzej zajrzał do szopy, ujrzał swoją starą siekierę zupełnie zniszczoną. I chodź było mu bardzo żal, stwierdził, że nie ma sensu dalej jej trzymać. Zebrał więc rozpadające się, spróchniałe i pordzewiałe części i po prostu wyrzucił.

Zdjęcie: Axed (cc) Mando Gomez

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.