Sztuka narzekania

Sztuka narzekania

Uwielbiam kiedy wszystko idzie po mojej myśli. Wtedy, gdy przygotowany z samego rana plan dnia wypełniam co do joty. Podczas wieczornej modlitwy rozpiera mnie duma i wdzięczność, że wszystko wypełniłem co do kreseczki niczego nie dodając i niczego nie ujmując. Jednak takie wieczorne podsumowania zdarzają się coraz rzadziej… Pan Bóg lubi krzyżować moje plany (i jest w tym bardzo dobry!).

Przeprowadziłem małe badanie w warunkach domowych: włączyłem aplikację „Pismo Święte” (Biblia Tysiąclecia, wydanie IV) i kolejno wpisywałem „narzekania”, „wzdychania” i „biadania” w wyszukiwarkę. Chciałem dowiedzieć się jak sprawa wygląda w Starym i Nowym Testamencie. Wyniki prezentują się następująco: dwanaście wyników dla „narzekania”, osiem dla „wzdychania” i cztery dla „biadania”. Zastanowiło mnie, że nie znalazłem ani jednego wyniku w Nowym Testamencie, który by zawierał powyższe rzeczowniki (kwestia przekładu). Mój semicki umysł ucieszył się wielce, jednakże Nowy Człowiek trochę się zasmucił, bo w końcu ile można narzekać jak ten Izraelita o miedzianym czole i żelaznym karku?

Faktem jest, że narzekam – i to dużo. Sprawa jest o tyleż bardziej intrygująca i interesująca, że wraz ze wzrostem intensywności mojego biadolenia, Pan Bóg energiczniej działa i po prostu robi co ma robić: niszczy mój plan i wprowadza prawdziwy plan Jego odwiecznej miłości (lub po prostu wie lepiej jak ukrócić moją krnąbrność). Ale czemu narzekam? Właśnie dlatego, że Pan niszczy MÓJ plan. Gdzieś w moim mózgu neurony wysyłają sygnał, że Pan ma najlepszy z możliwych planów, ale w jakiś sposób go tłumię.

Podam przykład. Nie tak dawno temu źle zaplanowałem swoje wyjście i spóźniłem się na autobus. Czas naglił, bo miałem być punktualnie na spotkaniu formacyjnym. Spojrzałem na rozpiskę – okazało się, że opóźnienie wynosi aż trzy minuty i wtem zaczął się maraton narzekania… że lepiej byłoby pójść na piechotę, ale jest strasznie gorąco, ale to słońce razi, czemu założyłem długie spodnie, o nie, będę stał jak słup soli i czekał kolejne dwadzieścia minut, a mogłem wyjść wcześniej. Jestem spóźniony. Kategorycznie.
Wiadomo, złożyłem zażalenie do Pana Boga: „Ale jak to, przecież miałem zdążyć…” i tak dalej, i tak dalej. Okazało się, że autobus miał pięciominutowe opóźnienie i koniec końców zdążyłem punktualnie na spotkanie.

*   *   *

Popatrzyłem, a oto wyciągnięta była w moim kierunku ręka, w której był zwój księgi. Rozwinęła go przede mną; był zapisany z jednej i drugiej strony, a opisane w nim były narzekania, wzdychania i biadania. (Ez 2, 9-10, BT)

*   *   *

Piątek. Namiot Spotkania. Pierwsze czytanie. Mam w zwyczaju spotykać się z Panem głównie przez Pismo Święte w przekładzie Paulistów (ŚP), gdy wtem trafiam na werset:

Bądźcie dla siebie gościnni i nie narzekajcie. (1P 4, 9, ŚP)

To było to. Czego nie znalazłem w BT, znalazłem w najnowszym przekładzie. Po prostu mam nie narzekać. Tylko tyle. Zdałem sobie sprawę, że to Słowo jest skierowane do mnie i akurat na nie trafiłem po ostatnim okresie wzmożonego narzekania.

*   *   *

Na zakończenie: miejmy świadomość, że narzekanie jest naszą słabością, próbą wyniesienia się ponad Mądrość Bożą. Próbą podporządkowania sobie Pana Boga do naszych wymogów i naszych standardów. Narzekanie jest wystawianiem Go na próbę, brakiem wiary w Jego miłość, brakiem nadziei na zmianę i przede wszystkim brakiem pokory. Niezależnie od tego jak bardzo nasz dzień jest zły, jak bardzo nic nam nie wychodzi, jak bardzo wydaje się, że Pan milczy i nie zważa na nasze cierpienia – nie narzekajmy, gdyż On wie co robi:

On uczynił wszystko pięknie w swoim czasie, dał też naszym sercom pragnienie wieczności. Jednak człowiek nie może ogarnąć dzieła Bożego od początku do końca. (Koh 3, 11, ŚP)

