Agnieszka Majcher

Swojego bliźniego jak siebie samego

Są pewne zachowania ludzi, które irytują.

Nie przepadamy za ludźmi, którzy bardzo głośno rozmawiają przez telefon w autobusie i za tymi, którzy obnoszą się z tym co mają i jacy są. Także za tymi, którzy nie potrafią sobie poradzić w życiu i wciąż popełniają te same, głupie błędy. Dziwimy się tym, którzy z własnej nieporadności wpakowali się w sytuację z której trudno znaleźć wyjście.  Z jeszcze większym niesmakiem patrzymy na ludzi, którzy robią to non stop i totalnie nie uczą się na błędach. Nie lubimy tych, którzy nie potrafią załatwić prostych spraw albo na własne życzenie je komplikują.

A przecież prawda jest taka, że każdy z nas jest taką osobą. Nikt nie jest perfekcyjny i mimo ogólnego radzenia sobie ze wszystkim, każdemu z nas zdarzy się wrzucić telefon do wąskiej szczeliny z której nijak nie da się go wyjąć, kiedy akurat wyjątkowo pilnie potrzebujesz zadzwonić. A wtedy, kiedy przez własną głupotę wplączesz się w sytuację bez wyjścia? Wówczas z lękiem w oczach będziesz szukać dookoła siebie pomocy. A zamiast niej – ujrzysz kpinę w oczach ludzi. Dokładnie tę samą, którą miałeś ty kilka miesięcy wcześniej w przypadku dalekiego znajomego.

Wskazówka Jezusa Chrystusa , żebyśmy miłowali bliźnich, jak siebie samych, była po to, żeby pomóc nam funkcjonować i żeby ludzkie relacje miały na czym się opierać. Bo to, co po ludzku niemożliwe, z pomocą Boga staje się realne, a często właściwie nawet łatwe.

To zdanie odpowiada też na pytanie, czy warto oceniać po pozorach – bo to, że to jest łatwe i wygodne, wszyscy wiemy. Spójrz na siebie i oceń się po tym, co widzisz. Nieprzyjemnie? No właśnie.

Miłość to wybór, a nie uczucie. Myślę, że szacunek do drugiego człowieka – czyli w efekcie miłość do bliźniego – to również wybór. Raczej nie poczujemy tego ot, tak po prostu. To nie będzie też przychodzić nam z łatwością. To świadomy wybór, który sami podejmujemy.

* * *

Tekst, a zanim on – moje niedzielne przemyślenia – inspirowane są o. Adamem Szustakiem oraz niedzielną homilią ojców dominikanów z warszawskiego klasztoru.

https://www.youtube.com/watch?v=ucwoR8fMqgM

Oczywiście polecam całość, ale najbardziej – od 11 minuty!

Zdjęcie: friendship (CC BY 2.0) Paulo Otavio Diniz Rodrigues

2 komentarze

  1. A ja myślałem, że to nowa blogerka! Jak ja doceniam swoją żonę za to, że przyjęła moje nazwisko. Gdybym miał zmienić nazwisko, chyba nie byłbym już sobą. Kobiety są jakby stworzone do miłości: od-dają nazwisko, wy-dają na świat dzieci. Posiadają siebie w dawaniu siebie…

    1. Radku, nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób! Dziękuję. Za to kolejne fascynujące spojrzenie na kobietę 🙂

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.