Szkoda

Szkoda

Jakiś czas temu miałem zajęcia z doktorantem, który bardzo mocno krytykował – wręcz wyśmiewał – Gościa Niedzielnego i Niedzielę oraz zachwalał Tygodnik Powszechny. O gustach się nie dyskutuje. A może jednak powinno? Nie chodzi o to, że poglądy prowadzącego ćwiczenia są takie czy inne, ale nie podobało mi się, że tygodniki, które są otwarcie katolickie, zostały wyszydzone. A jaki był powód tego „hejtu”? Parafrazując: „te pisma za dużo mają w sobie polityki i lepiej by było, gdyby trzymały się wyłącznie spraw <<kościółkowych>>”. Aż ciężko w to uwierzyć. Niby czemu katolicy – w tym katoliccy dziennikarze – nie mają prawa zabierać głosu w sprawach społecznych i politycznych? Dlaczego nam, katolikom, mówi się: „do budy!”?

Nie dziwi mnie zbytnio,  że postulują to wrogowie Kościoła, ale dlaczego także… ksiądz (tak, tak, prowadzący był kapłanem)?! Czyżby zapomniał o tym, że jest to nasza wspólna „sprawa”? Dlaczego mamy o niej milczeć? Może utracił dumę ze swojego katolicyzmu? Przecież, jak pisze G. K. Chesterton:

„(..) pisarz, który ma wiarę, nie powinien się wstydzić, że ma również sprawę, dla której walczy”.

Przywołane słowa padły w obecności grupy studentów, którzy, z dużym prawdopodobieństwem, nie są zbyt blisko związani z Kościołem, pomijając fakt, że zostali w nim ochrzczeni. Co tu dużo mówić – są reprezentatywną grupą słabo wierzących, młodych katolików. Co za tym idzie? Jakie są konsekwencje takiego postępowania księdza? Jasne – on sam jest teraz postrzegany jako fajny, „wporzo typ” (wiecie, bycie „rebelem” jest spoko), bo rzeczywiście jest miłym i bardzo kontaktowym człowiekiem. Problemem jest jednak to, że ów „wporzo” ksiądz przyłożył rękę do budowania obrazu Kościoła podzielonego, wewnętrznie skłóconego – Kościoła otwartego, sympatycznego, miłego oraz tego zaściankowego, który zamyka się w dewocji, a jego członków najłatwiej opisać słowem „ciemnogród”.

Czemu tak bardzo zbulwersowała mnie ta sytuacja? Jestem zwolennikiem załatwiania niektórych spraw za zamkniętymi drzwiami. W wielu instytucjach bywają sytuacje, które wymagają rozstrzygnięcia bez udziału publiczności. O ich przebiegu powinni być informowani jedynie najbardziej zainteresowani. Reszta może być poinformowana później lub w ogóle – bo i po co? Tak oto małżeństwo, kiedy wchodzi w fazę kryzysu lub jakiegoś konfliktu, powinno zrobić wszystko, żeby dzieci nie dowiedziały się o tym, a już na pewno nie widziały kłótni rodziców. Podobnie jest w polityce, przedsiębiorstwach oraz różnego typu instytucjach – póki skutki sytuacji kryzysowej są odczuwalne dla osób postronnych, trzeba zrobić wszystko, aby niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Warunkiem jest jednak absolutna tajność. Jeśli zacznie się załatwiać takie sprawy publicznie, to pogłębienie kryzysu i  pojawienie się kolejnych trudności mamy gwarantowane. Wiedzą przecież o tym doskonale animatorzy Ruchu Światło – Życie. W diakoniach często powstają przecież konflikty, różnice poglądów, ale nigdy w sprawy te nie są włączani uczestnicy. Jedność to podstawa.