Zdjęcie: crepuscular rays (CC BY 2.0) Mark Freeth

komentarze 4

  1. Radek · 2 czerwca 2016 Odpowiedz

    Kamilu, nie zadręczaj siebie i innych wpędzaniem w poczucie winy! Posłuchaj ks. Blachnickiego:
    „Czym innym jest grzech, a czym innym niedoskonałość. Grzech to coś świadomie akceptowanego, zamierzonego, to świadome odrzucenie przykazania Bożego, świadome działanie wbrew woli Bożej. Natomiast niedoskonałość to coś, co wprawdzie obiektywnie jest niezgodne z wola Bożą, z wymaganiami Bożej miłości, ale to coś, czego ja nie chcę, coś, co jest dla mnie ciężarem, co chciałbym z siebie zrzucić, gdybym mógł, w jednej chwili, ale właśnie nie mogę, nie potrafię. Rzeczą najważniejszą jest zrozumieć, że inaczej musimy ustosunkować się wewnętrznie do grzechu, a inaczej do niedoskonałości. Wobec grzechu bowiem trzeba przyjąć postawę negacji, odrzucenia. Z grzechem nie można paktować. Z grzechem nie można się pogodzić, trzeba go odrzucić. Natomiast jeżeli chodzi o niedoskonałość, należy przyjąć wręcz przeciwną postawę. Z niedoskonałością muszę się wewnętrznie pogodzić, muszę ją przyjąć jako coś mojego. Muszę pogodzić się z tym, że nie jestem doskonały, że nie potrafię miłować, że nie potrafię uwolnić się od siebie, od swojego egoizmu. Muszę to zwyczajnie uznać, bo to jest rzeczywistość, to jest prawda. Nie mogę próbować tego wyrzucić z siebie jakimś tragicznym napięciem woli, bo to w żadnym wypadku się nie uda. Dlatego trzeba powiedzieć: „tak, zgadzam się z tym”. A to znaczy, inaczej mówiąc, że muszę wziąć na siebie swój krzyż.”

    • Kamil Karzyński · 2 czerwca 2016 Odpowiedz

      Dziękuję Radku za komentarz i długi tekst x. Franciszka Blachnickiego. Jednakże nie zgodzę się z Twoją opinią jakobym zadręczał siebie, czy innych wpędzaniem w poczucie winy. Chciałem zwrócić uwagę na fakt jakim jest narzekanie, że było obecne w czasach Izraela i ba! jest obecne nawet i dzisiaj, także i w moim życiu.
      Zresztą moje ostatnie zdanie dobitnie informuje i potwierdza, że nie ma potrzeby narzekania, bo Pan Bóg wie co robi i jest większy od tego problemu.

      Druga sprawa. Nie do końca rozumiem sens wstawiania komentarza x. F. Blachnickiego, który dotyczy rozróżnienia między grzechem, a niedoskonałością. Jeśli stwierdzę, że moją niedoskonałością jest narzekanie, to wtedy ten tekst ma sens, ale to jest trochę na wyrost.

      • Radek · 2 czerwca 2016 Odpowiedz

        Wyjaśniam: najpierw piszesz, że narzekanie jest naszą słabością czyli niedoskonałością, a potem oceniasz je jako brak wiary, miłości, nadziei, pokory i posłuszeństwa, co podchodzi pod kategorie grzechu, dlatego zacytowałem ks. Blachnickiego, aby to rozróżnić. Tak czy owak znalazłem właśnie tekst, który całkowicie „rozgrzesza” narzekanie:
        „To wołanie z głębokości [narzekanie] nie tylko poważnie traktuje Boga, ale odpowiada również godności człowieka. Do mojej godności jako człowieka należy obrona przed tym, co mnie niszczy. Bóg Jezusa nie pragnie sług, lecz przyjaciół, którzy powiedzą przyjacielowi prosto w twarz, co między nimi jest nie tak. Walczyć z Bogiem to znaczy okazywać mu największe uznanie. Cierpiący traktuje Boga poważnie, bo wierzy, że już tylko on może mu pomóc. (…) Człowiek skarżący się i oskarżający spodziewa się czegoś po Bogu – i tym samym oddaje mu część.” (Dlaczego istnieje cierpienie? J. B. Brantschen wyd. Homo Dei)
        Paradoks, nieprawdaż? To dopiero sztuka narzekania…

        • Kamil Karzyński · 3 czerwca 2016 Odpowiedz

          Jednak nadal będę bronił swojego stanowiska, bo nigdzie nie napisałem wprost, że niedoskonałość (w tym wypadku narzekanie) = grzech. Cytując cytowany przez Ciebie fragment: „Natomiast niedoskonałość to coś, co wprawdzie obiektywnie jest niezgodne z wola Bożą, z wymaganiami Bożej miłości, ale to coś, czego ja nie chcę, coś, co jest dla mnie ciężarem, co chciałbym z siebie zrzucić, gdybym mógł, w jednej chwili, ale właśnie nie mogę, nie potrafię. ”
          Podpierając się powyższym cytatem – narzekanie to dla mnie niedoskonałość, a nie grzech. Aczkolwiek rozumiem, że można opacznie zrozumieć, jakoby narzekanie i biadolenie było grzechem. Dementuję to.

Dodaj komentarz