Jan Sędek

Spotkanie

Jest fascynujące! To niesamowite, jak wiele się wtedy dzieje. Wszechświat spotyka się ze wszechświatem. Wieczność dotyka wieczności. A to wszystko w ramach czegoś, co otrzymało tak niepozorną nazwę – spotkanie.

Wstaję rano, myję się, jem śniadanie – słowem: krzątam się po domu. I tu, gdzieś w mało ważnej chwili i bliżej nie sprecyzowanym miejscu, pojawia się po raz pierwszy. SPOTYKAM moich domowników: mamę, tatę i brata. Łączy nas coś więcej niż wspólne mieszkanie. Jesteśmy rodziną. Krew z krwi. Małżonkowie – oblubieniec i oblubienica – oraz owoce ich pięknej miłości.

Potem wychodzę z domu. Na ulicy mijam kolejnych ludzi – nie bezimiennych przechodniów. SPOTYKAM osoby z niewyobrażalnie wielkim bagażem doświadczeń, z niezwykle głęboką osobowością i nieprzebranym skarbcem myśli. A nie mieszkam przecież na osiedlu geniuszy. Z pozoru są to prości ludzie, ale ich skrywane, tajemnicze wnętrze… aż brakuje słów na to, jak każdy z nich jest drogocenny.

Wsiadam do pociągu. Jest tłoczno. Przez jakieś 40 minut jestem świadkiem… nie, więcej niż świadkiem. Jestem uczestnikiem kawałka czyjegoś życia. Widzę jak ktoś śpi – ciekawe, jakie ma marzenia senne. Ktoś inny zawzięcie czyta jakiś tekst na laptopie – pewnie przygotowuje się do pracy. A może po prostu pochłania artykuł dotyczący nowego sposobu łowienia szczupaka – jest to przecież jego ukochane hobby. SPOTYKAM kogoś wyjątkowego, unikalnego, czyli niepowtarzalnego.

Jestem na uczelni. Tych tutaj znam już o wiele lepiej. W jakiejś części znam ich cele i pragnienia. Przywykliśmy już przecież do naszego SPOTYKANIA SIĘ. Nawzajem kształtujemy swoją przyszłość – pomagamy sobie, lub przeszkadzamy. A jednak jest w tym jakaś tajemnica. Co się z nimi stanie później? Mimo powierzchownej znajomości pozostaje to zagadką, bo przed nami szeroki horyzont rozwoju. Kto, gdzie pójdzie?

Koniec zajęć. Jestem zmęczony – jak każdy o tej porze. Ale to jeszcze nie koniec. Czeka mnie spotkanie z przyjacielem. SPOTKANIE z przyjacielem! Jak wspaniale jest cieszyć się głębią jego istnienia. Znamy się bardzo dobrze. Mamy wiele wspólnych wspomnień i marzeń. Spotykaliśmy się nie raz, spotykam go wciąż.

Co jest w tym niesamowitego? Albo inaczej: czym jest ta niesamowitość? Na czym polega fenomen spotkania? Że człowiek spotyka człowieka. Wszechświat spotyka się ze wszechświatem. Wieczność dotyka wieczności.

Abyssus, abyssum invocat.

Zdjęcie: Spectators (CC BY-NC-ND 2.0) Emanuele Toscano

13 komentarzy

  1. Jako lekarz na swojej drodze życia spotykam ludzi żyjących w konkubinacie, cudzołożników, osoby znęcające się fizycznie i psychicznie nad członkiem rodziny, kobiety w ciąży po in vitro, kobiety po receptę na antykoncepcje hormonalną, tabletkę „dzień po”, byłych księży, byłych esbeków z krwią na rękach, alkoholików, nałogowych palaczy i żarłoków, nie wspomnę już przestępców wszelkiej maści, jakich leczę w zakładzie karnym. Dlatego nie podzielam zachwytu Autora z każdego spotkania, ale… ja nikogo nie potępiam (z ironią!)

  2. Drogi Radku!
    Bardzo dziękuje za Twój komentarz, jest on bowiem pięknym podsumowanie wszystkich komentarzy jakie do tej pory zamieściłeś pod Tamaryszkiem.
    To co napisałeś o swoim patrzeniu na ludzi których spotykasz w pracy przebija przez wszystkie słowa które tu piszesz. Wiem o Tobie tylko tyle ile Ty pozostawisz po sobie na tym forum i w moich oczach rysujesz się jako człowiek zgorzkniały. Jeżeli masz zamiar nadal w taki sposób komentować wpisy blogerów, to lepiej już tego nie rób. Mimo że często odwołujesz się do ojca Blachnickiego to twoje słowa trąca fałszem.

    Pozdrawiam Cię i modlę się za Ciebie, bo tylko to mi pozostaje.
    Tylko Lekarz który patrzy na mnie i Ciebie z miłością może nam pomóc…
    Maryja!

    1. Drogi Marku!
      Szkoda, że się nie znamy osobiście, bo wtedy nasza wzajemna ocena byłaby inna. Szkoda, że moje wypowiedzi są nierozumiane, bo chcę się z Wami dzielić moim wieloletnim doświadczeniem życia w oazie i w świecie. To, o czym piszecie na tym blogu zupełnie nie interesuje grzeszników, jakich spotykam, dlatego w moich wypowiedziach jest lekka drwina, a nie fałsz. Jako uczniowie Pana mamy iść na ulice, a nie spijać sobie z dziubków w sterylnych wspólnotach. A siadając przy stole z jakimś typkiem spod ciemniej gwiazdy możemy się zbrukać i tym niecnym postępkiem zalegalizować grzech bliźniego. Właśnie w takim faryzejskim myśleniu utwierdzałem się przez wiele lat w oazie, która nie korzysta z bogactwa duchowego ks. Blachnickiego.( Wyprowadź mnie z błędu i wymień przeczytane książki z tekstami Ojca.) Po swoim „nawróceniu” inaczej patrzę na grzeszników – z perspektywy takiego samego grzesznika, który jednak wie, w Kim jest zbawienie. Dlatego smucą mnie te spotkania, bo nie zawsze mam odwagę głosić wprost Jezusa, a jak już się zdobędę, to serce jest zamknięte. Może dlatego, że jeszcze za mało we mnie pokory, a resztki poczucia wyższości („ja przecież nikogo nie potępiam”) oślepiają fałszywym światłem troski o moich bliźnich…
      Tak więc Marku, nie módl się za mnie (można się źle modlić!), a poczytaj Blachnickiego. Może wtedy się lepiej zrozumiemy…