Skąd zatem pomysł, aby przedstawiać zupełnie postronnym studentom tego typu rozerwanie Kościoła? Nie wiem. Obawiam się jednak, że jest to problem nie tylko tego konkretnego przypadku, ale wielu, wielu innych, które dzieją się na naszych oczach w mediach polskich oraz zagranicznych. Co ciekawe, sprzyja temu – Bogu ducha winny – papież Franciszek, którego wypowiedzi są przekręcane, wyrywane z kontekstu i przedstawiane tak, aby przykleić Ojcu Świętemu łatkę rewolucjonisty, który nada Kościołowi zupełnie inny od dotychczasowego kierunek. Przy okazji promuje się środowiska, które bardzo chciałyby, aby przypisać papieżowi ich poglądy (zniesienie celibatu, wprowadzenie kapłaństwa kobiet, dopuszczenie małżeństw homoseksualnych, czy przyzwolenie na użycie środków antykoncepcyjnych). Tak, tego chce „Kościół otwarty”. Dzięki Bogu, Ojciec Święty jak tylko może, broni się przed tym, a ludzie dobrej woli robią wszystko, aby wydobywać na światło dzienne prawdziwy sens papieskich wypowiedzi.

Czy rzeczywiście Kościół jest aż tak podzielony? Trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale z pewnością do jedności wciąż jest nam jeszcze daleko. Dlatego też warto docenić wkład oazy w jej budowaniu. Formacja Ruchu Światło – Życie na swym ostatnim z podstawowych stopni ukazuje bogactwo różnorodności Kościoła. W duchu wdzięczności za przeróżne charyzmaty udzielone tak wielu wspólnotom, stowarzyszeniom i zakonom poznajemy je i w ten sposób coraz mocniej wrastamy w tę przestrzeń drogi od świętości. To nas umacnia. To nas buduje. Tu nie ma miejsca na sprzeczki, wyśmiewanie i bezzasadne krytykanctwo (lub jak kto woli „hejt”). Dlaczego? Bo poznawanie inności polane jest sosem poszanowania dla tej wielkiej spuścizny Kościoła i posypane dużą ilością miłości bliźniego. Szkoda, że brakuje tego gdzie indziej. Szkoda, że od Ruchu Światło – Życie nikt się nie uczy. Szkoda by było, gdybyśmy my sami o tym zapomnieli. Naprawdę szkoda.

zdjęcie: Tyber (r) Bartek Pulcyn

komentarze 3

  1. JE · 24 czerwca 2014 Odpowiedz

    „Trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale z pewnością do jedności wciąż jest nam jeszcze daleko. Dlatego też warto docenić wkład oazy w jej budowaniu. Formacja Ruchu Światło”

    „To nas umacnia. To nas buduje. Tu nie ma miejsca na sprzeczki, wyśmiewanie i bezzasadne krytykanctwo (lub jak kto woli „hejt”). Dlaczego? Bo poznawanie inności polane jest sosem poszanowania dla tej wielkiej spuścizny Kościoła i posypane dużą ilością miłości bliźniego. Szkoda, że brakuje tego gdzie indziej. Szkoda, że od Ruchu Światło – Życie nikt się nie uczy.”

    Nie bądźmy śmieszni, oaza, wspólnota wspólnot…plotek.

    Bardzo nietrafione są te słowa, określenia w w/w cytatach.

    • G. · 25 czerwca 2014 Odpowiedz

      JE, czy Ty uważasz że oaza opiera się tylk ona plotkach? Nie przeczę. Dużą część naszego oazowego życia marnujemy na gadanie kto z kim i dlaczego. Ale, twoja opinia świadczy o conajmniej słabym poznaniu Ruchu. Czy byłeś/jesteś (????) uczestnikiem, czy poznałeś może jakoś bliżej naszą formację, wartości? Czy może masz tylko dwóch znajomych z oazy?

  2. Magda Szostakowska · 25 czerwca 2014 Odpowiedz

    JE (szkoda, że tylko inicjały) – ja odpowiem inaczej. Przykro mi, że tego doświadczyłeś/aś w oazie. Naprawdę, ja też to znam 🙁 I mam gorącą nadzieję, że spotkasz tu też takich ludzi, którzy pozwolą Ci o tym zapomnieć i cieszyć się wszystkim tym, co wspólnota też oferuje 🙂

Dodaj komentarz