Słowo o Słowie

Słowo o Słowie

W niedzielę 30 kwietnia w całej Polsce po raz pierwszy obchodziliśmy „Narodowy Dzień Czytania Pisma Świętego”.  Jesteśmy też w trakcie kolejnego Tygodnia Biblijnego. W związku z tym chciałbym się zastanowić nad ideą tej inicjatywy i jej realizacją.

Skoro sam papież Franciszek wyraził radość z jej powodu to z pewnością cała akcja jest słuszna i potrzebna. Zgadzam się w pełnej rozciągłości. Cieszy mnie fakt, że podkreślamy ważność Słowa Bożego, chcemy z Nim obcować i po prostu głębiej poznawać Boga. Każdej inicjatywy biblijnej będę bronił jak lew. Jednakże mam pewne wątpliwości co do formy.

Założeniem akcji miało być odczytanie wybranych fragmentów Listu do Galatów w lokalnych kościołach. Każdy wierny miał też otrzymać swoisty Chleb życia czyli sigla Listu do Galatów (na zwykłej karteczce, którą można zabrać do domu) wraz z adresem (biblista.pl/) i komentarzem.

Ale jak to? Tylko tyle? Przecież cała akcja jest ogólnonarodowa, sam prezydent Polski czyta, premier Polski czyta, hierarchowie Kościoła Katolickiego aprobują i głoszą kazania… Ja jednak ponawiam pytanie: czemu tylko tyle?

Od razu uprzedzam: wiem, że Duch Święty tchnie tam gdzie chce – i nawet takie karteczki komuś pomogły – ale czy możemy ograniczać się do takiego przerostu treści nad formą, do takiej miernoty? Wydaje mi się, że podobne zjawisko często dotyka podobnych akcji biblijnych; myślimy sobie, że skoro to Słowo Boże, to coś wydrukujemy, coś tam rozdamy, Pan pobłogosławi i jakoś to będzie… Może ktoś zajrzy, a może nie.

Remedium i pomysły na kolejną edycję:
1. Zainspirować ludzi kontekstem literacko-historycznym, którego w Piśmie Świętym jest pełno i poprowadzić cykl konferencji lub wykładów.
2. Ukazać różnorodność przekładów ojczystych i podkreślić ich bogactwo (w końcu to nasza spuścizna narodowa).
3. Aplikacja mobilna na kształt bazy różnych przekładów biblijnych, albo promocja tego co już istnieje: Pismo Święte (BT i Paulistów) i Modlitwa w Drodze itd.
4. Kursy greki koine i hebrajskiego?

A jak u Was w parafiach wyglądała cała akcja? Były jakieś wydarzenia, były Chleby życia? Bo w mojej parafii nikt nie szepnął słowa o Słowie.

Zdęcie (modyfikowane/cropped): Bible, Hebrew. Spain (perhaps Toledo), late thirteenth century (CC BY-NC 2.0) Heritage Collections, Dunedin Public Libraries

komentarze 4

  1. Radek · 7 maja 2017 Odpowiedz

    W parafii coś tam było wspominane – słabo przekonująco. Kiedy 28 lat temu zacząłem „chodzić na oazę”, największym zaskoczeniem było dla mnie czytanie fragmentów Pisma Świętego na każdym spotkaniu, w dodatku tekstu Ewangelii nie odczytywał ksiądz, tylko animator, a także uczestnicy. Szok! Przecież to jest ŚWIĘTE, można źle zrozumieć, źle zinterpretować itd. Jednak przeszedłem przez tę inicjację biblijną pomyślnie i moja miłość do Słowa Bożego trwa i się pogłębia.

    • Kamil Karzyński · 9 maja 2017 Odpowiedz

      Dzięki za komentarz Radku!
      Sam pamiętam swoją „drogę biblijną” i związane z tym różne emocje, ale koniec końców pokochałem Słowo Boże i ta miłość także trwa. Najbardziej do mnie przemawia autentyczność Słowa Bożego – bez zbędnego wybielania – potrafi być dość drastyczne (Ps 58), a jednocześnie pełne miłości (1Kor 13). Zresztą tych przykładów jest więcej.
      Aczkolwiek o wiele za mało poświęcamy uwagi Słowu Bożemu – za mało podejmujemy inicjatyw.

      • Radek · 9 maja 2017 Odpowiedz

        Wątpię w skuteczność inicjatyw – tych oddolnych i odgórnych. Mawia się, że najtrudniej nawrócić proboszcza. Dlatego w moim domowym kościele Pismo Święte zajmuje centralne miejsce w mieszkaniu. A co najważniejsze – jest czytane, rozważanie i inspiruje nasze codzienne życie. Myślę, że bez takiej INICJACJI domowej trudno będzie oczekiwać jakiegoś szerszego zainteresowania Biblią. Poza tym mamy do nadrobienia 500 lat kontrreformacji, która miała wyplenić protestanckie sola scriptura. Życie bierze się z życia, a nie z akcji, inicjatyw czy dekretów. Tak bardzo zwracał na to uwagę ks. Blachnicki…

        • Kamil Karzyński · 16 maja 2017 Odpowiedz

          I chyba Twoje zdanie wyczerpuje temat. Zwłaszcza ten fragment: „Poza tym mamy do nadrobienia 500 lat kontrreformacji, która miała wyplenić protestanckie sola scriptura. Życie bierze się z życia, a nie z akcji, inicjatyw czy dekretów.”
          Jak sobie pomyślę, że w naszym narodzie istnieją tylko trzy konkretne przekłady (Wujek, Tysiąclatka i Pauliści) to uśmiech znika mi z twarzy…

Dodaj komentarz