Stajenka

Stajenka

Ciekaw jestem czy podzielisz moje przemyślenia. Myślę, że przygotowania do najważniejszych świąt – zarówno Wielkanocy jak i Bożego Narodzenia to okresy bardzo intensywne, często także – i to dobrze – pod względem duchowym. Adwent (podobnie jak Wielki Post) daje szczególną okazję do wielu szczególnych aktywności duchowych: rorat, rekolekcji, spowiedzi i tym podobnych. Wchodzimy na wysokie obroty, dużo się dzieje, po to by nagle, po pasterce wraz z nadejściem Świąt „bańka pękła”. I nastać może dziwne uczucie, które każe zadawać sobie pytanie: „I co teraz? Po co to było? Jak się odnaleźć?”

Niedawna rozmowa z osobami pracującymi w zawodach pomocowych (pedagog, psycholog) uświadomiła mi ciekawą rzecz. Otóż usłyszałem, że dla nich czas okołoświąteczny to czas szczególnie wytężonej pracy. Wiele osób zwraca się o pomoc w związku z kryzysowymi sytuacjami w ich życiu. Wiele osób boleśnie odczuwa kontrast między pewnym ideałem ciepłych, radosnych świąt w gronie rodzinnym, a rzeczywistością, która bywa zgoła zupełnie inna. Rodzinne spotkania (o ile w ogóle są) i sama atmosfera świąt mogą nie tylko nie być źródłem ciepłych uczuć, ale powrotem do korzeni otwierającym rany, uświadamiającym braki lub odnawiającym konflikty.

Z resztą, nie tylko osobiste doświadczenia życiowe mogą pojawić jako wyzwanie. Trudno wymienić  wszystkie niezależne od nas okoliczności, włącznie ze zdrowiem i pracą, które sprawią, że uczucie radości, może wydać się nam dalekie. A przecież to Boże Narodzenie – jakoś tak głupio byłoby się nie-cieszyć, nie śpiewać z entuzjazmem kolęd…

Nie chciałbym oczywiście dawać cudownych recept, ale w tym miejscu sama narzuca mi się prawda o tym, że uczucia są tylko uczuciami, a spotkanie Boga to coś dużo głębszego. I tak jak smutek i niesprzyjające warunki (Maryi, Józefa i Jezusa przecież nigdzie nie przyjęto, urodził się w stajni) nie przekreślają doświadczenia Boga i nie skazują go na porażkę, tak samo słodkie rozrzewnienie na widok aniołków i żłóbka nie musi się wiązać ze wzrostem duchowym i jako takie niczego dobrego nie musi gwarantować.

Jeśli więc myślisz o swoim życiu, szczególnie teraz, że jest dziwne, chore, niepoukładane, niegościnne dla jakiegokolwiek dobra to pomyśl o tej stajni. Ona też była niegościnna, pewnie brudna, śmierdząca, niezauważona, zapomniana, opuszczona i na uboczu. I tam właśnie przyszedł Bóg. Urodził się w środku.

A jeśli nie jest tak jak piszę, to pomyśl o tych, którym w te święta może być ciężko. Jeśli spodziewasz się wspaniałego czasu, to nie zatrzymuj go tylko dla siebie, podziel się nim, proszę. Może zamiast głupawych rymowanek o choince i Mikołaju warto wysłać innym wiadomość, że jestem dostępny. Jestem. W razie czego. Nie krępuj się odezwać ani też przyjąć wyciągniętej dłoni. Jak czegoś potrzebujesz. Albo jak nic nie potrzebujesz, tylko po prostu nie chcesz być sam. Zapraszam. Szczególnie teraz.

Takich życzeń życzę. Świąt razem. W roku miłosierdzia.

Zdjęcie: Betlejem (c) Bartek Pulcyn

1 Komentarz

  1. xbk · 23 grudnia 2015 Odpowiedz

    Dzięki za ten tekst. Bardzo jest mi teraz potrzebny.

Dodaj komentarz