      1. Radku, nie znam ani jednego człowieka zgodnego z przyjętymi przez Ciebie założeniami. Przykro mi, że masz takie doświadczenie oazy. Myślę jednak, że żadne doświadczenie nie usprawiedliwia tak krzywdzących nas ocen, jak Twoje.

        Co do spotkań – nie jesteś jedyną osobą na świecie, która spotyka się z trudnymi sytuacjami. Co więcej, jest to doświadczenie bardzo wielu osób, również w oazie. Co absolutnie nie przekreśla wyjątkowości spotkanego człowieka – nawet jeśli jest „esbekiem z krwią na rękach”. Takie jest moje zdanie.

        1. Adamie, nie wiem o jakie „moje założenia” Ci chodzi. Moje doświadczenie oazy jest zasadniczo pozytywne – odkryłem wiarę w Jezusa, a nie w formułki, odkryłem powołanie… do małżeństwa, poznałem Żonę. Zaszczepione mi zostało ciągłe przynaglenie do misji: od własnej rodziny po krańce… Ruch, „iść, ciągle iść”. To właśnie zgubiła oaza, o parafiach nie wspomnę…
          A spotkanie z esbekiem jest wyjątkowe, ale bolesne, bo ja-wierzący, obrońca życia, mogę się niestety czegoś nauczyć od tego ateisty i mordercy. Wybaczcie mi, ale nie potrafię z radością całować rąk trędowatego jak św. Franciszek!

      2. Drogi Radku!
        Nie będę cytował żadnego z dzieł ojca Blachnickiego, a odwołam się do głównej zasady i celu istnienia Ruchu Światło-Życie jakim jest WYCHOWYWANIE DOJRZAŁYCH CHRZEŚCIJAN (NOWY CZŁOWIEK). I według mnie zamieszczane tu wpisy realizują ten cel. Na pewno nie realizując tego tak jak Ty byś tego chciał (widać to w każdym Twoim komentarzu).

        „To, o czym piszecie na tym blogu zupełnie nie interesuje grzeszników, jakich spotykam[…]”
        Zostaw autorom decyzje do kogo ma trafiać ich tekst. Bardzo śmiesznie wygląda z boku sytuacja w której poprawiasz jednego z blogerów o czym powinien pisać swoje teksy…

        Zgadzam się z Tobą co do tego, że niektóre wspólnoty kiszą się w nieświeżym sosie i umierają.
        Ale mogę Cię zapewnić, że ironia, drwina i dogryzanie innym tego nie zmieni.

        Bardzo mi przykro, że toczysz swój jad także na moja osobę… To właśnie w półsłówkach wychodzi fałsz twoich komentarzy. Sugerując jakoby moja modlitwa była zła albo, że jeszcze jestem za głupiutki i muszę wiele rzeczy doczytać w dziełach x.Blachnickiego.
        Czy potrafisz rozmawiać tylko z takimi którzy przeczytali określone książki księdza Franciszka?

        Zmykaj stąd!
        Akysz!

        Pozdrawiam 🙂
        Marek

  3. Hola, hola Panowie!

    Nie podoba mi się taka forma dyskusji i jako jedna z autorek nie godzę się z nią. Rozumiem, że można się poczuć dotkniętym krytycznymi komentarzami pod wpisami, jednak przepędzać kogoś? To zbyt wiele…
    Podobnie jak stawianie się powyżej innych ze względu na wiek, doświadczenie i liczbę przeczytanych tekstów…
    Nie tak Panowie powinno się rozmawiać, bo jeśli pielęgnować taki sposób rozmowy to ani do grzeszników ani do świętych nie traficie.
    Ot co, ręka na zgodę i każdy do swojej roboty 🙂
    Ściskam Magda

    PS. Ja jestem gotowa, że ktoś negatywnie oceni moje wpisy, każdy z autorów też powinien być.

  4. Yo!
    Stary człowiek wiecznie żywy!
    Jeżeli wyrządziłem Ci przykrość Radku to również przepraszam.
    Moim celem nie było Cię stąd wyganiać. („Akysz! Zmykaj stad!”)
    Fakt Magda, z boku wyglądało to źle.

    Chętnie dokończył bym naszą dyskusje za kulisami.
    Radku jeżeli masz ochotę to napisz do mnie: marek.yoka@gmail.com

    Wydaje mi się, że podczas tej dyskusji częściowo odkryłem o co Ci chodzi. 🙂
    Chciałbym poczytać więcej, ale już nie w komentarzach. Może i Ty zawitałbyś „pod Tamaryszek”, albo pod jakieś inne drzewo?
    Ale ja tu jestem tylko goście i godzę się na zasady jakie ustalają gospodarze, czyli Magda et consortes.

    Pozdrawiam was Magdo i Radku! 🙂
    Marek

  5. Właśnie między innymi za to uwielbiam kobiety! Ich wrażliwość i wyczucie potrafią załagodzić niemal każdy spór! Dzięki Magda! 🙂

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.