Stabilizacja

Stabilizacja

Na chwilę zamknął oczy, próbując zebrać myśli. Nic to jednak nie dało, gdyż szaleńcze łomotanie serca przeszkadzało w jakimkolwiek skupieniu. Nie pomagały nawet głębokie oddechy. Otworzył więc oczy i spojrzał ponownie na Monikę, leżącą spokojnie na szerokim, dwuosobowym łóżku. Jej ładną pociągłą twarz przecinało kilka niesfornych kosmyków. Przez chwilę miał ochotę poderwać się z obrotowego fotela i odgarnąć je delikatnie, tak jak robił to dziesiątki razy w przeszłości, ale się powstrzymał. Zamiast tego spojrzał znowu na trzymany przez siebie kurczowo telefon. Nikt jednak nie dzwonił. Ponownie przeniósł wzrok na Monikę. Tylko walenie jego serca zakłócały absolutną ciszę i spokój panujący w pomieszczeniu. Jego myśli same popłynęły do ich wczorajszej rozmowy.

– Mam już tego dość! – powiedziała, a kilka kosmyków czarnych włosów opadły na jej czoło. Łukasz odgarnął je, muskając delikatnie twarz dziewczyny.

– A czego konkretnie? – w jego głosie jak zwykle panował spokój. Kiedy czasami się nad tym zastanawiał, dochodził do wniosku, że chyba właśnie ten spokój był największym wkładem, jaki wnosił do tego związku.

– Wszystkiego! – Monika nie dawała się łatwo udobruchać, szczególnie jak się już na coś mocno nakręciła. – Całej tej gonitwy, codziennych problemów. Ciągle wyskakuje coś nowego! Ogarniesz jeden bałagan, odwracasz się z satysfakcją, a za tobą nowy, jeszcze większy bajzel!

– No cóż… To się chyba nazywa życie… – próbował uśmiechnąć się nieśmiało. Ale widząc, że jego żartobliwa odpowiedź tylko jeszcze bardziej zirytowała dziewczynę, zrezygnował i spuścił wzrok.

– Ale ja mam tego po prostu dość! – jej dłonie ścisnęły mocno blat kuchennego stołu na którym siedziała. Powieki zacisnęła w bezsilnym buncie. – Chciałabym, aby wreszcie zapanował spokój. Dość tych wszystkich problemów, dość ciągłych wyzwań i potyczek. Chcę stabilizacji i… – próbowała przez chwilę znaleźć odpowiednie słowo.

– Świętego spokoju? – zasugerował Łukasz.

– Tak! Chcę świętego spokoju.

– Wiesz, że w życiu to chyba niemożliwe?

– Dlaczego?! – Monika spojrzała mu prosto w twarz. W jej szeroko otwartych oczach płoną gniew. Nie na niego. Raczej na cały świat. A on po prostu przez przypadek do tego świata należał. – Dlaczego?

– Bo życie to ciągły ruch, ciągła zmiana. Zawsze coś się będzie działo. I ciągle z czym się będziemy musieli mierzyć. – starał się tłumaczyć spokojnie, jak dziecku, unikając jednocześnie protekcjonalności; wiedział, że tego nie lubi. – Najpierw była szkoła, drobne sprzeczki na podwórku, kłótnie z rodzicami. Potem studia, egzaminy i tak dalej. Teraz praca, dom, upierdliwi sąsiedzi…

– Mam już dość! Chcę wreszcie zatrzymać ten pęd! – Monika okazała się odporna na drobny żart o mieszkańcach zza ściany. – Chcę, aby to wszystko się w końcu skończyło. Chcę spokoju. Chcę stabilizacji! Chcę… – znowu nie była w stanie dokończyć zdania. Coś wyraźnie umykało jej myślom. Coś nieuchwytnego i nieokreślonego. Łukasz delikatnie ujął ją za ręce, próbując rozluźnić uścisk na kuchennym blacie.

– Słońce – powiedział łagodnie patrząc Monice w oczy. – Ale stagnacja w przyrodzie zawsze oznacza śmierć.

 

Wspomnienie powoli zaczęło uspokajać szalone wyczyny jego serca. „A więc w końcu osiągnęłaś to, czego tak bardzo pragnęłaś.” Pomyślał wpatrując się w postać na łóżku. „Twój święty spokój. Twoją wymarzoną stabilizację. Twoją…” Jego myśli przerwał coraz głośniejszy dźwięk syreny. Nie był w stanie powiedzieć, czy zbliżający się pojazd to karetka czy może radiowóz. Zupełnie nie rozróżniał ich sygnałów. Spojrzał na budzik stojący na nocnej szafce obok łóżka. Minęło dwanaście minut od jego telefonu na 112. „Szybcy są” – pomyślał. A potem mimowolnie przeniósł wzrok na garść rozsypanych obok budzika tabletek nasennych i niedopitą szklankę wody. „Ale nie sądzę, aby to coś zmieniło.” Jeszcze raz spojrzał na Monikę i na spowijający ją niczym całun gęsty spokój, którego nie zaburzał żaden, najdrobniejszy nawet ruch.

Zdjęcie: dead red (CC BY 2.0) Jon Bunting

Dodaj komentarz